Czy miasto musi utrzymywać zawodowych piłkarzy? Niech Śląsk wreszcie zacznie zarabiać na siebie!

Władze Wrocławia nie chcą sprzedawać Śląska i nadal będą finansować klub. - Wreszcie powinni wykazać się zarządzający Śląskiem. Oni nie mogą tylko czekać na łatwe pieniądze z podatków mieszkańców Wrocławia - mówi Renata Granowska, radna PO.

Przedstawiciele władz Wrocławia wycofują się z planów sprzedaży piłkarskiego Śląska prywatnemu inwestorowi. Otwarcie wczoraj mówił o tym na łamach "Wyborczej" Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta oraz przewodniczący rady nadzorczej Śląska.

- Na dziś pomysł jest taki, aby Śląsk funkcjonował w ramach miasta - zaznaczał Patalas.

Szukać pieniędzy!

Renata Granowska, radna Platformy Obywatelskiej, akceptuje wstrzymanie sprzedaży Śląska, w którym miasto ma 54,46 proc. udziałów. Ale stawia pewne warunki.

- Śląsk nie ma dziś wielkiej wartości, więc jego sprzedaż byłaby teraz błędem. Wstrzymałabym się z tym do końca tego sezonu - zaznacza Granowska i dodaje: - Przez ten czas wreszcie powinni wykazać się zarządzający Śląskiem. Oni nie mogą tylko czekać na łatwe pieniądze pochodzące z podatków mieszkańców Wrocławia. Czas, aby pracujący w Śląsku zaczęli szukać sponsorów, pozyskiwać komercyjne pieniądze oraz opracowali sensowną strategię marketingową. W klubie brakuje pieniędzy i trzeba je zdobywać - podkreśla.

Śląsk w głównej mierze utrzymuje się z miejskich dotacji oraz z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych. Bardzo niewielką część budżetu stanowią środki od sponsorów, reklamodawców czy wypracowane przez klub. Niedawno firma Ernst & Young opublikowała biznesowy raport z klubów piłkarskiej Ekstraklasy za 2015 rok. Pod względem przychodów ze sponsoringu Śląsk był najgorszym klubem w stawce. Bardzo małe są również przychody ze sprzedaży gadżetów oraz klubowych pamiątek. Pod tym względem Śląsk też jest jednym z najsłabszych klubów w lidze.

Brak wizji rozwoju

Innym problemem wrocławskiego klubu jest także fakt, iż właściciele klubu, czyli miasto oraz przedstawiciele Wrocławskiego Konsorcjum Sportowego (45 proc. akcji Śląska), są w konflikcie. Od kilku miesięcy obie strony porozumiewają się głównie za pomocą mediów.

- Jestem zaskoczony nagłą zmianą strategii miasta w sprawie Śląska - przyznaje Rafał Holanowski, współwłaściciel Konsorcjum. - Jeszcze niedawno gmina chciała wystawić na sprzedaż swoje i nasze akcje klubu, a teraz informuje o zupełnie innych planach. To niepoważne, świadczy o braku wizji rozwoju Śląska. Niestety, ja oraz Stanisław Han, drugi współwłaściciel Konsorcjum, nie wiemy, co dzieje się w Śląsku i jaki jest stan finansów spółki. Od kwietnia bezskutecznie prosimy pana Patalasa o zwołanie rady nadzorczej. Nieskuteczne są również nasze prośby do zarządu klubu o przedstawienie sytuacji finansowej Śląska - twierdzi Holanowski.

Przypomnijmy, że do maja tego roku Konsorcjum miało nieco ponad 51 proc. akcji Śląska i było większościowym właścicielem. Wówczas podczas walnego zgromadzenia miastu udało się przeprowadzić zamianę klubowego długu na akcje i teraz to gmina Wrocław jest większościowym akcjonariuszem.

Han oraz Holanowski twierdzą, że stało się to niezgodnie z prawem i oddali sprawę do sądu. Proces w tej sprawie rozpocznie się pod koniec października.

Znamienne, że Holanowski w podobny sposób jak Renata Granowska widzi częściowe rozwiązanie problemów wrocławskiego klubu.

Holanowski: - Śląsk jest normalną spółką, w której zarząd jest od tego, aby pozyskiwał pieniądze, a nie tylko je wydawał. Zarząd nie może tylko żerować na pieniądzach, jakie otrzyma od miasta czy prywatnych właścicieli. Inne kluby, jak choćby ostatnio grająca we Wrocławiu Jagiellonia Białystok, szkolą lub pozyskują piłkarzy, których później sprzedają za duże pieniądze. W Białymstoku na trybuny przychodzi tysiące widzów, mają też duże zyski z dnia meczowego. A Śląsk praktycznie na każdym meczu nic nie zarabia, tylko traci. To uniemożliwia rozwój klubu - kończy.

Czy miasto powinno nadal finansować Śląsk Wrocław?
Więcej o: