Pieniądze w sporcie decydują nawet o lidze tenisa stołowego

Pieniądze decydowały już o zawodowych losach klubów piłkarskich, koszykarskich, gwiazd dyscyplin indywidualnych. A teraz totalnie zrewolucjonizują ligę... tenisa stołowego.

Gdy niespełna sto tysięcy osób zamieszkujących Grudziądz - dane wg końca roku 2013 - chce wybierać pomiędzy sportowymi rozrywkami, wybiera głównie między meczami piłkarzy lub żużlowców. Futbolowa Olimpia to I-ligowiec z dość sporymi - niedawno - ambicjami, które jakby wyhamowały wraz z niełatwą walką na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy. Żużlowy MrGarden GKM dość niespodziewanie stał się kandydatem do jazdy w play-off PGE Ekstraligi, a ze swojego stadionu stworzył prawdziwą twierdzę, gdzie przegrywają wszyscy wielcy krajowego speedway'a.

Żaden z tych klubów - najpopularniejszych w mieście - nie ma takich sukcesów, jak walcząca w lidze tenisa stołowego Olimpia Unia Grudziądz.

W minionym sezonie jej tenisiści zdobyli mistrzostwo Polski. Już piąte w historii klubu. Pierwsze zdobyli w 2001 r. Od 2011 r. Grudziądz wygrywał ligę czterokrotnie. W tym czasie medalu klub nie zdobył tylko raz.

W sumie w ciągu 15 ostatnich lat, Olimpia Unia na podium mistrzostw Polski stawała 11-krotnie. To imponująca skuteczność - nawet biorąc pod uwagę to, że tenis stołowy nie należy do najpopularniejszych, delikatnie to określając, dyscyplin w Polsce. Nie można jednak Superlidze odmówić profesjonalizmu. To rozgrywki, w których są pieniądze, jest rywalizacja pomiędzy zbrojącymi się potentatami i są zatrudniane gwiazdy - postacie znane na światowym rynku tenisowym.

Grudziądzanie to jeden z czołowych klubów Europy. Jesienią rozpoczną kolejny sezon w Lidze Mistrzów - zmierzą się w niej z mocarzami tej dyscypliny od Rosji po Szwecję. W ubiegłym sezonie Olimpia Unia skończyła rywalizację na półfinale. W tym ma jeszcze bardziej ambitne plany. I m.in. dlatego zdecydowała się na transfer podstawowego zawodnika finalisty Ligi Mistrzów, Mattiasa Oversjo.

Tenis stołowy w Polsce na dobre zaczął być kojarzony z Grudziądzem, ale to się skończy. Klub opuszcza miasto i przenosi się z pierwszą drużyną - a więc swoją wizytówką - do Gdańska. Powód oczywisty: pieniądze.

Kierownictwo Olimpii Unii przyznaje, że klub opiera się w dużej mierze na pieniądzach otrzymywanych z samorządu, a Gdańsk pod tym względem może zapewnić całkowicie inny stopień finansowania niż Grudziądz.

Jemu pozostanie jedynie drużyna rezerwowa. I - być może - szansa na jakiś jeden okazjonalny mecz w Lidze Mistrzów, ponieważ sala w Grudziądzu została zgłoszona władzom rozgrywek jako obiekt rezerwowy. W ten sposób po kilkunastu latach klub, który na dobre wpisał się w sportową historię miasta, ze względów finansowych decyduje się na rewolucję. Nie będzie już Olimpią Unią Grudziądz. Zmieni nazwę na "AZS Gdańsk i Unia Group".

Jakie kwoty zadecydowały o tym, że Olimpia Unia żegna się z Grudziądzem?

Działacze wyliczają, że w sumie otrzymywali z kasy miasta ok. 120 tys. zł. Ta kwota nie wystarczała na pokrycie nawet kosztów gry w Lidze Mistrzów - nie wspominając o rywalizacji w polskiej lidze czy utrzymywaniu sekcji szkolącej młodzież. Klub szacuje, że wsparcie z puli miasta wystarczało na pokrycie zaledwie 10 proc. budżetu zespołu.

Grudziądzanie porównują się np. z Toruniem. W Lidze Mistrzów kolejny raz zagra również zespół Energi Manekina. Ten, tylko na same starty w Lidze Mistrzów, może liczyć na kilkadziesiąt tysięcy zł rocznie.

Można oczywiście wskazywać, że Olimpia Unia Grudziądz to klub grudziądzki głównie z nazwy. Już w ub. sezonie na co dzień trenował w Gdańsku - wspominał o tym jego trener Piotr Szafranek. Oparty jest na obcokrajowcach: filarami w nowym sezonie mają być Szwed Oversjo, Japończyk Kaii Yoshida, Słowak - choć nazwisko azjatyckie - Wang Yang oraz Polak Patryk Zatówka. Zespół Olimpii Unii trzeba więc postrzegać nie tyle jak kuźni talentów, która wyłuskuje zdolnych grudziądzan, którzy później grają w Lidze Mistrzów, ale tenisową wizytówkę miasta, formę sportowej promocji. Szwedowi, Słowakowi o azjatyckim pochodzeniu czy Japończykowi zapewne obojętne jest, czy swój meczu rozgrywają ku chwale Gdańska, Grudziądza czy Wałbrzycha.

Historia Olimpii Unii pokazuje jedno: w sporcie nie ma sentymentów. To coraz bardziej biznes, w którym ważny jest budżet, finansowa wiarygodność, możliwość realizacji celów w oparciu o finansowe zasoby. Kluby nie działają w odrealnieniu od pieniężnej rzeczywistości. Zdają sobie sprawę ze swojej wartości promocyjnej dla miast i skrzętnie to wykorzystują.

Ruch Olimpii Unii nie jest w zawodowym sporcie w Polsce niczym nowym. Fuzji, połączeń, przejęć, przenosin - nietypowych ruchów było już znacznie więcej. Choć zazwyczaj dotyczyły one zespołów o znacznie większej marketingowej wartości niż klub tenisa stołowego.

Więcej o: