Upokorzenie, przeprosiny... Co z tą Koroną?

Kompromitacja, blamaż, wstyd - to w ostatnich kilkudziesięciu godzinach najczęściej używane zwroty oceniające postawę kieleckiego zespołu w inauguracyjnym spotkaniu sezonu 2016/17 z Zagłębiem Lubin (0:4).

I żadne z nich nie jest przesadzone. Przyznajmy, żółto-czerwoni nie byli faworytem niedzielnego starcia z trzecim zespołem minionych rozgrywek i jednym z kandydatów do mistrzowskiego tytułu w sezonie obecnym. Mocna osłabiona przed sezonem i targana różnego rodzaju problemami organizacyjnymi Korona, przez wielu ekspertów, była uważana za "pewniaka" do spadku (przynajmniej przed trzecim sezonem z rzędu). Po spotkaniu w Lubinie ich prognozy znacząco się jednak uprawdopodobniły.

Kielczanie przegrali z Zagłębiem 0:4. Porażka dotkliwa, choć nie rzadko nawet takie jej rozmiary nie odzwierciedlają przebiegu gry, a przegrany zespół schodzi z boiska bez poczucia wstydu. W niedzielę tak nie było. - Trudno to nazwać tylko porażką. To było upokorzenie - nie przebierał w słowach pomocnik Korony Rafał Grzelak, notabene jedna z jaśniejszych postaci w ekipie Tomasza Wilmana.

A sam szkoleniowiec także nie miał zamiaru "kolorować" niedzielnego spotkania. - Jest mi wstyd. Zagraliśmy fatalnie i dostaliśmy zasłużoną lekcję od Zagłębia - skwitował. Jak każdy debiutant, także i on musiał zapłacić "frycowe". Popełnił duży błąd wystawiając w podstawowym składzie Dmitrija Wierchowcowa (powrót po kontuzji - red.) a sadzając na ławce rezerwowych Djibrila Diawa, jednego z najpewniejszych punktów Korony w rundzie wiosennej minionego sezonu. Decyzja Wilmana okazała się tragiczna w skutkach. Białorusin rozegrał, być może, swój najgorszy mecz w karierze. Diaw, w drugich 45 minutach, nawet biorąc pod uwagę dużo mniej zaangażowanego w ataki rywala, imponował spokojem, pewnością interwencji, kilkukrotnie stworzył też zagrożenie pod bramką Martina Polacka.

Koszmarne błędy żółto-czerwonych w tyłach szokują tym bardziej, że to właśnie o postawę formacji defensywnej, jedynie lekko przebudowanej (Ken Kallaste za Kamila Sylwestrzaka - red.) i dość solidnej personalnie, kieleccy kibice przed inauguracją sezonu mieli najmniejsze obawy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Więcej niż trzy gole w jednym meczu Korona, po raz ostatni, straciła 31 maja 2014 roku, przegrywając na Kolporter Arenie 1:5 ze Śląskiem Wrocław. - Pozytywem tej porażki jest to, że będziemy ją przez te kilka dni wspominać na treningach. To da nam na pewno podwójną, albo nawet potrójną mobilizację przed kolejnym spotkaniem. Dostaliśmy bolesny cios na początek sezonu, ale musimy się po nim podnieść. Dobrze, że szybko będziemy mieli ku temu okazję - mówi Rafał Grzelak.

Już w piątek żółto-czerwoni zagrają w Szczecinie (godz.18) z Pogonią.

Więcej o: