Pogoń trenera Moskala wreszcie "odpaliła". Już na dobre?

W sobotę o godz. 15.30 Pogoń Szczecin zagra na własnym stadionie z Cracovią. Kibice oczekują kolejnego zwycięstwa i mają ku temu podstawy.

W Szczecinie nikt już na pamięta o fatalnym początku sezonu. Portowcy od kilku spotkań grają efektownie i wygrywają. Ze strefy spadkowej awansowali na szóste miejsce. Skąd taka metamorfoza drużyny Kazimierza Moskala? Poniżej cztery główne przyczyny.

1. Trener jest cierpliwy - W zeszłym sezonie wyniki Pogoni były przyzwoite. Portowcy niemal do końca rozgrywek walczyli o podium i udział w europejskich pucharach. Ale w parze ze zdobywanymi punktami nie szedł styl gry. Zespół wtedy prowadzony przez Czesława Michniewicza serwował kibicom nudne widowiska (wiosną z reguły remisy), a stadion świecił pustkami.

Nowy trener Kazimierz Moskal do Szczecina został ściągnięty z myślą, by poprawić wynik sportowy i stworzyć zespół, który będzie grał atrakcyjną piłkę. Początek sezonu był jednak fatalny. Portowcy nie zdobywali punktów, a z trybun słyszeli gwizdy. Niektórzy wieszczyli, że trener pożegna się z posadą, zanim najmłodsi kibice pójdą 1 września do szkoły.

Moskal wykazał się cierpliwością i wiarą w to, że jego pomysł na drużynę w końcu "odpali". Mimo dużej presji nie decydował się na żadne nerwowe ruchy, tylko konsekwentnie realizował swój plan. Na konferencjach prasowych był wyjątkowo spokojny i prosił o czas. Twierdził, że zmiana stylu gry drużyny nie przyjdzie z dnia na dzień. Jak się okazało, nie były to puste słowa. Dzisiaj zespół należy do najładniej grających w lidze. Wygrał ostatnie trzy spotkania (jedno w pucharze) z bilansem bramkowym 11-0.

2. Trener uczy się na błędach - kibice Pogoni nie mogli zrozumieć, dlaczego Moskal na początku sezonu tak rzadko korzysta z Mateusza Matrasa. W poprzednich rozgrywkach 25-latek był jednym z najlepszych piłkarzy zespołu, a teraz zastąpił go Kamil Drygas, który grał słabo.

Trener szybko zrozumiał, że Matras jest zespołowi niezbędny. Odkąd środkowy pomocnik wrócił do składu (1:1 z Zagłębiem Lubin), portowcy nie przegrali ani jednego meczu. Moskal znalazł w pierwszej jedenastce miejsce nie tylko dla Matrasa, ale i Drygasa oraz Rafała Murawskiego. Zestawienie takiego środka pola wymagało sporej kreatywności i okazało się "strzałem w dziesiątkę".

- Nikt nie jest przypisany do konkretnej pozycji, więc gramy bez klasycznego rozgrywającego - mówił niedawno Drygas. - Lubię to, ponieważ przeciwnik nigdy nie wie, kogo kryć.

Podobna sytuacja była na lewej obronie. Na początku sezonu wyższe notowania miał Mateusz Lewandowski, ale zawodził. Moskal "zamienił go" na Ricardo Nunesa jeszcze w przerwie meczu z Termalicą Nieciecza (5:0), a zawodnik z RPA odwdzięczył się golem i asystą. Już drugi raz z rzędu został wybrany przez ekstraklasę do najlepszej jedenastki kolejki.

3. Trener nie boi się odważnych decyzji i nikogo nie faworyzuje - Przed sezonem nikt nie spodziewał się, że po kilku kolejkach podstawowym napastnikiem Pogoni będzie Seiya Kitano. 19-letni Japończyk miał powoli wchodzić do drużyny, tymczasem dzisiaj jest "pewniakiem" do grania od pierwszej minuty. Ma na koncie debiutancką bramkę i jest nazywany jednym z największych odkryć w lidze. Już przykuł uwagę zagranicznych klubów.

Kitano posadził na ławce wychowanka Łukasza Zwolińskiego. Moskal zdecydował się na ryzykowny ruch, w trudnym dla siebie momencie i ryzyko się opłaciło. Trener nie ma również oporów z sadzaniem na ławce innych, wydawałoby się podstawowych piłkarzy. Od Adama Frączczaka każdy poprzedni trener zaczynał ustalanie wyjściowego składu. Teraz zawodnik wrócił po kontuzji (złamany nos) i na razie poczynania kolegów ogląda z ławki rezerwowych.

Moskal w porę zrobił też porządek na pozycji bramkarza. W pierwszych dwóch kolejkach bronił Jakub Słowik. Zawodził, więc szybko zmienił go Dawid Kudła. On też miał ciężki początek (zawalił gola w Lubinie), ale trener zaryzykował i zostawił go między słupkami. 24-latek poczuł się pewniej i zaczął grać na miarę swoich możliwości.

4. Trener dotarł do Adama Gyurcso - Węgier dołączył do Pogoni zimą. Z miejsca miał stać się gwiazdą, ale rozczarowywał (tylko dwa gole). Nie odnalazł się przy defensywnej taktyce Michniewicza, miał problemy z aklimatyzacją.

Moskal na Węgra ma zupełnie inny pomysł. Dał mu kredyt zaufania (zawsze gra w pierwszym składzie) i odciążył z obowiązków w obronie. Gyurcso ma skupić się na ofensywie i odwdzięcza się świetną grą. 25-latek ma na koncie już trzy asysty oraz jedno kluczowe podanie (rozpoczynające akcję bramkową). Wyrasta na lidera zespołu.

Trener dba również o integrację obcokrajowców z resztą zespołu. Gyurcso wraz z Bułarem Spasem Delevem i Kitano uczęszczają na lekcje języka polskiego. Dzięki temu "łapią" lepszy kontakt z szatnią.

Mecz z Cracovią w sobotę o godz. 15.30. Relacja NA ŻYWO na www.szczecin.sport.pl.