Śmierć na torze, czyli czarne oblicze światowego żużla

Żużel na świecie zmierza - niestety - w stronę technologicznego wyścigu zbrojeń. Apele, by wyhamować ten absurdalny pościg za glorią, są uderzające w kontekście śmierci Krystiana Rempały.

Młody, 18-letni żużlowiec Unii Tarnów całkiem niedawno, 1, maja był na Motoarenie. Get Well Toruń walczył z Unią Tarnów.

Rempała zaliczył sześć startów, zdobył tyle samo punktów. Wygrał dwa wyścigi. Pokonał w nich byłych mistrzów świata, Grega Hancocka i Chrisa Holdera. Dziś, nieco ponad miesiąc od tego meczu, odbędzie się pogrzeb Rempały - zmarł po koszmarnym wypadku na torze w Rybniku.

Żużlowe śmierci

Żużlowcy na torach ginęli od początku istnienia tej dyscypliny. Jeszcze przed I wojną światową nie tyle sam speedway ile jego zamorskie odmiany pochłonęły życia kilku Amerykanów.

Im większa stawała się popularność żużla, tym więcej było jego ofiar. Widać to po statystykach w Polsce.

W dekadzie lat 70. po wypadkach na torach zginęło 14 osób. W roku 1993, w Zielonej Górze w marcu zginął Andrzej Zarzecki, a w czerwcu - na tym samym stadionie, Artur Pawlak. Obaj w towarzyskich meczach. Pierwszy miał 22 lata, drugi - 19. W 1996 r. polską ligą wstrząsnął wypadek Rifa Saitgariejewa - 36-latek zmarł po wypadku w II-ligowym meczu Iskry Ostrów Wielkopolski.

Ostatnia dekada to wiele żużlowych tragedii - wyraźnie więcej niż w latach wcześniejszych.

W maju 2007 r. w II lidze w Krośnie wypadek miał 20-letni Czech Michal Matula. Trafił do szpitala - zmarł po kilku minutach. Cztery lata później na treningu w Gnieźnie po kolizji odszedł 17-letni Arkadiusz Malinger. Między tymi wydarzeniami doszło do kilku śmiertelnych wypadków na Wyspach i w Szwecji.

W 2012 r. polska liga okryła się w żałobie po śmierci w meczu Betard Sparta Wrocław - PGE Marma Rzeszów Lee Richardsona. Nieco ponad pół roku później w Argentynie wypadek miał Słoweniec Matija Duh - zmarł w szpitali. W 2014 r., podczas zawodów w Holandii, odszedł po kolizji Grzegorz Knapp związany m.in. z GKM Grudziądz.

Ostatnią ofiarą żużla jest Krystian Rempała. Dziś odbędzie się jego pogrzeb.

To przygnębiające - niepełne - zestawienie śmiertelnego oblicza speedway'a nie obejmuje inne tragedie: poważne wypadki skutkujące utratą zdrowia.

Najgłośniejszy przypadek ostatnich lat to Darcy Ward, który od czasu kolizji w Zielonej Górze porusza się na wózku inwalidzkim. Jednak w cieniu historii Australijczyka - o czym warto pamiętać - jest wiele innych historii osób, które dla żużla poświęciły zdrowie.

Żużlowe (nie)bezpieczeństwo

Nie ma wątpliwości: żużel staje się coraz bardziej niebezpieczny - mimo, że sposobów na ochronę zawodników jest coraz więcej. Ubierają specjalne stroje zabezpieczające częściowo przed skutkami upadków, tory przechodzą dziesiątki weryfikacji, sędziowie czuwają nad wykluczeniem nadmiernej ostrości na torze, zaś wiraże chronione są przez dmuchane bandy. W porównaniu ze standardami sprzed kilkudziesięciu lat żużel teoretycznie zabezpieczony jest lepiej.

Można wskazywać, że problem żużla leży w często nieposkromionej ambicji zawodników, dążeniu do chwały za wszelką cenę. Swoje znaczenie ma z pewnością wymiar finansowy - to pościg za dużymi pieniędzmi. Jednak sprowadzanie żużlowych tragedii wyłącznie do tych kwestii jest nadużyciem. W każdym jest granica, rozsądek podpowiadający, by zmniejszyć prędkość. Nieraz w wywiadach telewizyjnych szczególnie starsi zawodnicy mówią o tym, że woleli jechać bardziej asekuracyjnie niż narażać - siebie i kolegów na torze.

Problem leży gdzieś indziej. Żużlowcy, owszem, chcieliby wyhamować, jeździć wolniej. Nie mogą, bo żużel - na skutek zabiegów międzynarodowych działaczy - zmienił się w rodeo, podczas którego zawodnicy mają ograniczone możliwości zapanowania nad swoimi motocyklami.

To, w jakim świecie dziś funkcjonują, pokazuje historia sprzed kilku lat. W 2013 r. Tai Woffinden, mistrz świata i prawdziwy as panowania nad motocyklem, nie był w stanie go skontrolować. Wpadł z impetem w Sztokholmie na Tomasza Golloba. Nawet tak wielki żużlowiec jak Brytyjczyk poczuł, że jest bezradny.

Właśnie na to zwracają uwagę sami żużlowcy. Wprowadzone w 2011 r. modyfikacje w żużlowym sprzęcie miały doprowadzić do wyciszenia żużlowych motocykli. W efekcie tłumiki po przebudowie są niejako zamknięte. Emitują mniej hałasu, ale też gromadzą spaliny, co powoduje z kolei nieprawidłowe działanie silnika. To z kolei przekłada się na nagłe spadki mocy ich maszyn. Widać to na torze - nagle tracą kontrolę, zmienia się ich dynamika, zaskakują na torze siebie i kolegów.

Od lat przeciwko technologicznym zmianom protestuje Gollob. W "Przeglądzie Sportowym" porównał historię wypadku Rempały właśnie do swojej kolizji z Woffindenem. W "PS" napisał: "To samo stało się teraz w Rybniku. Kacper Woryna jest Bogu ducha winny. To, co się stało, to wina tłumika i tylnego koła. On złapał przyczepność i nagle przyspieszył w stronę Krystiana. Nie mógł nic zrobić. To jest właśnie najgorsze, że zarówno Woryna, jak i Rempała nie popełnili błędu".

Ma rację. Również wtedy, gdy twierdzi, że "mechanicy robią żużlowcom wyścigówki, które są niezwykle trudne do prowadzenia".

Mówił o tym w wywiadzie dla toruńskiej "Wyborczej" były żużlowiec, a dziś menedżer Unii Leszno, Adam Skórnicki. "Chodzi o zmniejszenie prędkości. Wiadomo, że zawodnik zawsze jedzie na pełen gaz. Taka jest jego rola i cel. Chodzi o sprzęt, o to, by miał mniejszą moc, mniejsze obroty. Wówczas będzie miał nieco więcej czasu na reakcję w niebezpiecznych sytuacjach".

Ciągle warto te sugestie przemyśleć w kontekście PGE Ekstraligi i innych zawodów.

Więcej o: