Wielki zgrzyt w trybach Motoru. Nie dojechał do celu

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata

W tym sezonie piłkarzom Motoru przyświecał jeden cel - był nim awans do II ligi. Cała strategia działania klubu była podporządkowana temu, aby wygramolić się wreszcie z prowincjonalnych zaścianków typu Tuczempy, Wólka Pełkińska czy Boguchwała - nic oczywiście tym miejscowościom nie ujmując - i rozpocząć marsz w górę, aby z czasem wrócić do piłkarskiej elity, w której Motor spędził dziewięć sezonów. Niestety ten - wydaje się teraz - ponad miarę napompowany balon przebiła z hukiem Olimpia Elbląg, która wygrała z lublinianami oba spotkania barażowe - 1:0 na Arenie Lublin, a u siebie 2:1.

Od razu muszę dodać, że elblążanie nie grali jakiegoś galaktycznego futbolu. W zasadzie wszyscy fachowcy twierdzili, że oba zespoły prezentują równy poziom, z tym że drużyna lubelska ma lepszą obronę, Olimpia atak, a pomoc jest równa. Wygląda więc na to, że rywale do maksimum wykorzystali swoje atuty, a Motor nie potrafił tego zrobić. Stąd też olbrzymi zawód, jaki z pewnością odczuwają teraz władze Lublina, bo miasto jest głównym udziałowcem spółki pod nazwą Motor Lublin SA, także kibice, z podatków których klub jest też finansowany. Pomoc płynęła zewsząd, a fani wspierali drużynę, jak mogli, ustanawiali III-ligowe rekordy frekwencji, ale niestety na boisku wszystko zależało od graczy, a ci nie poradzili sobie z presją i najnormalniej w świecie zawiedli sportowo.

W tej sytuacji należy zastanowić się, gdzie został popełniony błąd i czy strategia klubu była właściwa. Najwyraźniej czegoś zabrakło, bo wprawdzie swoją ligową grupę lublinianie wygrali, ale przecież od początku było wiadomo, że trzeba przejść jeszcze jeden etap. Zacznę od spraw szkoleniowych. Zespół przed sezonem objął trener Dominik Nowak, który zastąpił Mariusza Sawę. Sporo mówił o wizji i budowie zespołu, ale także o potrzebie jego wzmocnienia. Jesienią przytrafiło się Motorowi kilka wpadek, jednak mimo wszystko drużyna zakończyła rok na pozycji lidera. Ponoć w zimie szkoleniowiec domagał się kolejnych wzmocnień, na co zarząd się nie zgadzał. Obie strony nie doszły do porozumienia i w rezultacie Nowak odszedł. Jak się potem okazało, trafił do I-ligowych Wigier Suwałki, które zdołał na zapleczu ekstraklasy utrzymać. Zastąpił go Tomasz Złomańczuk, dotychczasowy drugi trener zespołu. Niestety nie miał on doświadczenia w pracy z seniorami, a także chyba siły przebicia, aby się czegokolwiek domagać. Zatrudniono natomiast w charakterze doradcy zarządu ds. sportowych byłego piłkarza stołecznej Legii Jacka Magierę, do którego obowiązków należało m.in. opracowanie strategii rozwoju klubu na lata 2016-2019, weryfikacja zasad budowania pierwszego zespołu czy przygotowanie propozycji zmian kadrowych. Jak wiadomo, piętą achillesową drużyny była formacja ataku. Wprawdzie w zimie doszedł do zespołu Paweł Piątek, który jesienią strzelił dla ostatniego w tabeli Orła Przeworsk dziewięć bramek, ale w Motorze już tak skuteczny nie był. Na domiar złego kontuzję odniósł inny napastnik - Paweł Myśliwiecki, lecz w sporcie zawsze się trzeba liczyć z tym, że ktoś z powodów zdrowotnych wypadnie ze składu. W tej sytuacji nie wiem czy nie należałoby nawet kosztem zmniejszenia kadry zatrudnić jakiegoś klasowego gracza do linii napadu. Prezes Motoru Waldemar Leszcz lubi w futbolu stosować terminologię wojenną typu walka, batalia czy bitwa. W tej sytuacji nie od rzeczy będzie przytoczenie maksymy słynnego pruskiego stratega i teoretyka wojennego generała Carla von Clausewitza, który twierdził, że najlepszą obroną jest atak, a tego w lubelskim zespole najwyraźniej zabrakło. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że w drugiej połowie meczu w Elblągu lublinianie ani razu nie zagrozili bramce rywala, a przecież jasne jest, że bez strzelania goli wygrać się nie da. A tak na marginesie, to Magiera, który jak się okazało klubu nie zbawił, już pożegnał się z Motorem i teraz będzie uzdrawiał Zagłębie Sosnowiec, ale już w roli trenera.

Przypomnieć też warto, że żółto-biało-niebiescy jak na III ligę mają całkiem przyzwoity budżet. Samo miasto daje rocznie 1,250 tys. zł, a ostatnio nawet dołożyło 250 tys. zł, poza tym jest Ursus i inni drobni sponsorzy, tak że w sumie uzbiera się ok. 3 mln zł. Oczywiście trzeba w tej kwocie uwzględnić długi klubu, które cały czas są spłacane. Myślę, że w tej sytuacji, kiedy mamy przepiękną Arenę Lublin, wsparcie władz i spragnionych dobrej piłki kibiców, należało pójść na całość i dokonać takich wzmocnień, które gwarantowałyby awans, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że w sporcie wszystkiego przewidzieć się nie da. Bardzo się cieszę, kiedy polityka klubowa jest nastawiona na zatrudnianie wychowanków lub graczy z regionu, i w przypadku Motoru w głównej mierze tak było, ale okazało się, że przy większych wyzwaniach drużynie brak jakości, a tę dają zwykle piłkarze większego formatu, których należałoby wpleść w tę układankę. Nie znaczy to wcale, że nie było w Motorze wyróżniających się graczy, ale, jak pokazały baraże, nie wszyscy dorośli do tego, aby w wyższej lidze grać.

Nie wiem, jakie będą najbliższe decyzje właścicieli spółki, rady nadzorczej klubu i prezesa Leszcza. Oczywiście nie domagam się spalenia kogokolwiek na stosie, ale faktem jest, że kolejny sezon został stracony, a teraz po reorganizacji rozgrywek przyjdzie lublinianom grać w mocnej grupie złożonej z drużyn województw lubelskiego, małopolskiego, podkarpackiego i świętokrzyskiego. Dlatego najważniejsze jest, aby z tego niepowodzenia wyciągnąć właściwe wnioski i nie powielić popełnionych błędów, bo w końcu kredyt zaufania zostanie wyczerpany zarówno ze strony władz, jak i kibiców, a to zwykle oznacza powolne odchodzenie w sportowy niebyt, które Motor już w swojej historii przerabiał, a nazwa klubu znikła nawet na jakiś czas ze sportowej mapy Polski.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU