Po meczu w Rzeszowie. Z Jonassona lidera nie będzie [ANALIZA]

Włókniarz nie był faworytem meczu w Rzeszowie, ale wielu kibiców liczyło na niespodziankę. Do tego, aby ją sprawić, zabrakło nieco lepszej postawy Sebastiana Ułamka, Tomasa Jonassona, Nicolaia i Huberta Łęgowika.

Stal w tym sezonie na swoim torze odniosła komplet zwycięstw. Pokonała Orła Łódź (50:39), KSM Krosno (54:36), Wandę Kraków (48:42), a w ostatnim meczu wyraźnie Polonię Piła (51:39). Dlatego w starciu z Włókniarzem była faworytem. Może nie zdecydowanym, ale faworytem na pewno. Ci, którzy liczyli na udane spotkanie w wykonaniu Włókniarza, zapewne brali pod uwagę ostatnie dobre występy drużyny prowadzonej przez Józefa Kafla i Michała Finfę. To, co częstochowianie pokazali w wyjazdowym meczu z Lokomotivem Daugavpils (przegranym 39:51, ale po ciekawej walce) czy wygranym, na swoim torze z Wandą Kraków. Powody do optymizmu dawała dobra postawa obcokrajowców oraz Dawida Jeleniewskiego, który niespodziewanie wyrósł na lidera drużyny. Zwłaszcza w meczach wyjazdowych, w których regularnie zdobywał ponad 10 punktów. Jeleniewski w Rzeszowie potwierdził swoje atuty. Już w pierwszym biegu, dzięki ładnej akcji pokonał lidera gospodarzy Dawida Lamparta. Potem radził sobie różnie, ale i tak "uzbierał" 11 punktów. Obcokrajowcy jeździli natomiast w kratkę. Nicolai Klindt rozpoczął mecz od wykluczenia za dotknięcie taśmy, a przełamał się w drugiej jego części. Gdyby nie wykluczenie w pierwszym z biegów nominowanych (zdaniem sędziego spowodował upadek Macieja Kuciapy), niewykluczone, że otworzyłby przed Włókniarzem szansę na zwycięstwo.

Przeciętny występ zaliczył krytykowany m.in. za mecz na Łotwie Tomas Jonasson. On w przeciwieństwie do Klindta, początek meczu miał udany, ale w drugiej jego części zawodził. Lidera z niego raczej już nie będzie, bynajmniej się na to nie zanosi. Jonasson miał już wystarczająco dużo okazji, aby udowodnić swoją wartość. W większości przypadków ich nie wykorzystał (zawodzi nie tylko we Włókniarzu, ale również w szwedzkiej Elitserien), czas więc, aby szanse dostali inni. Choćby Mateusz Borowicz, który wyleczył już kontuzje dłoni i ponoć na treningach prezentuje się bardzo korzystnie.

Wracając do obcokrajowców, w przeciwieństwie do Jonassona, warto inwestować w młodego Jacoba Thorssella, który za mecz w Rzeszowie miejsce w składzie Włókniarza powinien sobie wywalczyć na stałe. Transfer 22-letniego Szweda okazuje się być strzałem w dziesiątkę.

Inni? Sebastian Ułamek wrócił do drużyny po wyleczeniu kontuzji dłoni. Można się było zastanawiać, czy ten powrót powinien mieć miejsce w trudnym wyjazdowym meczu. Były obawy, czy senior drużyny będzie w stanie jechać na pełnych obrotach i podejmie maksymalne ryzyko. Rozpoczął mecz od falstartu i ostatniego miejsca w biegu trzecim, potem odniósł zwycięstwo, a w bardzo ważnym 11. wyścigu zawiódł całkowicie. Walcząc najpierw o pierwszą, a potem o trzecią pozycję, zamykał gaz i w efekcie zdobył w meczu tylko 4 pkt. W niedzielnym pojedynku na więcej było na pewno stać Huberta Łęgowika. Junior miał bardzo trudny początek meczu (startował w trzech z czterech pierwszych biegów), stracił punkt na skutek prostego błędu w ostatnim łuku, a potem przez awarię ogumienia i choćby przez to nie zdobył ich więcej niż 4. Warto dodać, że identyczne problemy miał Oskar Polis.

Po meczu w Rzeszowie włókniarzom na pocieszenie pozostaje fakt, że podobnie jak na Łotwie, pokazali, że potrafią walczyć i trzeba się z nimi liczyć. Tyle, że punktów za to nie przyznają. W siedmiu meczach częstochowianie zdobyli ich 6 i straty do drużyn z czołówki mają bardzo duże. Część z nich powinni odrobić już za tydzień, kiedy w zaległym meczu zmierzą się z w Rawiczu z Kolejarzem. Miejmy nadzieję, że od tego momentu będą mieć już z górki.

Czy Twoim zdaniem Tomas Jonasson powinien dostawać kolejne szanse startów we Włókniarzu?
Więcej o: