Sampdoria Genua bardzo obiecująco wystartowała w tym sezonie włoskiej ekstraklasy - wygrała dwa pierwsze mecze i była w czołówce tabeli. Potem jednak przyszła seria czterech kolejnych porażek, w tym ubiegłotygodniowa 1:2 z Cagliari. Karol Linetty zaliczył wówczas asystę przy wyrównującym golu w samej końcówce, ale potem bramkarz genueńczyków Emiliano Viviano zdążył jeszcze popełnić fatalny błąd, który kosztował jego zespół porażkę.
W niedzielę zanosiło się na kolejną wpadkę. Tym razem na swoim terenie z Palermo. Sampdoria dominowała, ale to goście wyszli na prowadzenie w 60. minucie po strzale Iliji Nestorovskiego. Cztery minuty później Marco Giampaolo zdjął z boiska Karola Linettego i posłał do gry Bruno Fernandesa. Portugalczyk zdobył wyrównującą bramkę w piątej minucie doliczonego czasu gry i mecz zakończył się remisem 1:1. Sampdoria jest piętnasta w tabeli, a Palermo osiemnaste.
Dla wychowanka akademii Lecha Poznań był to pierwszy mecz we Włoszech, którego nie dokończył. Dotychczas we wszystkich oficjalnych spotkaniach zespołu z Genui (sześciu ligowych i jednym pucharowym) wychodził w podstawowym składzie i grał do końca.
Przeciwko Palermo pomocnik reprezentacji Polski był przy piłce 32 razy, miał 97 procent celnych podań, pięć udanych pojedynków, jeden przegrany. Ponadto zaliczył też cztery przechwyty piłki.