I to 10 razy. Wygrał czterokrotnie - w 1926, 1967, 2002 i 2003. W zakończonej niedawno erze Bogusława Cupiała do PP nie przywiązywano zbyt dużej wagi. Miał być ewentualnym dodatkiem do mistrzostwa Polski, które miało być przystankiem do europejskich pucharów.
W XXI w. Wisła dwa razy triumfowała i raz zagrała w finale tych rozgrywek. Wielkich wstydliwych wpadek nie zaliczyła, choć odpadła np. z zespołami z zaplecza ekstraklasy - Górnikiem Łęczna czy Arką Gdynia. Ostatnie dwie edycje zakończyła już na pierwszej przeszkodzie. Dwa lata temu uległa w Poznaniu Lechowi, w poprzednim sezonie w Chorzowie Ruchowi.
Tym razem PP zacznie od spotkania z I-ligowcem. To jednak nie będzie łatwy rywal - rok temu przekonała się o tym Cracovia, która właśnie potknęła się na Zagłębiu Sosnowiec i nie awansowała do półfinału.
Trener Dariusz Wdowczyk nie zamierza traktować ulgowo pucharowych rozgrywek. Zapewnia, że pomimo trzech porażek z rzędu (wszystkie na wyjeździe) w ekstraklasie, atmosfera w zespole wcale nie jest zła. - Jest wręcz bardzo dobra. Z Cracovią rozegraliśmy najlepsze spotkanie w tym sezonie. Z przebiegu gry długimi okresami mogę być zadowolony - podkreśla Wdowczyk. - Dlatego nie ma też mowy o żadnym przygnębieniu. Nie będziemy się nad sobą rozczulali. Przed nami ważny mecz w Pucharze Polski, a w niedzielę ligowy z Ruchem Chorzów.