Legia - Lech. Krajobraz po bójce w hicie ekstraklasy. Lech wściekły, a Legia żartuje

Arkadiusz Malarz przyznał, że nie pamięta bójki we własnym polu karnym, a jego koledzy próbowali obrócić całą sytuację w żart. - To była taka lekka przepychanka. Klata w klatę i wymiana zdań - przyznał z uśmiechem na twarzy Łukasz Broź. Piłkarzom Lecha do śmiechu jednak nie było. Byli wściekli. Przede wszystkim na sędziego.
Arkadiusz Malarz zabawił się w trakcie meczu w zawodnika MMA
FOT. KUBA ATYS

Legia Warszawa wydarła komplet punktów w meczu z Lechem w ostatnich sekundach. Legioniści kończyli hit ekstraklasy z kompletem punktów (2:1), ale po meczu nie brakowało kontrowersji. Sędzia liniowy w decydującym momencie nie zauważył spalonego. Kasper Hamalainen dopadł do piłki odbitej przez Matusa Putnocky'ego i pogrążył swoją byłą drużynę. Powtórki pokazały, że Fin był na spalonym, ale arbiter bramkę uznał. - Co tu dużo mówić. Ewidentny błąd sędziego, ale nie będę go teraz biczował - przyznał po spotkaniu Łukasz Trałka, pomocnik Lecha Poznań.

W jego głosie słychać było ogromny żal. Porażka w Warszawie bardzo skomplikowała sytuację Lecha w tabeli. Drużyna z Poznaniu w 13 meczach zdobyła 16 punktów i zajmuje dopiero dziewiąte miejsce w tabeli. A przecież w Poznaniu kibice wymagają walki o najwyższe cele. - Patrzymy na kolejne spotkania. Jeszcze nic nie jest stracone - mówił po meczu zrezygnowany Maciej Makuszewski.

Zapłakany sędzia liniowy

Skrzydłowy Lecha był jednym z najlepszych piłkarzy swojej drużyny w Warszawie. Walczył o każdą piłkę i szybkimi akcjami po skrzydle próbował stworzyć okazję swoim kolegom. - I co z tego?! - wściekał się po meczu. - Nawet na stadionowym telebimie było widać dwumetrowego spalonego. Sędzia liniowy popełnił błąd, a po meczu szybko uciekł do szatni. Teraz płacze i przeprasza, ale co z tego - przyznał zrezygnowany Makuszewski.

Ale to nie jedyna sytuacja, która rozgrzała atmosferę w sobotnim meczu Legii z Lechem. Spokojny i momentami nudny mecz nabrał rumieńców po rzucie karnym dla Lecha Poznań. Strzałem z jedenastu metrów do wyrównania doprowadził Marcin Robak, a Dawid Kownacki natychmiast rzucił się po piłkę. Bramkarz Legii zrobił to samo i doszło do starcia. Arkadiusz Malarz uściskiem zawodnika MMA przytrzymał młodego napastnika, a to rozwścieczyło zawodników Lecha. Z ławki rezerwowych wyskoczył wydawało się najspokojniejszy piłkarz w lidze - Jasmin Burić i podbiegł do Malarza. Obaj bramkarze nie zamierzali dyskutować, a na boisku doszło do rękoczynów.

Pretensje i zdziwienie

W zamieszanie włączyli się wszyscy piłkarze, którzy byli na murawie. Ale nie tylko. Zza linii bocznej wyskoczyli członkowie sztabów szkoleniowych, masażyści, lekarze i piłkarze rezerwowi. Aleksandar Vuković, asystent Jacka Magiery wyskoczył z takim impetem, że na murawie zaliczył efektowny poślizg.

Prowadzący to spotkanie Szymon Marciniak całą sytuację obserwował z boku, a później wyciągnął konsekwencje. Arkadiusz Malarz i Dawid Kownacki dostali po żółtej kartce, a wybiegający z ławki rezerwowych Burić - czerwoną. - Arek nie może dusić Dawida Kownackiego. Był pierwszy do bitki, a dostał tylko żółtą kartkę - dziwił się Maciej Makuszewski.

Żarty Legii

Piłkarze Legii całą sytuację próbowali obrócić w żart. - Arek tylko wyjaśniał sobie z Dawidem sytuację z rzutem karnym - rzucił do dziennikarzy Jakub Czerwiński. Arkadiusz Malarz przyznał w wywiadzie dla NC+, że. nic nie pamięta. - Jaka bójka? Nic nie pamiętam. Ale starsi ludzie tak mają. To znaczy mają krótką pamięć - żartował Malarz, by po chwili dość ogólnie dodać: - Walka o piłkę, lekkie przepychanki, które szybko zamieniły się w targowisko. Niepotrzebne to było. Wypada przeprosić kibiców. Przepraszamy.

- Na boisku najgorsze jest to, że jak jest zadyma, to nie można nikogo uderzyć. Ręce trzeba trzymać w kieszeni - żartował z dziennikarzami po meczu Łukasz Broź. I dodał. - To była taka lekka przepychanka. Klata w klatę i wymiana zdań - przyznał z uśmiechem na ustach. Ale piłkarzom Lecha nie było do śmiechu. Tym bardziej, że bramkę na wagę zwycięstwa strzelił im były kolega z zespołu. - To nie ma znaczenia - uciął pytania dziennikarzy Łukasz Trałka. Fin po zwycięskim golu nie oszalał z radości. Z miną pokerzysty przebiegł obok sektora zajmowanego przez kibiców Lecha i zniknął w objęciach kolegów z zespołu. - Nie sądzę, żeby Kasper chciał się zemścić na swojej byłej drużynie. Zrobił to co do niego należało i pomógł nam w zwycięstwie - przyznał po meczu Jakub Czerwiński.

Skandynawski chłód i szalona radość Vuko

Hamalainen zwycięskiego gola świętował z charakterystycznym skandynawskim chłodem na twarzy. Oszaleli za to inni. Aleksandar Vuković wybiegł z ławki rezerwowych i pod sektorem kibiców Lecha zaprezentował efektowną cieszynkę. - Kolana zdarł na pewno. W szatni dostał okłady z lodem i w poniedziałek powinien być gotowy do działania - żartował po meczu Łukasz Broź.

- Takie mecze budują zespół, takie zwycięstwa pokazują charakter i bardzo się cieszę, że wygraliśmy w takich okolicznościach. To pokazuje, że w naszych głowach zmienia się wiele - powiedział na pomeczowej konferencji Jacek Magiera, szkoleniowiec Legii. I miał rację. Po meczu w końcu na ustach piłkarzy Legii było widać uśmiech. Nie brakowało wspólnych żartów z dziennikarzami i głośnych śpiewów w szatni. W Legii zapanował optymizm. A Lech wracał do Poznania sfrustrowany i wściekły. Błędem sędziego, ale też swoją sytuacją w tabeli.

Obserwuj @dwardzich22

Burić nie grał, a dostał czerwoną kartkę. Nikolić zapatrzony na Kucharczyka [MEMY]

Zobacz wideo