Pogoń na piątkę! Portowcy bez litości dla byłego trenera, Termalica została rozgromiona! [ZDJĘCIA]

W weekend w Szczecinie odbywa się festiwal sztucznych ogni. Konkurencyjny pokaz fajerwerków urządzili sobie piłkarze Pogoni, którzy pokonali Bruk-Bet Termalikę Nieciecza aż 5:0.

Słaby początek sezonu oraz impreza na Wałach Chrobrego sprawiły, że na stadionie pojawiło się tylko nieco ponad 4 tysiące kibiców. Ci, którzy zdecydowali się pójść na mecz, zostali wynagrodzeni w spektakularny sposób. Zobaczyli najwyższe zwycięstwo Pogoni od powrotu do ekstraklasy. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że udało się pokonać zespół Czesława Michniewicza, który do niedawna był trenerem portowców.

Do przerwy tylko jedna, a...

Moskal w stosunku do dobrego meczu z Zagłębiem Lubin (1:1) dokonał w składzie tylko jednej i to wymuszonej zmiany. Adam Frączczak ma złamany nos, więc na prawej obronie zagrał Sebastian Rudol. Miejsce w wyjściowej jedenastce utrzymali Seiya Kitano, Mateusz Matras i Spas Delev.

Początek spotkania był senny i ożywił go tylko Spas Delev, który miał problemy ze... źle dobranym kolorem spodenek.

Portowcy egzekucję rozpoczęli w 19. minucie. Mateusz Matras perfekcyjnie wykorzystał dośrodkowanie Adama Gyurcso z rzutu wolnego. Defensywny pomocnik skierował piłkę do siatki po strzale głową. Termalica w pierwszej połowie odgryzła się sytuacją sam na sam Vladislavsa Gutkovskisa. Nic nie zwiastowało, że worek z bramkami rozwiąże się na dobre.

...po przerwie aż cztery

Druga część rozpoczęła się dla Pogoni w wymarzony sposób. Już pierwsza akcja przyniosła gola. Kontrę wyprowadził Spas Delev, który oddał piłkę Rafałowi Murawskiemu, a kapitan precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie. To podłamało gości, którzy potem czekali już tylko na najniższy wymiar kary.

A Pogoń odpuszczać nie zamierzała i postanowiła powetować sobie ostatnie niepowodzenia. W 120 sekund (między 70., a 72. minutą) zadała kolejne dwa ciosy. Najpierw bezpośrednio z rzutu wolnego piłkę w siatce umieścił Ricardo Nunes, a chwilę potem zawodnik z RPA wystawił futbolówkę jak na tacy Drygasowi. Środkowy pomocnik mocnym strzałem przełamał ręce Treli i było 4:0. Kropkę nad "i" w doliczonym czasie postawił kapitan Murawski.

Michniewicz w najczarniejszych snach nie przypuszczał, że tak może wyglądać jego powrót do Szczecina. Szczególnie, że jego drużyna nieźle rozpoczęła sezon. Moskal złapał natomiast duży haust powietrza i w najbliższych tygodniach może być spokojny o swoją posadę. Kibice chcą oglądać taką właśnie Pogoń, za co podziękowali piłkarzom po końcowym gwizdku.