A w Wiśle znowu zmiany... Prezes wytrwał tylko pół roku

Prezes Piotr Dunin-Suligostowski podał się do dymisji. Na stanowisku wytrwał ledwie pół roku. Co po sobie zostawił?

"Granice akceptowania rzeczy, z którymi się nie zgadzam, zostały przekroczone" - napisał na Facebooku (pełny tekst oświadczenia na końcu artykułu). Ale wprost powodów odejścia nie wyjaśnił.

Tymczasem jeszcze kilkanaście dni temu opowiadał o planach transferowych i zapewniał, że osobiście uczestniczy w negocjacjach z Fiorentiną w sprawie pozyskania Rafała Wolskiego. Dziś pomocnik trenuje z Lechią Gdańsk zamiast z Wisłą, a Dunin-Suligostowski nie kieruje już klubem.

Przegrana walka Wisły o Cierzniaka

Od kwietnia ubiegłego roku jest prezesem Towarzystwa Sportowego (m.in. sekcja koszykówki), a na czele piłkarskiej spółki stanął 21 grudnia. Już dzień później trenerem Wisły został Tadeusz Pawłowski. I choć w klubie wiele się działo, pierwszej konferencji z udziałem nowego prezesa i szkoleniowca kibice doczekali się dopiero po ponad dwóch tygodniach.

- Priorytetem będzie dla nas odpowiedzialność i rzetelność informacji - powiedział wtedy Dunin-Suligostowski. Tymczasem m.in. właśnie niezrozumiała polityka informacyjna klubu zostaje w pamięci po jego półrocznych rządach. Klub często porozumiewał się z kibicami za pośrednictwem lakonicznych oświadczeń. W kolejnych komunikatach krytykował nie tylko artykuły na temat Wisły, ale nawet spekulacje z mediów społecznościowych.

Oświadczenia Wisły, które doczekały się nawet prześmiewczego profilu na Twitterze, stały się też orężem w walce o zatrzymanie Radosława Cierzniaka. Wisła zapewniała, że bramkarz pozostanie w Krakowie do końca kontraktu. A gdy związał się z Legią, zesłała go do rezerw. W konsekwencji umowa Cierzniaka została rozwiązana z winy klubu, a krakowianie oświadczyli, że... wciąż uważają go za swojego gracza.

Wisła bez sponsora strategicznego

Odpowiedzialności za słowa zabrakło przy zwalnianiu Pawłowskiego. Słabo rozpoczął wiosnę i klubowi w oczy zajrzało widmo spadku. - Dopiero rozpoczęliśmy pracę. Po dwóch występach nie można rozpoczynać dyskusji nad zmianą trenera - stwierdził Dunin-Suligostowski. Trzy dni później trenera wysłano na urlop, a potem zwolniono.

Na plus prezesowi można zapisać wybór jego następcy. Dariusz Wdowczyk tchnął w drużynę nowego ducha, niemal awansował do czołowej ósemki i zapewnił spokojne utrzymanie. Ale i w tym przypadku nie obyło się bez kontrowersji. Wisła złamała zasadę, zgodnie z którą nie zatrudniała osób zamieszanych w kupowanie meczów. A Wdowczyk to jeden z głównych bohaterów afery korupcyjnej.

- Leży na nas obowiązek znalezienia kolejnych sponsorów i poprawienia sytuacji finansowej klubu - to kolejne słowa prezesa z pierwszej konferencji. Początek był obiecujący, bo piłkarze dostali zaległe wypłaty i udało się wzmocnić zespół.

Logo nowego sponsora pojawiło się jednak tylko na spodenkach piłkarzy. Dunin-Suligostowski, podobnie jak poprzednicy, nie znalazł sponsora strategicznego i w centralnym miejscu koszulek Wisły wciąż widnieje napis "Tele-Fonika".

Mimo wszystko dymisja Dunin-Suligostowskiego zaskakuje. Były prezes nie chciał z nami rozmawiać. "Za wszystko można odpowiadać i każdy ma prawo rozliczać z tego, czego się dokonało lub nie - pod warunkiem że ma się możliwość podejmowania samodzielnych decyzji" - napisał na Facebooku.

Co ma na myśli, nie wyjaśnił. Wiadomo za to, że realną władzę w Wiśle od niemal 20 lat ma Bogusław Cupiał.

Oprócz Dunin-Suligostowskiego do dymisji podał się wiceprezes Rafał Smalcerz. Zarząd przyjął te rezygnacje.

Oświadczenie Piotra Dunina-Suligostowskiego

"To bardzo trudny dzień dla mnie, dzień po bardzo trudnej decyzji - uważam jednak ze trzeba mieć honor a granice akceptowana rzeczy z którymi się nie zgadzam zostały przekroczone. Przyjmując zaszczytną funkcję Prezesa Wisła SA podjąłem trudne wyzwanie zdając sobie sprawę z sytuacji organizacyjnej i finansowej klubu. Moi drodzy za wszystko można odpowiadać i każdy ma prawo rozliczać z tego czego się dokonało lub nie - jednak pod warunkiem że ma się możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. Pod warunkiem również że te działania które podejmuje się dla dobra Klubu nie są torpedowane. Są też granice odporności na ataki i oskarżenia zarówno te prasowe ale i wewnątrz środowiska - ataki za rzeczy o których zdecydował kto inny. Dziękuję moim Rodzicom że wychowali mnie w poczuciu własnego honoru i godności. Tok spraw jakie miały miejsce w Klubie w ostatnich miesiącach, ostatnich tygodniach - rozstrzygnięć z którymi się nie chciałem i nie mogłem identyfikować spowodował moją wczorajszą decyzję

QUO VADIS WISŁO?"

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.