Lech lepszy od Pogoni. Robak nie miał litości, a Zwoliński pudłował na potęgę [ZDJĘCIA]

Pogoń Szczecin przegrała w Poznaniu z Lechem 1:3. Ale przegrać wcale nie musiała...

W niedzielę w roli trenera Lecha zadebiutował Nenad Bjelica. Pierwszy mecz Chorwata ściągnął na trybuny poznańskiego stadionu ponad 17 tysięcy kibiców. Piłkarze obu drużyn dostosowali się do atmosfery piłkarskiego święta i stworzyli niezłe widowisko.

Kazimierz Moskal zgodnie z oczekiwaniami od pierwszej minuty desygnował do gry Sebastiana Rudola, który miał zastąpić Jakuba Czerwińskiego. W pierwszym składzie nieoczekiwanie znalazło się też miejsce dla Łukasza Zwolińskiego. Na ławce usiadł Japończyk Seiya Kitano.

Od razu zaczęli

Worek z bramkami rozwiązał się błyskawicznie. W 7. minucie znakomitą akcję przeprowadził duet skrzydłowych Adam Gyurcso - Spas Delev. Bułgar zagrał na wolne pole do Węgra, a ten płasko dośrodkował w pole karne. Łukasz Zwoliński z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Piłkarzom Lecha przeszkodzili... kibice gospodarzy. Odpalili sporo środków pirotechnicznych i dym nad stadionem utrudnił skuteczną interwencję defensywie Kolejorza.

Odpowiedź poznaniaków była jednak błyskawiczna. 120 sekund potem przysnął Rudol i Marcin Robak znalazł się oko w oko z Dawidem Kudłą. Ograł bramkarza Pogoni i doprowadził do wyrównania. Były zawodnik portowców zachował się z klasą i nie okazywał radości po golu.

33-latek nie zamierzał jednak przestać strzelać. W 27. minucie Adam Frączczak sfaulował? (kontrowersyjna sytuacja) w polu karnym Szymona Pawłowskiego. Z jedenastego metra nie pomylił się właśnie Robak.

Pogoń po pierwszej połowie powinna jednak przynajmniej remisować, a mogła nawet prowadzić. Dwie stuprocentowe sytuacje zmarnował Zwoliński. Najpierw z kilku metrów dobił strzał Dawida Korta wprost w bramkarza, a tuż przed przerwą zmarnował podanie od Deleva. Miał idealnie wyłożoną piłkę. Trzeba było tylko wybrać róg i strzelić.

Co zrobił Zwoliński?

Druga połowa zaczęła się od minimalnie niecelnego strzału Rafała Murawskiego. Moskal dodatkowo wzmocnił siłę rażenia i wpuścił na boisko Kitano oraz Jakuba Piotrowskiego. Przyniosło to efekt w 64. minucie. Delev zagrał na wolne pole do Frączczaka. Ten został sfaulowany i Pogoń miała rzut karny.

Nie wiadomo dlaczego, ale do jedenastki podszedł... Zwoliński. Napastnik portowców miał w pamięci dwie nietrafione "setki" w pierwszej połowie i z tym obciążeniem psychicznym zdecydował się strzelać z "wapna". Nie trafił i co gorsza... nie dobił swojego strzału mając pustą bramkę.

Pogoń już do końca meczu nie otrząsnęła się z tej sytuacji. Atakowała, miała optyczną przewagę, ale nie była w stanie doprowadzić do wyrównania. Lech w samej końcówce dołożył natomiast trzecią bramkę (celna główka Abdula Aziza Tetteha po wrzutce z rożnego) mógł się cieszyć z kompletu punktów w debiucie Bjelicy.