Pogoń 04 w trudnej sytuacji, ale marzeń o awansie nie porzuca

Futsaliści Pogoni 04 Szczecin chcieli za wszelką cenę od zwycięstwa rozpocząć rywalizację w finale mistrzostw Polski. W sobotę przegrali jednak we własnej hali z Gattą Zduńska Wola 0:2.

To stawia podopiecznych Łukasza Żebrowskiego pod ścianą. W rywalizacji do trzech zwycięstw jest już 0:2, ponieważ Gatta jako zwycięzca sezonu zasadniczego z "automatu" dostała jedną wygraną jeszcze przed rozpoczęciem zmagań. Teraz walka przeniesie się do Zduńskiej Woli (dwa mecze). Jeśli Pogoń marzy o zdobyciu mistrzostwa, nie może już sobie pozwolić na żadną porażkę.

Zawiodła skuteczność

"Zero-czwórka" w sobotę nie była drużyną gorszą, ale miała mocno rozregulowane celowniki, co doświadczeni rywale bezwzględnie wykorzystali.

- Spotkanie nie potoczyło się po naszej myśli - przyznaje zawodnik Pogoni, Artur Jurczak. - Dość szybko stracona bramka ustawiła mecz, a my nie mogliśmy wykorzystać żadnej ze stworzonych sytuacji. W związku z tym w nasze poczynania wkradała się coraz większa nerwowość. Nie załamujemy jednak rąk. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze trzy spotkania. W Zduńskiej Woli na pewno się nie położymy i nie oddamy za darmo mistrzowskiego tytułu.

Gatta pierwszego gola strzeliła w momencie, gdy to Pogoń miała optyczną przewagę i napierała, natomiast drugi cios został zadany zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy. Mariusz Milewski zdecydował się na bardzo mocne uderzenie z rzutu wolnego i przypieczętował zwycięstwo swojej drużyny.

- Rywale grali prostymi środkami, czym trochę mnie zaskoczyli. U siebie będą pewnie bardziej prowadzić grę, więc może tam to my wcielimy się w ich rolę - mówi trener, Łukasz Żebrowski. - Górę wzięło doświadczenie i wyrachowany futsal, bo obu straconych bramek można było uniknąć. Przed nami mecze na terenie rywala, a potem liczymy jeszcze na powrót do Szczecina. Uważam, że nadal nic nie jest rozstrzygnięte.

Liczy się wynik

Gatta to drużyna, która zdecydowanie wygrała sezon zasadniczy, a na swoim terenie była praktycznie nie do pokonania. Zwyciężyła w dziewięciu z jedenastu spotkań, tylko raz przegrywając. Siła zespołu tkwi w wieloletnim zgraniu i doświadczeniu.

- Polska liga jest bardzo specyficzna i nie ma sensu brać przykładu z innych europejskich rozgrywek, z Hiszpanii, czy z Włoch - ujawnia receptę na sukces trener Gatty, Marcin Stanisławski. - Chcemy do maksimum wykorzystać potencjał kadrowy i jesteśmy zdania, że cel uświęca środki. Mamy w większości zawodników, którzy są u schyłku kariery i niezależnie od tego czy nasza gra się komuś podoba, czy nie, to dla nas liczy się przede wszystkim wynik. Zdaję sobie sprawę, że czasem gramy brzydko, ale kiedyś wiele osób chwaliło nas za postawę na parkiecie, jednak w ogóle nie przekładało się to na satysfakcjonujące wyniki. Trzeba było to zmienić.

Kolejny mecz odbędzie się 15 maja o godzinie 18:00 w Zduńskiej Woli.