Lech Poznań - Piast Gliwice 2:0. Jiri Necek: Trzy punkty zasłużenie zostają w Poznaniu

- Kiedy kibice Lecha Poznań domagali się nowego napastnika, to myślałem, że to bardziej dla nas jest ta przyśpiewka - mówi trener Piasta Gliwice Jiri Necek po porażce 0:2 przy Bułgarskiej.

Lech Poznań pokonał wicemistrza Polski po golach rezerwowych: Dariusza Formelli w 73. minucie i Macieja Gajosa już w doliczonym czasie gry. - Sami państwo widzieli, jak wyglądała gra w pierwszej połowie. Generalnie niewiele się działo, dużo było chaosu, nerwowej gry, dużo niecelnych podań i mało okazji. Kibicom chyba też ta część nie za bardzo się podobała - komentuje Jiri Necek. - W drugiej połowie wiedziałem, że muszę zrobić szybko zmiany, ponieważ w tygodniu graliśmy 120-minutowy mecz w Pucharze Polski i spodziewałem się, że nie wszyscy mogą wytrzymać fizycznie. Starałem się też poprawić coś w grze. Naszym największym mankamentem było to, że nie potrafiliśmy wykończyć kontrataków. Nie udało się strzelić ani Gerardowi Badii, ani Bartoszowi Szelidze.

Przy stanie 1:0 do siatki Kolejorza trafił Bartosz Szeliga, ale to trafienie nie zostało uznane, bo asystent sędziego sygnalizował pozycję spaloną. - Nie chcę tego oceniać, ani komentować, bo nie widziałem dokładnie tej sytuacji. Mogę się tylko odnieść do słów arbitra technicznego, który powiedział mi, że Szeliga wracał ze spalonego. W końcówce otworzyliśmy się, ale to Lech strzelił na 2:0 i nie byliśmy w stanie już na to odpowiedzieć. Trzeba jednak powiedzieć, że trzy punkty zasłużenie zostają w Poznaniu - uważa trener Piasta Gliwice.

Kibice Lecha Poznań w trakcie meczu domagali się od władz klubu nowego napastnika. Na nowego gracza to ataku liczy też Jiri Necek. - Kiedy zdecydowałem się przyjąć posadę trenera Piasta, to kierownictwo obiecywało, że będzie nowy napastnik, że trwają starania o takiego zawodnika, ale na razie bez efektów. Słyszałem okrzyki kibiców gospodarzy i myślałem, że to może dla nas bardziej jest ta przyśpiewka - mówi z uśmiechem.

Więcej o: