"A okazało się, że przez rok nie znalazł nawet babci klozetowej do toalety" - te słowa Smudy tak mocno zabolały Gaszyńskiego, że zapowiedział wejście na drogę sądową ze szkoleniowcem, a do "Wyborczej" przysłał sprostowanie słów trenera.
W krótkim komunikacie zaskoczyła mnie śmiała teza Gaszyńskiego: "informuję, że jako prezes Wisły Kraków podpisałem kilkanaście umów sponsorskich". Przeczytałem kilka razy ten wers i pomyślałem, że muszę mieć kłopoty z pamięcią. Przeanalizowałem więc rok pracy prezesa Gaszyńskiego. Kiedy przychodził do klubu, kibice i dziennikarze wiązali z nim olbrzymie nadzieje. Oto wreszcie Wisła ma prezesa niezwiązanego od kilkunastu lat ze środowiskiem sportowym. A do tego to przecież wiślak z krwi i kości - bramki zespołu z ul. Reymonta bronił przez 10 lat (w latach 1979-89). I jeszcze to imponujące CV - praca na wysokich stanowiskach w korporacjach S.C. Johnson i Procter&Gamble podsycały te nadzieje.
Oczyma wyobraźni kibice już widzieli, jak poważny biznes zasila Wisłę strumieniami pieniędzy. Nowy prezes używał słów, których wcześniej przy Reymonta nie słyszano. Zapowiedział, że "celem nadrzędnym jest zrównoważony rozwój spółki". - Ład korporacyjny polega na prawidłowej organizacji pracy. Ludzie wiedzą, za co odpowiadają, i można to zastosować również w Wiśle - tłumaczył.
Cele wyznaczał sobie ambitne: awans do fazy grupowej europejskich pucharów, a wynik finansowy na koniec roku to 0 plus. - Byłoby dużym grzechem zaniechania, gdybym nie prowadził rozmów z różnymi firmami i nie wykorzystał 20 lat doświadczenia pracy w korporacjach. Sponsor na koszulkach? Na pewno pojawi się w 2015 roku - zapewniał Gaszyński.
Z wielkiej chmury nadziei i oczekiwań spadła jednak co najwyżej mżawka. Najważniejszego - sponsora na koszulki - Gaszyński nie załatwił, a gdzie kilkanaście innych umów sponsorskich? Przejrzałem najlepsze źródło informacji o sukcesach w trakcie roku pracy prezesa - oficjalną stronę klubu. Przecież nie ukrywałby tego, że ściągnął sponsorów do klubu. Co się okazało? Za największy sukces można by uznać podpisanie kontraktu z Impelem, którego logo trafiło na rękawy koszulek. Można by, gdyby nie to, że agencja ochroniarska uznała umowę za jedyny sposób, by odzyskać z Wisły długi. Kolejne sukcesy Gaszyńskiego: przedłużenie umowy z Tyskie na sprzedaż piwa podczas meczów, galeria Nowy Roździeń została sponsorem meczu z Pogonią Szczecin.
Prezes Gaszyński szczyci się też akcją crowdfundingową "Gwiazdy dla Białej Gwiazdy", podczas której zebrano nieco ponad 800 tys. zł. Szkoda, że zapomniał, że pomysłodawcą był jeden z kibiców Wisły.
Jak na najdroższy zarząd w historii Wisły - Gaszyński z wiceprezesem Mirosławem Jankowskim kosztowali miesięcznie klub około 50 tys. zł - to żenująco mało. Jeśli więc wziąć pod uwagę oczekiwania związane z Gaszyńskim (choćby na podstawie CV), zarobki i obietnice, które złożył, i to, co zdziałał dla klubu, to był jedną z najsłabiej działających osób na stanowisku prezesa Wisły.
Kiedy w marcu tego roku (już po zwolnieniu z klubu) poprosiłem Gaszyńskiego o wywiad, odmówił. Gorący stołek prezesa zamienił jednak na cichą posadę w TeleFonice. Stał się jednym z doradców prezes Moniki Cupiał-Zgryzek. Nie dość, że jako prezes Wisły nie sprawdził się na stanowisku, to nieco ponad pół roku później przyłożył rękę do sprzedania klubu. Wszyscy pamiętamy komu...
PS Panie prezesie, chętnie opublikujemy listę tych kilkunastu sponsorów, których pan sprowadził do Wisły. Oczywiście z kwotami, które pan dla klubu załatwił.