Kazimierz Kapustka, ojciec Bartosza: Gdyby tylko częściej dzwonił...

- Na boisku radzi sobie doskonale, ale niektóre jego życiowe decyzje mi się nie podobają. Mandatów za parkowanie mógłby dostawać mniej - uśmiecha się Kazimierz Kapustka. O jego synu mówi dziś piłkarska Europa. Mecz Niemcy - Polska w czwartek 16. czerwca o godz. 21:00

"Narodziła się nowa gwiazda" - grafikę z takim hasłem i zdjęciem Bartosza Kapustki opublikował wczoraj popularny portal goal.com. Za występ w niedzielnym meczu reprezentacji Polski z Irlandią Północną (1:0) piłkarza Cracovii chwalą prawie wszyscy: włącznie z Garym Linekerem i Rio Ferdinandem, byłymi gwiazdami angielskiej piłki. Tylko tata jakby stara się tonować emocje...

Rozmowa z Kazimierzem Kapustką, ojcem Bartosza Kapustki, piłkarza reprezentacji Polski

Jarosław K. Kowal: Wygląda na to, że nosi pan najgorętsze obecnie nazwisko w Polsce...

Kazimierz Kapustka: (śmiech) Jestem w pracy, a najwięcej czasu poświęcam na rozmowy telefoniczne na temat syna. Jest wokół niego dużo szumu, ale podchodzę do tego spokojnie. Bardziej denerwuje się żona. Szczerze? Dopiero kiedy wyjdziemy z grupy, to będzie można się cieszyć. Najważniejsza jest reprezentacja, a występy Bartka są na drugim miejscu. Zagrał dobrze, ale oczywiście zawsze może być lepiej.

Nie uwierzyłbym, gdyby pan powiedział, że nie jest pan dumny z syna.

- Czuję radość, to na pewno. Bo takie występy nie zdarzają się zbyt często. Powiem szczerze, po raz pierwszy denerwowałem się tak mocno, oglądając mecz. Stawka była wysoka i fajnie, że Bartek poradził sobie z presją. Nawet trochę go za to podziwiam. Wcześniej szanse na to, że zagra w pierwszym składzie, oceniałem na 50 procent. Sygnałów od niego nie miałem, bo odkąd wyjechał do Francji, nie rozmawiałem z nim. Staram się nie przeszkadzać.

I nie korciło pana, by po meczu z Irlandią wykręcić numer?

- Wystarczyło, że SMS-a z gratulacjami napisałem. On bez tego wie, że mu kibicuję. Na razie kontaktował się z nim nie będę. Jak wróci, przyjdzie czas na rozmowę.

Już kilka razy słyszałem: "Kapustka to chłopak bez układu nerwowego". Jak to możliwe?

- Przy każdej okazji powtarzam mu, by cieszył się życiem. I że najważniejsze jest zdrowie, a gra w piłkę ma mu po prostu dać radość. Mówię mu, by się rozglądnął. Ludzie przeżywają różne tragedie, a jego nawet kontuzje omijają.

Gdzie pan oglądał niedzielny mecz?

- Pierwszy raz poza domem. Zorganizowaliśmy małą strefę kibica w domu strażaka. Nie powiem, że przyszli wszyscy mieszkańcy Podgórskiej Woli, bo w jednym pomieszczeniu byśmy się nie pomieścili, ale ok. stu osób było.

Pewnie zebrał pan dużo gratulacji?

- Uuu, wyjątkowo dużo. Mój telefon jest zresztą czerwony od SMS-ów. To miłe.

Na co dzień często dzwoni pan do syna z uwagami?

- Kiedy jest w Krakowie, rozmawiamy co drugi dzień. Oczywiście to ja muszę dzwonić, bo on to rzadko robi. Ostatnio wiele w jego życiu się zmieniło. Ma samochód. Mówił, że jak kupi auto, będzie częściej przyjeżdżał do domu, a wcale tak nie jest (śmiech).

Niedługo pewnie będzie przyjeżdżał jeszcze rzadziej...

- I to mnie martwi.

Zmierzam do tego, że czeka go chyba przeprowadzka. Chce go wiele zagranicznych klubów...

- W tej kwestii nic nie wiem. On sam się od tego na razie odcina i chyba dobrze, bo musi się skupiać na grze. Jeśli chodzi o transfer, niczego mu nie będę doradzał. Tu nie ma złotego środka.

Za awanturę w klubie nocnym dostał od pana burę?

- To była szybka akcja. Od razu pojechałem do Krakowa i przywiozłem go do domu, by spędził z nami trochę czasu, wyciszył się. Z drugiej strony nic wielkiego się nie stało. Bartek na szczęście dobrze wie, jak działają media. I umie sobie radzić z presją. Zresztą chyba ma to po mnie. Sam też do wszystkiego podchodziłem na spokojnie i w razie czego mówiłem sobie: "trudno, trzeba żyć dalej".

Może ten spokój ma dzięki treningom ze starszymi? Wspominał pan, że kiedy zaczynał grać, był najmłodszy w grupie.

- Wtedy bardzo się stresował, czasem trzeba było go popchnąć, by wsiadł do samochodu. Ale na miejscu, kiedy już wyszedł na boisko, wszystko puszczało. Po miesiącu, może dwóch różnicy między nim a starszymi nie było już widać.

Dziś jest już dojrzały?

- Niektóre jego decyzje mi się nie podobają. Chodzi o codzienne sprawy, bo akurat w futbolu to on sobie radzi doskonale. Np. mandaty za parkowanie mu się zdarzają. To może nic wielkiego, ale akurat na takie rzeczy zwracam uwagę.

Zorganizuje pan imprezę, kiedy wróci?

- Podczas oglądania meczu Polski z Irlandią Północną rozmawialiśmy na ten temat. Nie wiem, czy po mistrzostwach będzie miał czas. Ale fajnie by było, gdyby się spotkał ze wszystkimi, którzy tu za niego trzymali kciuki.

Obserwuj @JaroslawKowal

Zobacz wideo

Do Francji zjechali nie tylko brutalni kibole. Oto dowody! [ZDJĘCIA]

Więcej o:
Copyright © Agora SA