XXII Płock Orlen Polish Open: Piotr Jaroszewski: Wózek to nie jest zło konieczne

- Nie trzeba być na stałe przykutym do wózka, by grać w tenisa. Wystarczy jakaś dysfunkcja i może się okazać, że dana osoba może stać się zawodnikiem. Ale w Polsce wciąż jest duży opór przed siadaniem na wózku - mówi Piotr Jaroszewski, zajmujący się tą dyscypliną od prawie 25 lat

Mariusz Sobczak: W jakiej dyspozycji jesteś przed turniejem w Płocku?

Piotr Jaroszewski: - W ubiegłym roku miałem problem z barkiem, więc startuję w mniejszej liczbie turniejów w porównaniu z poprzednimi latami. Niedawno grałem na Litwie z Jerzym Kulikiem, doszliśmy do finału. W singlu byłem w półfinale. Jeśli nie mam zbyt dużych obciążeń, to z barkiem jest OK, jak się zwiększają - to jest problem. Trzeba więc uważać.

Z Płock Orlen Polish Open związany jesteś od początku.

- Dokładnie. Turniej na przestrzeni wielu lat ewoluował, uczyliśmy się poprzez błędy, poprawialiśmy wiele rzeczy, cierpliwie słuchaliśmy uwag. Doskonaliliśmy całość wspólnie z dyrektorem tej imprezy Wiesławem Chrobotem, jednocześnie prezesem SIKT. I jesteśmy chwaleni za organizację, w tym roku Orlen nawet zwiększył dofinansowanie turnieju.

Na co liczysz sportowo w tegorocznej edycji?

- W Płocku gram od początku, opuściłem tylko jeden start, przygotowując się do mistrzostw świata, które planowano w Polsce. W tym samym terminie wystartowałem w zawodach nieco niższej rangi w Lesznie, wygrałem je. Teraz w Płocku zobaczymy, jak będzie. Do tej pory w singlu najwyżej doszedłem do półfinału, a w deblu triumfowałem w tej imprezie.

Masz na koncie mnóstwo sukcesów. Ten najważniejszy?

- Zwycięstw i medali rzeczywiście było wiele, za najcenniejszy sukces uważam wicemistrzostwo świata w drużynie podczas zawodów w Nowej Zelandii w 2004 roku. Nasz srebrny medal był sensacją mistrzostw globu. Pokonaliśmy Brazylię, Szwecję i USA, przegraliśmy dopiero w finale ze świetną Holandią.

Jaka grupa zawodników jest w stanie utrzymać się z gry w tenisa na wózkach?

- Może najlepsza piętnastka, choć pule nagród na turniejach rosną systematycznie. Pierwsze 20-25 osób w światowym rankingu to profesjonaliści. Ja grałem w tenisa i przed wypadkiem, któremu uległem, będąc studentem AWF-u. Gdy zaczynałem, to sport, uprawiany przez osoby niepełnosprawne był formą rehabilitacji z elementem sportowym, to szło w parze. Teraz - wobec pojawienia się sponsorów i pieniędzy - tenis na wózkach to dyscyplina sportowa uprawiana przez bardzo sprawne osoby, które uległy wypadkom.

Obciążenia treningowe są duże?

- Na najwyższym poziomie ogromne. By zameldować się w pierwszej trzydziestce na świecie, trzeba ćwiczyć minimum pięć razy w tygodniu, pierwsza dwudziestka trenuje dwa razy dziennie. To cały ściśle powiązany łańcuszek: kort, siłownia, psycholog, odnowa, bo odpoczynek to integralna część treningu.

Jak widzisz dalszą karierę?

- Martin Legner czy Tadeusz Kruszelnicki są starsi ode mnie, a wciąż grają. Ale trzeba przyznać, że teraz największe sukcesy osiągają zawodnicy w granicach 25 lat. Kiedyś taki zawodnik to był nowicjusz, bo siadał na wózek, rehabilitował się, za chwilę miał 30 lat, trafiał do tenisa lub koszykówki na wózkach, rozwijał się i dopiero w wieku około 35 lat dochodził do czołówki światowej. To się zupełnie zmieniło. Teraz już zaledwie 10-15-letni niepełnosprawni są kierowani do różnych dyscyplin. Nastolatek zaczyna od jednego treningu dziennie, później dochodzą drugie zajęcia i bywa, że już w wieku 18 lat taki człowiek osiąga poziom światowy. Mamy przykłady jeszcze wcześniejszych karier: w tym roku 15-letni Belg, grający od pięciu lat w tenisa, ogrywa zawodników z pierwszej 20-30. Gra pięknie, za kilka lat będzie w czołowej dziesiątce.

Poza grą działasz w SIKT, czym zajmujesz się jako wiceprezes?

- Odpowiadam w klubie za sprawy sportowe, organizację wyjazdów, przejazdy, przeloty. Grupa jest mocna, niedawno jednocześnie w trzech miastach - w Wilnie, Bukareszcie i Toruniu - grało 11 zawodników SIKT. Naszą bazą jest stadion Wisły, mamy sześć kortów.

Łatwo do was dotrzeć, szukacie w Płocku i okolicy kandydatów na kolejnych tenisistów?

- Mamy swoją stronę internetową ikt.plock.pl, jesteśmy na Facebooku - SIKT w Płocku. W ubiegłym roku mieliśmy w pięciu płockich szkołach lekcje pokazowe, dzieci grały na wózkach. Ale odzew okazał się zerowy. W naszym społeczeństwie wciąż jest duża bariera. Osoby, które na co dzień nie muszą używać wózka, nie chcą na nim usiąść i grać w tenisa. Z kolei ci, co już są na wózku - siedzą zamknięci w domach, przychodzą do nich nauczyciele, mają indywidualny tok nauki. Internet ułatwia im życie, ale brak aktywności fizycznej. Trudno dotrzeć do takich ludzi. Próbujemy tłumaczyć, że wcale nie trzeba być na stałe przykutym do wózka, by grać. Wystarczy jakaś wada, dysfunkcja i już może się okazać, że dana osoba może stać się zawodnikiem. Ale w Polsce wciąż jest duży opór przed wózkiem, dlatego ludzie nie chcą do nas trafić. Wózek nie jest traktowany jako narzędzie do usprawniania, lecz jako zło konieczne. To kategoryczny błąd w myśleniu. Dzieci z niedużą dysfunkcją nie uczestniczą w zajęciach wf., a niepełnosprawni są odsuwani od ćwiczeń.

Nie polecisz do Brazylii, to byłyby twoje szóste igrzyska. Ale będzie tam inny reprezentant SIKT Płock Kamil Fabisiak.

- O poziomie gry Kamila i jego zaangażowaniu na treningach mogę się wypowiadać w samych superlatywach. Dzięki swojemu uporowi i pracy dostał się do grona 25 najlepszych tenisistów na świecie. Wielki szacunek, to tylko te cechy pozwalają na osiągnięcie bardzo dobrych wyników sportowych. Cieszę się z jego awansu, w pewnym sensie przejął ode mnie pałeczkę. Płocczanin zagra na kolejnej olimpiadzie, widać, że SIKT ma potencjał, by posiadać w swoich szeregach zawodników na najwyższym światowym poziomie.