Szybki powrót Górnika Zabrze do Ekstraklasy? Misja Marcina Brosza staje się coraz trudniejsza

W ciągu półtora miesiąca Górnik Zabrze zyskał jeden poważny atut w kontekście walki o powrót do Ekstraklasy - Marcina Brosza. Tylko czy nowy trener będzie miał z kogo zbudować mocny zespół? Na razie klub z Roosevelta został w tyle za rywalami.

Czy Górnik Zabrze szybko wróci do Ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku >>

Być jak Zagłębie Lubin - tak można streścić plan, jaki w momencie spadku z Ekstraklasy kreślono w Górniku Zabrze. Przy Roosevelta mówiono bowiem o zatrzymaniu najlepszych piłkarzy, "wyczyszczeniu" szatni z tych wątpliwej jakości, przemyślanych wzmocnieniach i wprowadzaniu do zespołu zdolnej młodzieży. To wszystko - wzorem Zagłębia - miałoby przynieść nie tylko szybki powrót na salony, ale i zbudowanie podstaw silnej drużyny. Co natomiast wiemy półtora miesiąca później?

Tak krawiec kraje...

W tym czasie Górnik odniósł jeden sukces, bo tak trzeba potraktować przekonanie do współpracy Marcina Brosza. Trenera, który był jednym z wygranych poprzedniego sezonu - utrzymał w Ekstraklasie skazywaną na spadek Koroną Kielce - więc schodzić do pracy szczebel niżej absolutnie nie musiał. A że jednocześnie uchodzi za specjalistę od awansów (notował je z Koszarawą Żywiec, Polonią Bytom i Piastem Gliwice), to w Zabrzu powiało optymizmem. Problem w tym, że nawet najlepszy krawiec tak kraje jak mu materii staje. Brosz zaś o komfortowych warunkach budowy zespołu - przynajmniej na razie - mówić nie może.

Słowacka misja Brosza

O ile chęć rozstania z Maciejem Korzymem, Michałem Janotą czy Pawłem Golańskim wpisuje się w to wspomniane "czyszczenie" szatni, o tyle rozstań z Romanem Gergelem, Jose Kante czy Marcisem Ossem nowy szkoleniowiec już by nie chciał. Wiele wskazuje jednak na to, że z tą myślą - tak dla własnego dobra - powinien się już oswajać. - Co pół roku mówiło się, że jest mną zainteresowanie innych klubów, ale wolałem zostać. Teraz podchodzę do tego profesjonalnie - mam sentyment do Górnika, cenię ten klub, ale przede wszystkim chcę grać na jak najwyższym poziomie - nie ukrywa Gergel. Jego stanowiska nie zmieniła nawet determinacja Brosza, który przed rozpoczęciem letnich przygotowań specjalnie pojechał na Słowację, by przekonać Gergela i Erika Grendela, kolejnego z graczy zza naszej południowej granicy, do pozostania przy Roosevelta.

W jeszcze ciemniejszych barwach rysuje się zabrzańska przyszłość Kante i Ossa, bo z nimi klub... nie ma żadnego kontaktu. Obaj - mimo obowiązujących kontraktów - wciąż nie wrócili z urlopów, a skoro ta samowolka trwa już tydzień, to trudno spodziewać się, by w ogóle chcieli wrócić. Wezwania do powrotu, jakie artykułują władze klubu, nie przynoszą jakichkolwiek rezultatów.

Kto załata dziury?

Jak zatem przedstawia się dziś kadra Górnika? Brosz może być spokojny o obsadę bramki, gdzie nie brakuje zarówno doświadczenia (Grzegorz Kasprzik), jak i młodości (wracający z wypożyczenia do GKS-u Katowice Mateusz Kuchta). W obronie zaczynają się już natomiast problemy. Owszem, wygląda na to, że środek formacji nadal może tworzyć para Adam Danch - Bartosz Kopacz, ale boki defensywy to już spora zagadka. Na prawej stronie... nie ma dziś nikogo (w sobotnim sparingu z czeską Karwiną wystąpił tam Szymon Matuszek, nominalny defensywny pomocnik), a lewa nie wygląda specjalnie lepiej - Ken Kallaste i Mariusz Magiera właśnie rozwiązali kontrakty, Rafał Kosznik dopiero powoli wraca do treningów po długiej kontuzji.

Co gorsza, świeżej krwi wymagają również druga linia i atak. Dzisiaj - zakładając pożegnania z Grendelem, Gergelem i Kante - mogłyby wyglądać tak: Cerimagić, Matuszek, Kwiek, Przybylski, Kurzawa i Skrzypczak. Tymczasem kilku ligowych rywali siłę rażenia ma większą.

Jeśli zatem w Górniku wciąż marzą o pójściu drogą klubu z Lubina, przydałoby się kilka konkretnych ruchów. Bazowanie na samych umiejętnościach Brosza może nie wystarczyć.

Obserwuj autora na Twitterze - @kkwasniewski_ >>

Więcej o: