Liga Mistrzów. Medyk Konin chce przejść do historii. "Jeśli awansujemy, wskoczę do basenu"

Piłkarki nożne Medyka Konin są o krok od sensacyjnego awansu do 1/8 finału kobiecej Ligi Mistrzów. Zespół Romana Jaszczaka musi wieczorem we Włoszech obronić jednobramkową zaliczkę w rewanżu z Brescią Calcio.

Medyk Konin był sprawcą największej sensacji w pierwszych meczach tegorocznej Ligi Mistrzyń. Heroiczne zwycięstwo zespołu Romana Jaszczaka nad Brescią Calcio odbiło się echem w całej Europie. Oto bowiem mało znany mistrz Polski spodziewanie przegrywał z mistrzem Włoch 1:3, by raptem w ostatni kwadrans odwrócić losy rywalizacji i wygrać 4:3! - Oglądaliśmy to spotkanie dwa razy i po tej analizie czujemy się jeszcze silniejsi. Nasza przewaga, zwłaszcza w drugiej połowie, była ogromna i mogliśmy wygrać jeszcze wyżej - uważa trener konińskiej drużyny. - Natomiast nie możemy dopuścić do tego, co stało się dwa lata temu w Glasgow.

Wtedy, podczas swojego debiutu w Lidze Mistrzyń, piłkarki Medyka Konin pokonały na własnym boisku Glasgow City 2:0, by w rewanżu roztrwonić całą przewagę i odpaść po dogrywce i porażce 0:3. - Wciąż mam w głowie tamte niewykorzystane sytuacje z Glasgow. Teraz nie możemy do tego dopuścić - stanowczo podkreśla Roman Jaszczak.

Dlatego mistrzynie Polski poleciały do Włoch już we wtorek, dwa dni przed meczem. Szykują się tam na wielką bitwę. Nie zamierzają bronić jednobramkowej, skromnej zaliczki. - Musimy zrobić wszystko, żeby wygrać. Taki jest plan, stać nas na to - przyznaje trener koninianek i dodaje: - Nie muszę dziewczyn nawet motywować, widzę po nich, jak bardzo pragną tego awansu.

Jaszczak, kończąc zdanie, ścisza jednak nieco głos. Nie chce zapeszać. - Nie jesteśmy słabszą drużyną, ale musimy podejść do tego meczu tak, jak do każdego innego spotkania. Tak, jakby wciąż było 0:0 - wyjaśnia.

Bo choć Włoszki są w gorszej sytuacji, to dzięki trzem zdobytym bramkom na wyjeździe do awansu wystarczy im skromne zwycięstwo 1:0, 2:1, czy 3:2 lub większą różnicą bramek. Medykowi da go każda wygrana, remis lub nawet porażka (przy założeniu, że strzelą więcej niż trzy gole). Gdyby powtórzył się wyniki z pierwszego meczu, 4:3 wtedy do rozstrzygnięcia potrzebna będzie dogrywka, a później rzuty karne.

- W pierwszym meczu w Koninie to nie była prawdziwa Brescia. Prawdziwe oblicze pokażemy w rewanżu - przekonuje Cristiana Girelli, jedna z bardziej doświadczonych piłkarek Brescii. Zaraz po powrocie z Polski włoskie piłkarki wyszły na ulice Brescii, by zachęcać kibiców do przyjścia w czwartek na Stadio Rigamonti. Doping będzie im potrzebny. - Tego się trochę obawiam - przyznaje Jaszczak. - Mecz będzie wieczorem, przy sztucznych światłach. Przyjdzie dużo kibiców, którzy żywiołowo dopingują, z bębnami. Nie możemy się tego przestraszyć. Pierwsze minuty będą kluczowe; jeśli przetrwamy huraganowe ataki, to będzie dobrze. A jeśli nawet stracimy gola, to stać nas na to, żeby też strzelić.

Do tej pory żaden polski klub kobiecy nie przedostał się do czołowej szesnastki drużyn w Europie. To byłby ogromny sukces. - Jeśli awansujemy, to prosto po meczu wskoczę w garniturze do basenu - obiecuje trener Medyka.

Początek meczu o godz. 20.30. Transmisja w Sport 1.