Rosa wygrała wojnę. Czwarta kwarta zadecydowała o triumfie

Przez 30. minut półfinałowego pojedynku Tauron Basket Ligi, Rosa Radom walczyła z Anwilem Włocławek o każdy centymetr parkietu, a mecz był niezwykle wyrównany. Dopiero bardzo udana ostatnia kwarta zadecydowała o pewnym triumfie gospodarzy!

Koszykarzom Rosy przed drugim półfinałowym starciem towarzyszył umiarkowany optymizm. Wszystko po przegranym inauguracyjnym pojedynku, kiedy radomianie stracili atut własnego parkietu. W sobotę ciężar gatunkowy był zdecydowanie wyższy, bo ewentualna porażka stawiała drugą drużynę fazy zasadniczej pod ścianą. Otóż kolejne dwa pojedynki planowane były do rozegrania w Hali Mistrzów, a tam w sezonie zasadniczym nikt nie wygrał!

Gospodarze przede wszystkim liczyli na swojego najlepszego strzelca, a więc C.J Harrisa, który w pierwszym meczu zupełnie zawiódł, trafiając jeden rzut na osiem oddanych.

Zanim pojedynek rozpoczął się na dobre, to popis dopingu zademonstrowali swoim zespołom fani Rosy, jak i liczna grupa sympatyków z Włocławka. I jedni i drudzy liczyli na triumf swojego zespołu.

Po dwóch minutach w nieco lepszych nastrojach byli fani gospodarzy, bo radomianie prowadzili 4:0. Po kolejnych 120., sekundach był już remis, bowiem tym razem punkty zdobywali tylko goście. Tymczasem po pierwszym rzucie trzypunktowym - trafił Michał Chyliński - goście wyszli na prowadzenie 7:5. Właśnie ten element, w dużej mierze zadecydował o ich czwartkowym triumfie.

Tymczasem na pierwszy czas w grze trzeba było czekać ponad siedem minut. To wówczas, po bloku Roberta Witki na Robercie Tomaszku, i celnej trójce kapitana Rosy, o przerwę poprosił Igor Milicic. Po niej w kontrataku trafił Sokołowski i miejscowi wyszli na najwyższe, bo pięciopunktowe prowadzenie. Goście jednak w samej końcówce zdołali zmniejszyć straty, a to głównie po trafieniach Fiodora Dmitriewa.

Drugie dziesięć minut, to w dalszym ciągu nieustępliwa walka o każdy centymetr parkietu, choć pierwsze cztery oczka uzyskali przyjezdni. O tym, że nie będzie to jednostronny pojedynek - pokazały kolejne fragmenty pierwszej połowy. Bardzo dobrą zmianę z ławki dał chociażby Daniel Szymkiewicz, który nie tylko zdobywał punkty, ale i zbierał piłki z obu tablic, czy zaliczył blok na Piotrze Stelmachu. Długo trwająca pierwsza część gry, zakończyła się wygraną gospodarzy 35:34.

Trzecia kwarta do złudzenia przypominała tą z pierwszego pojedynku. Ponownie Anwil wypracował sobie przewagę, ale w samej końcówce radomianie ją zniwelowali i na ostatnią ćwiartkę wychodzili, prowadząc 50:48.

Kto wie czy przełomowym momentem pojedynku nie okazały się dwie minuty ostatniej części. W niej najpierw swój celny rzut z gry oddał C.J. Harris, a później ciężar gry na własne barki wziął Sokołowski. To po jego bloku i kontrze Rosa wyszła na prowadzenie 58:51 a czas zażądał nieco podenerwowany Milicic. Po kolejnych trzech minutach gospodarze prowadzili już różnicą 12. punktów, a to dlatego, że dyspozycję rzutową odnalazł zwłaszcza Robert Witka. Na domiar złego ciśnienia meczu nie wytrzymał center Kervin Bristol, który chwilę po wejściu na parkiet sfaulował Igora Zajcewa, a że było to już piąte przewinienie, to musiał zasiąść na ławce dla zawodników rezerwowych. Cztery minuty przed końcową syreną, swoją trzecią trójkę uzyskał Witka i Rosa prowadziła - 70:55. Pomimo nieustającego dopingu fanów z Włocławka, koszykarze Anwilu nie byli już w stanie odrobić strat.

Po dwóch pojedynkach fazy play - off, Rosa remisuje z Awnilem. Dwa następne mecze rozegrane zostaną (17 i 19 maja) we Włocławku.

Rosa Radom - Anwil Włoclawek 82:65

Kwarty: 18:16, 17:18, 15:14, 32:17.

Rosa: Thomas 8, Witka 19, Harris 9, Zajcew 11, Szymkiewicz 5, Sokołowski 20, Adams 2, Bonarek 2, Jeszke 0, Hajrić 6.

Anwil: Stelmech 5, Skibniewski 5, Bristol 2, Chyliński 7, Łączyński 3, Dmitriew 17, Tomaszek 11, Jelinek 4, Andjusić 11.

Więcej o: