Fruwając pod koszem: Wielki wyścig w Las Vegas

W latach 80. cały świat patrzył na wielkie pojedynki o miano najszybszego człowieka świata między Benem Johnsonem i Carlem Lewisem. Dziesięć lat później emocjonowaliśmy się korespondencyjną rywalizacją Donovana Baileya i Michaela Johnsona zakończoną nietypowym wyścigiem na 150 m. Dziś NBA funduje nam wyścig na miarę tamtych starć tytanów. A na pewno fajniejszy. Ścigać się będą 67-letni sędzia Dick Bavetta i 44-letni emeryt Charles Barkley.

Zaczęło się na początku stycznia - Barkley komentował sędziowany przez Bavettę mecz LA Lakers z Sacramento Kings i naśmiewał się z legendarnego (Bavetta sędziuje w NBA od 32 lat i jest rekordzistą ligi pod względem liczby prowadzonych meczów) arbitra.

Mówił, że tacy starcy nie powinni już sędziować. Że Bavetta chyba wraz z Mojżeszem doprowadził do rozstąpienia się wód Morza Czerwonego. Że gdy sędzia był mały, jeździł dyliżansem. I że będzie sobie z Bavetty żartować, bo ten z uwagi na starczą demencję z pewnością nie dosłyszy.

Po czym dodał: "Mógłbym zejść teraz, w tej chwili na parkiet i biegałbym szybciej od Bavetty. Stawiam 10 tys. dol. na cel dobroczynny, jeśli Bavetta mnie prześcignie w wyścigu z jednego końca boiska na drugi".

Barkley, przypomnijmy, nigdy nie był fanem fitnessu, nawet w najlepszych czasach miał przydomek "Round Mound of Rebound" ("Okrągły Pagórek Zbiórek"). Po zakończeniu kariery odpuścił sobie większość ćwiczeń za wyjątkiem golfa - i można by przypuszczać, że pojęcie "biegu" jest dlań mglistym wspomnieniem z czasów młodości.

Pewności siebie jednak mu nie brakuje: "Nie ma mowy, żeby 67-latek mnie wyprzedził" - powiedział Barkley do komentującego z nim mecz Marva Alberta.

Minęło kilka dni i okazało się, że Dick Bavetta jednak dosłyszy. Przyjął wyzwanie Barkleya. Zaproponował, żeby wyścig odbył się w Las Vegas, dzień przed Meczem Gwiazd. Dystans - boisko do koszykówki. Stawka - 5 tys. dol., zwycięzca wybiera cel dobroczynny, na który pójdą pieniądze.

Amerykanie uwielbiają takie historie. Już zaczynają się zakłady - Kenny Smith mówi, że gdyby panowie ścigali się na 100 jardów, to Charles nie ukończyłby biegu, bo to dla niego za daleko. Obstawia, kontuzję której nogi zasymuluje Barkley, gdy dostrzeże, że staruszek Bavetta jest jednak szybszy. Barkley już widzi oczyma wyobraźni napis na nagrobku Bavetty "zginął w wyścigu z Chucksterem" i ostentacyjnie obżera się pączkami przed kamerami.

Wygląda na to, że wszyscy po cichu kibicują staruszkowi. Kevin Garnett nie może się doczekać: "Charles - nie ma mowy, żebyś nadal nas krytykował, jeśli przegrasz wyścig z sędzią. Wiem, że narzekasz na mnie, na Minnesotę - to wszystko jest OK, wiem że się znasz na koszykówce. Ale jeśli nie będziesz w stanie wygrać z sędzią, to nie chcę już więcej słyszeć ani słowa krytyki. Ani słowa!".

Trener Toronto Sam Mitchell też przekornie obstawia Bavettę: "Gdyby to były zawody w jedzeniu, Charles na pewno by wygrał. Ale w sprincie stawiam na Dicka. Barkley wprawdzie ostrzegał, że pójdzie do siłowni i będzie trenował. Ale wytrzymał tylko kilka godzin i wyszedł".

Współprowadzący z Barkleyem studio NBA Kenny Smith, Reggie Miller i Ernie Johnson bez przerwy się z nim przekomarzają. A biedny Barkley powtarza swoją mantrę: "Nie ma mowy, żeby jakikolwiek, powtarzam, jakikolwiek 67-latek mnie prześcignął. Nie ma mowy".

Dick Bavetta zachowuje spokój i przywołuje historyczne wyścigi konne: "Jeśli miałbym nasz wyścig do czegoś porównać, przychodzi mi do głowy pojedynek War Admiral kontra Seabiscuit. Charles to niepokonany War Admiral, ja to Seabiscuit - jestem mały, śmiesznie biegam, robię szalone rzeczy. To on jest faworytem. Mi pozostaje być tylko pokornym i skoncentrowanym".

Będzie wesoło.

PS Pełną dokumentację sporu Barkleya i Bavetty można obejrzeć na naszym blogu.

Kronika towarzyska

Inny zakład: nasz ulubieniec Gilbert Arenas założył się z kolegą z zespołu DeShawnem Stevensonem o to, kto lepiej rzuca trójki. Z tym że Gil miał rzucać jedną ręką (ale z ciut mniejszej odległości), DeShawn normalnie. Arenas trafił 73 rzuty na 100, Stevenson mógł mu dorównać, ale gdy szykował się do ostatnich rzutów, Arenas użył broni ostatecznej: zaczął wrzeszczeć, pajacować i podśpiewywać. Podziałało: DeShawn spudłował, a Gilbert odtańczył breakdance zwycięstwa.

Wybrano rezerwowych na Mecz Gwiazd. Numer jeden wśród pominiętych: Carmelo Anthony , którego coachowie (wybierający rezerwowych) postanowili chyba jeszcze raz ukarać za bójkę w meczu z NY Knicks.

Kolejny weteran NBA zmienia klub i dołącza do jakiejś "Drużyny Pierścienia" - czyli klubu mającego szanse na mistrzostwo. Przed sezonem Jalen Rose wykupił kontrakt z Knicks i poszedł do Phoenix Suns (gdzie zresztą głównie siedzi na Ławie). Chris Webber odszedł z 76'ers i najął się w Detroit Pistons. A teraz Eddie Jones opuszcza Memphis Grizzlies i wraca do Miami Heat, gdzie grał do 2005 roku.

Grizzlies szykują zresztą pełną rozbiórkę. Już zmienił się trener. Najlepszego zawodnika, Hiszpana Pau Gasola całkiem otwarcie wystawiono na sprzedaż (faworytem są Chicago Bulls). A niedawno pojawiła się informacja, iż swój dom w Memphis sprzedaje menedżer klubu sławny Jerry West.

Kobe Bryant polubił Harry'ego Pottera. - Właśnie skończyłem "Harry Potter i zakon Feniksa" i zabieram się za "Harry Potter i Książę Półkrwi" - napisał na swoim blogu . I dodał: - Niewiele czytam. To była zdecydowanie najgrubsza książka, jaką przeczytałem w życiu!!! Skończyć ją, to było prawdziwe wyzwanie!!!

Ciekawostki

W ciągu pierwszych trzech miesięcy w NBA królami strzelców byli trzej różni zawodnicy - i każdy zdobywał ponad 30 punktów: w listopadzie Allen Iverson (31,7 pkt.), w grudniu Gilbert Arenas (34,1 pkt.) i w styczniu Ray Allen (30,4). Zdarzyło się to po raz pierwszy od 23 lat, kiedy mieliśmy czterech różnych liderów w pierwszych czterech miesiącach (Adrian Dantley, Mark Aguirre, George Gervin i Bernard King). W tym sezonie rekord może zostać pobity, bo przecież swojego miesiąca nie mieli jeszcze Kobe, D-Wade, LeBron i Carmelo Anthony.

Dwyane Wade przeciw Cleveland Cavaliers miał 12 strat (rekord życiowy) i 41 punktów (z tego 24 w ostatniej kwarcie). Trafił 23 na 24 rzuty wolne. - Dwyane chciał chyba, żeby obie drużyny wygrały - powiedział trener Heat. Ostatecznie zwyciężyło Miami.

Kobe Bryant został najmłodszym w historii zawodnikiem, który przekroczył 18 tys. zdobytych punktów. Wyprzedził Wilta Chamberlaina o dziesięć dni.

Chicago Bulls nie mieli zawodnika w Meczu Gwiazd od czasu Michaela Jordana w 1998 roku. Ciekawe, prawda?

Tako rzecze Shaq

"Zostałem ambasadorem Miami. Wiadomym jest, że urządzam jedne z najlepszych imprez w mieście. Nie piję jednak. Po prostu pojawiam się, pełnię honory pana domu, wyglądam świetnie."

Kto wygra rywaliazcję Barkley czy Bavetta?
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.