Kiedy Marcos Llorente i Alvaro Morata strzelali gole w dogrywce na Anfield Road i świętowali awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, nie wiedzieli, że ich radość jest przedwczesna - tak samo jak i piłkarzy PSG, świętujących pokonanie Borussii Dortmund. Mniej więcej w tym samym czasie Juventus ogłosił, że jego zawodnik - Daniele Rugani - zakaził się koronawirusem. Pytanie o możliwość zawieszenia Ligi Mistrzów i Ligi Europy jest już nieaktualne. Dziś możemy jedynie zastanawiać się, kiedy taka decyzja zapadnie. I oby zapadła jak najszybciej.
Informacja o zakażeniu Ruganiego uruchomiła efekt domina, który prędzej czy później musiał nastąpić. Chociaż nie ma jeszcze oficjalnych decyzji, to nie sposób wyobrazić sobie, by zaplanowany na przyszły wtorek rewanż między Juventusem i Lyonem w Lidze Mistrzów się odbył. Mistrzowie Włoch już poinformowali, że cała drużyna, włącznie ze sztabem szkoleniowym, poddana została obowiązkowej kwarantannie.
Lidze Mistrzów brakować będzie jednego ćwierćfinalisty i pewnie się go nie doczeka. Nie tylko ze względu na chorobę Ruganiego. W czasach, gdy koronawirus sieje spustoszenie w północnych Włoszech i torpeduje rozgrywki sportowe w całej Europie, bardzo prawdopodobne jest, że mecz w ogóle nie dojdzie do skutku. Oczywiste jest, że bez jednej drużyny rozgrywki nie mogą zostać dokończone.
Problemem jest jednak nie tylko Juventus i Rugani. Już dowiedzieliśmy się o kwarantannie piłkarzy Interu Mediolan, z którym mistrzowie Włoch grali w niedzielę, a Rugani siedział na ławce rezerwowych. A co, jeśli do zakażenia Włocha doszło przed pierwszym meczem Juventusu z Lyonem i kwarantannie trzeba będzie też poddać francuski zespół? Wtedy trzeba będzie też odizolować graczy Saint-Etienne i PSG, z którym Lyon grał po meczu z Juventusem.
Jeśli dojdzie do kwarantanny w Interze, to do skutku nie dojdzie też jego zaplanowany na czwartek mecz z Getafe w Lidze Europy, który i tak został przełożony z powodu epidemii koronawirusa. Prezes hiszpańskiego klubu zapowiedział, że drużyna nie poleci do Mediolanu, choćby UEFA miała ją wyrzucić z rozgrywek. Angel Torres Sanchez słusznie podkreślał, że najważniejsze jest zdrowie zawodników. Warto dodać, że z tego samego powodu nie odbędzie się też mecz Sevilli z Romą.
Czas przestać się oszukiwać. Kontynuowanie europejskich rozgrywek na siłę, bez udziału udziału publiczności, nie jest rozwiązaniem problemu. Słowa o możliwości dokończenia lig, pucharów czy rozegraniu najbliższych meczów towarzyskich, należy zacząć traktować jak mrzonki. Na dziś jedynym rozwiązaniem wydaje się zawieszenie wszystkich rozgrywek i przeczekanie sytuacji. Dla wspólnego dobra.
Słowa o konieczności rozegrania latem Euro 2020 nie mogą być tu argumentem. Zresztą kolejne informacje o możliwości przełożenia turnieju na przyszły rok świadczą o powadze sprawy. Czas, by UEFA zaczęła działać, bo obecna sytuacja może okazać się jedynie wstępem do dużo większych problemów.
Zapomnijmy o słowach Billa Shankly'ego, który twierdził, że piłka nożna jest sprawą o wiele ważniejszą niż życie i śmierć. Nie jest. I nigdy nie będzie.