Angielska klinika ratuje żużlowców

Kontuzjowani żużlowcy nie chcą leczyć urazów w Polsce, tylko wybierają angielskie Ipswich. Co tak szczególnego jest w klinice dr Briana Simpsona, że zawodnicy - tak jak w tym tygodniu torunianin Karol Ząbik - bez wahania wybierają jego usługi?

Ząbik, jeden z liderów drużyny Unibaksu i indywidualny mistrz świata juniorów, w ubiegłym tygodniu przewrócił się w trakcie treningu na torze we włoskim Lonigo. Badania w szpitalu wykazały pęknięcie obojczyka. Torunianin wcześniej niż cały zespół wrócił do naszego miasta, ale tylko po to, aby się spakować i ruszyć do Anglii. Kierunek: Ipswich, ul. Victorii. Miejsce, gdzie leczą się regularnie kontuzjowani zawodnicy.

Dlaczego angielska klinika jest tak popularna? Imponuje skutecznością. Ząbik: - Nie chcę stracić okresu przed sezonem na leczenie kontuzji zamiast treningów. A leczenie w Ipswich przyspiesza powrót do zdrowia.

Toruński żużlowiec już był pacjentem kliniki należącej do Simpsona. Dwa lata temu w czerwcu najlepszy junior ówczesnego Apatora/Adriany po kolizji z Robertem Johanssonem w lidze szwedzkiej nabawił się urazu piszczela - doszło do pęknięcia kości. Po serii zabiegów nie wrócił jednak na tor tak szybko jak się spodziewał, bo bolesna kontuzja na to nie pozwalała. Mimo to i tak twierdził, że zdrowy był szybciej niż gdyby poddał się tracycyjnemu leczeniu.

Wcześniej pacjentem kliniki Simpsona był także inny torunianin Tomasz Bajerski. W lidze duńskiej miał podobny wypadek, jak w ubiegłym tygodniu Ząbik - upadł na tor i złamał obojczyk. Z resztą Bajerski jest stałym klientem lecznicy Simpsona. Dokładnie rok wcześniej też przyleciał na Wyspy, aby przyspieszyć powrót do zdrowia po złamaniu kości śródstopia.

Na czym polega tajemnica lekarskich sukcesów dr Simpsona? W jego klinice złamania leczy się inaczej niż tradycyjnie - laserem. Dzięki temu długo zwykle proces powrotu do pełnej sprawności trwa szybciej niż w przypadku konwencjonalnych metod leczenia. W efekcie już tydzień po wypadku i kontuzji zawodnicy często są w stanie wrócić na tor.

Simpson jest niezwykle popularny w środowisku żużlowym. - Oczywiście, że można robić normalne operacje. Ale po co? Przez blachy i śruby w kościach uciekałby czas na starty - tłumaczy jeden z żużlowców polskiej ekstraligi Sebastian Ułamek. W przypadku zawodników powiedzenie "czas to pieniądz" jest brane dosłownie - kontuzje powodują, że nie startują, a więc i nie zarabiają.

Żużlowców kusi imponująca szybkość, z jaką Simpson potrafi zredukować skutki ich kontuzji. Nie jest mu do tego potrzebna operacja, co wiąże się z kolei z potrzebną długotrwałą rehabilitacją. Simpson stosuje leczenie laserami w połączeniu z pulsującym polem magnetycznym. Wykorzystuje również leczenie ultradźwiękami, prądem wodnym oraz masaże kręgosłupa oraz akupunkturę. Specjalnością jego kliniki jest tzw. diatria - nagrzewanie tkanek prądem elektrycznym, podczas którego zmienia się jego napięcie. Dzięki temu energia zamieniana jest na ciepło, co rozgrzewa uszkodzone miejsce. W rezultacie lekarze jest w stanie postawić żużlowca na nogi w ciągu zaledwie kilku dni. - To bardzo przydatne dla tych, którzy muszą szybko wrócić na tor - zachwala swoje metody Simpson.

Karol Ząbik może być pewny, że rozpocznie rywalizację w Ekstralidze zgodnie z planami. Ma być zdrowy już na mecze sparingowe Unibaksu, które zaczynają się w ostatnim tygodniu marca. Rozgrywki ruszają 9. kwietnia.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.