Podbeskidzie Bielsko-Biała - Śląsk Wrocław 1:2. Ryota Morioka show. Górale wciąż bezradni

Podbeskidzie przegrało trzeci mecz z rzędu. Bielszczanie stają się jednym z głównych kandydatów do opuszczenia ekstraklasy.

Dokąd idzie Podbeskidzie? Podyskutuj na Facebooku >>

Po tym jak Górnik Łęczna zremisował w Kielcach, Podbeskidzie przystępowało do meczu ze Śląskiem jako jedyna drużyna w grupie spadkowej, która nie zdobyła choćby punktu.

Po porażkach z Niecieczą i Górnikiem Zabrze, Robert Podoliński dokonał kilku zmian w składzie - zabrakło Damiana Chmiela, Jakuba Kowalskiego i Antona Slobody, a ich miejsce zajęli Paweł Tarnowski, Samuel Stefanik i Adam Deja. W drużynie gospodarzy z powodu kontuzji nie zagrali natomiast Jozef Piacek i Oleg Wierietiło.

Te roszady niewiele jednak pomogły. Bielszczanie grali niewątpliwie żwawiej niż w dwóch poprzednich meczach, ale przeciwko dobrze prezentującym się wrocławianom to było stanowczo za mało.

Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando gości, wśród których najbardziej widoczny był Ryota Morioka. 25-letni pomocnik z Japonii uczestniczył w każdej groźniejszej akcji Śląska. Emilijusa Zubasa mógł pokonać już w 16. minucie, ale wtedy zarówno strzał, jak i dobitkę efektownie wybronił litewski golkiper gospodarzy. Trzy minuty później szybki i błyskotliwy Japończyk znów był blisko zdobycia gola, jednak minimalnie spudłował w bardzo dobrej sytuacji. W 30. minucie o pomyłce nie mogło być już mowy - strzał Morioki bramkarz bielszczan odbił przed siebie, a z dobitką problemów nie miał Węgier Bence Mervo. 0:1.

Po przerwie Morioka kontynuował świetny występ - w 49. minucie huknął zza pola karnego, a piłka tuż przy słupku wpadła do siatki. 0:2.

W pierwszych dwudziestu minutach drugiej połowy przewaga gości była przygniatająca. Przyjezdni raz za razem wchodzili w pole karne bielszczan, zwykle strzelali jednak zwykle obok bramki lub piłka padała łupem Zubasa. Trzeci gol dla Śląska wydawał się kwestią minut, ale jeden szybki atak miejscowych doprowadził do zdobycia bramki kontaktowej. W polu karnym Adama Mójtę sfaulował Mariusz Pawelec, a jedenastkę mocnym strzałem w środek bramki na gola zamienił sam poszkodowany. Odżyły nadzieje wśród kibiców Podbeskidzia. Ale mimo wprowadzania na boisko kolejnych zmienników, Górale nie byli w stanie odmienić losów meczu.

Śląsk zasłużenie wygrał i razem z Wisłą znajduje się na czele grupy spadkowej. Z kolei Podbeskidzie jest w coraz trudniejszej sytuacji. Ma tylko dwa punkty przewagi nad zespołem z Łęcznej (w perspektywie wyjazd na tamten stadion) oraz trzy punkty nad Górnikiem z Zabrza, który w niedzielę gra mecz w Białymstoku.

ŚLĄSK.SPORT.PL na Twitterze. Obserwuj już teraz >>

Więcej o: