Trener Michniewicz mówił po meczu:: Jesteśmy bardzo zadowoleni z wygranej w Wrocławiu. Jako szkoleniowcowi, ani Bruk-Bet Termalice do tej pory to się nie udało. Nic nie zapowiadało utraty bramki. Popełniliśmy przy niej kilka prostych błędów. Do siatki piłkę skierował Patryk Fryc. Ponownie przytrafiło się mu to na tym stadionie. Trzeba mieć wyjątkowego pecha. To była trudna sytuacja i nie należy go za to winić. W tygodniu na treningach przy takich akcjach wybił piłkę z linii bramkowej.
Drużyna z Niecieczy po stracie bramki zaczęła grać lepiej. - Gospodarze się wycofali. Stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji i wyrównaliśmy z rzutu karnego. Spodziewaliśmy się, że w drugiej połowie Śląsk zaatakuje większą liczbą zawodników. Nasz plan przewidywał wpuszczenie szybkich piłkarzy Vladislavsa Gutkovskisa czy Dawida Nowaka - tłumaczy Michniewicz. - W dobrym momencie Kornel Osyra zdobył drugą bramkę. To nasz nieformalny przywódca. Zawsze intonuje przyśpiewki w szatni. Ma dystans do siebie. Imponuje mi to, że gdy mamy wolny dzień, to jeździ na mecze Piasta, a potem robi analizę. Chłopcy się nawet śmieją, z jego zaangażowania. W Bruk-Becie Termalice świetnie się odnalazł. Po tym trafieniu, kontrolowaliśmy mecz. Z drugiej strony Śląsk nie naciskał nas.
Od 48 minuty Termalica grała z przewaga jednego zawodnika. - Szukaliśmy kolejnej bramki. Po bardzo ładnym kontrataku Samuela Stefanika z Nowakiem, Gutkovskis był w dobrej sytuacji, ale Mariusz Pawełek obronił. Do końca spotkania drżeliśmy o wynik. Gdy prowadzi się 2:1 na wyjeździe, nawet grając z przewagą jednego zawodnika, to zawsze jest nerwowo na ławce i na murawie - podkreśla Michniewicz. - Na szczęście nie straciliśmy bramki i mamy trzy punkty.
Termalica jest druga w tabeli - ma tyle samo punktów co lider Jagiellonia. - Mimo 23 punktów, wciąż oglądamy się za siebie. Żeby awansować do pierwszej ósemki, potrzebujemy ich jeszcze co najmniej 20 - uważa Michniewicz.
źródło: Okazje.info