Vive przed meczem na Węgrzech z problemami. Który nie będzie miał znaczenia?

- Dwa punkty zdobyte na gorącym terenie byłyby bardzo cenne, ale martwi mnie nasza sytuacja kadrowa - mówi Grzegorz Tkaczyk, były kapitan Vive Tauron, przed spotkaniem trzeciej kolejki Ligi Mistrzów z węgierskim Pick Szeged (niedziela, godz. 17).
PAWEŁ MAŁECKI

Przypomnijmy, że kielecki zespół, podobnie jak w ubiegłym roku, znów już na początku sezonu ma problemy kadrowe. W Segedynie nie będą mogli zagrać dwaj lewi rozgrywający: Michał Jurecki oraz Piotr Chrapkowski (jego uraz achillesa okazał się nieco poważniejszy i czeka go jeszcze kilka dni odpoczynku) i młody kołowy Patryk Walczak. Ich absencja nie sprawia większego problemu trenerowi Tałantowi Dujszebajewowi, jeśli chodzi o ofensywę.

W drugiej linii zastąpić "Dzidzię" i "Chrapka" mogą bowiem Karol Bielecki czy Mariusz Jurkiewicz. Zmianę na kole Julenowi Aginagalde może dać Mateusz Kus, a poza tym Hiszpan prezentuje ostatnio wyborną formę i jest gotowy do gry na sześćdziesiąt minut. Problem jednak w tym, że absencja wymienionej trójki bardzo ogranicza możliwości sztabu szkoleniowego najlepszej drużyny Europy w środku defensywy. Potwierdza to Grzegorz Tkaczyk. - Dwa punkty zdobyte na gorącym terenie byłyby bardzo cenne w kontekście zajęcia pierwszego miejsca w grupie [gwarantującego bezpośredni awans do ćwierćfinału Champions League - przyp. red.], ale czeka nas trudny mecz. Przede wszystkim dlatego, że sytuacja kadrowa nie jest najlepsza. Ławka rezerwowych jest mocno okrojona, zwłaszcza w obronie - analizuje Grzegorz Tkaczyk. Wiadomo, że na środku zagra Mateusz Kus. Partnerować mu będzie prawdopodobnie Aginagalde lub Jurkiewicz. - Jest również opcja, by na środku zagrał Krzysiu Lijewski. On też sobie tam poradzi. Trzeba będzie kombinować. Być może trener Tałant Dujszebajew zmieni system i zdecyduje się na obronę 5-1 [wtedy potrzebny jest tylko jeden środkowy obrońca - red.]. To też jest jakieś rozwiązanie - dodaje popularny "Młody".

Kielecki szkoleniowiec tradycyjnie już nie robi żadnego problemu z absencji kontuzjowanych. - Zawsze patrzę z optymizmem w przyszłość. Podkreślam już od kilku sezonów, że jesteśmy Vive Tauron i nawet jakbyśmy musieli grać tylko szóstką zawodników w polu i z jednym bramkarzem, to musielibyśmy sobie radzić - mówi Tałant Dujszebajew.

Z kolei Grzegorz Tkaczyk, który wkrótce rozpocznie pracę w kieleckim klubie, podkreśla, że to rywale mogą mieć większy problem. W letniej przerwie w Segedynie doszło bowiem do prawdziwej rewolucji kadrowej. Odeszło aż dziewięciu zawodników - m.in. znakomity środkowy rozgrywający Dean Bombac, bramkarz reprezentacji Polski Piotr Wyszomirski czy inni rozgrywający: Gabor Ancsin, Ferenc Ilyes oraz Antonio Garcia. W ich miejsce klub pozyskał m.in. dwóch kielczan Denisa Bunticia oraz Marina Sego. Sporym wzmocnieniem mogą być również transfery rosyjskiego rozgrywającego Siergieja Harboka, Słoweńca Stasa Skube czy jego rodaka - kołowego Mateja Gabera.

- Oglądałem mecz Ligi Mistrzów RK Zagrzeb - Pick Szeged [Węgrzy wygrali 26:24 - red.] i naprawdę fajnie się prezentowali. Są poukładanym zespołem pod względem taktycznym, bo ich trener Juan Carlos Pastor to bardzo dobry strateg. Na pewno jednak nie do końca są zgrani i trochę czasu minie, zanim się dotrą. Wymieniona przecież tam została niemal cała druga linia, został tylko leworęczny Zsolt Balogh. Trzeba jednak bardzo uważać, bo np. nasi byli zawodnicy Buntić czy Marin Sego z pewnością będą chcieli pokazać się z superstrony, będą mieć podwójną motywację - podkreśla Grzegorz Tkaczyk.

Pod elementem zgrania na przeciwnym biegunie kielczanie. - U nas zaszło niewiele zmian. Co prawda doszedł Dean Bombac, ale pozostali zawodnicy w ataku: Karol Bielecki, Uros Zorman czy Krzysiek Lijewski rozumieją się świetnie, praktycznie bez słów. To może być nasz duży atut. A szalę na naszą korzyść może przechylić również np. bramka - dodaje pięciokrotny mistrz Polski w barwach Vive Tauron Kielce.

Więcej o: