Ostoja Stjepanović: W Skopje będzie gorąco, ale Cracovia powinna sobie poradzić

- W gazetach czytam, że w Skendiji w ogóle się nie boją Cracovii, że chcą przejść do kolejnej rundy - rozmawiamy z Ostoją Stjepanoviciem, byłym piłkarzem Wisły Kraków.

Jarosław K. Kowal: Skendija, pierwszy rywal Cracovii w el. do Ligi Europy, to dobry zespół?

Ostoja Stjepanović: Coraz lepszy. Przede wszystkim to klub, który w ostatnich dwóch, trzech latach dużo inwestował w piłkarzy. W 2011 roku zostali mistrzem Macedonii, ale potem nie wszystko potoczyło się po ich myśli. Pozyskali jednak bogatego sponsora, więc dziś mogą sobie pozwolić na dużo. Są naprawdę ambitni.

W gazetach czytam, że Cracovii w ogóle się nie boją, że chcą przejść do kolejnej rundy. Owszem, trener i piłkarze przekonują, że nie są faworytami, ale też, że nie odpuszczą. Ich kibice to fanatycy, zazwyczaj zajmują stadion do ostatniego miejsca.

Tym razem mecz ma zostać rozegrany w Skopje, nie w Tetowie.

- Wydaje się, że dla Cracovii to dobra wiadomość. Choć i tak przyjdzie pewnie ponad 10 tys. ludzi, a atmosfera będzie gorąca. Stadion w Skopje jest zresztą podobny do tego przy ul. Kałuży. Między boiskiem a trybunami nie ma dużo wolnego miejsca.

Cracovia ma się czego bać?

- Bez wątpienia jest faworytem. To nie znaczy, że będzie łatwo, ale na pewno ma trochę większe szanse. W Skendiji dobrze wiedzą, że liga polska jest mocniejsza niż macedońska.

Różnica między ligami jest duża?

- Tak, jest duża, ale czołowe drużyny, jak Vardar Skopje czy właśnie Skendija, trochę ją zmniejszają.

Wiele więcej powiedzieć nie mogę. O tym, jak dokładnie gra rywal Cracovii, trudno mi mówić, bo nie widziałem w tym sezonie wielu ich meczów. Ale wiem, że lubią grać piłką, po ziemi. Stawiają na techniczny futbol, są groźni w ofensywie.

Na kogo trzeba uważać przede wszystkim?

- Chyba na Ferhana Hasaniego [były piłkarz VfL Wolfsburg, reprezentant Macedonii - przyp. red.]. Co prawda tak jak ja jest po kontuzji, ale już wrócił do gry i może być groźny.

Więcej o: