Finał dla koszykarek Artego Bydgoszcz. Drugi z rzędu

Krwią okupiły koszykarki bydgoskiego Artego awans do finału ekstraklasy. Po trzecim zwycięstwie z MKS Polkowice nasz zespół już czeka na rywala. Będzie nim Wisła Kraków lub Ślęza Wrocław

Na parkiecie w Polkowicach polała się, najpierw krew Julie McBride, a potem Elżbiety Międzik. W podkoszowych starciach z rywalkami bydgoskie zawodniczki miały porozbijane usta i nos. Groźnie wyglądało szczególnie zderzenie Międzik, która po ciosie Nikki Greene padła jak gromem rażona i długo się nie podnosiła. Krew z rozbitego nosa musiały potem z parkietu ścierać chusteczkami jej koleżanki.

Ofiarność, wola walki i umiejętności, lepsze niż zawodniczek z Polkowic dały efekt. Bydgoszczanki wygrały trzeci mecz w półfinale i już sobie zapewniły awans do rozstrzygającego o złotych medalach pojedynku.

Zrobiły to po raz drugi z rzędu, wyrównując najlepsze jak do tej pory osiągnięcie klubu - bo srebro już mają zapewnione.

- Osiągnęliśmy w ostatnich latach kilka historycznych sukcesów. Artego pierwszy raz w swych dziejach wygrało zasadniczą fazę rozgrywek ekstraklasy, a wcześniej historyczny był pierwszy brązowy medal, historyczny był awans do finału w ubiegłym sezonie. - cieszy się autor triumfów bydgoskiego klubu, Tomasz Herkt.

Poznaniak z urodzenia, po raz drugi pracuje w Bydgoszczy. Dziesięć lat temu prowadził z Wojciechem Krajewskim ekipę koszykarzy Astorii, która wówczas zajęła szóstą pozycję w ekstraklasie, także najlepszą w swych dziejach.

Artego zajmuje się czwarty sezon i od wczoraj wiadomo na pewno, że zakończy się on czwartym medalem. Jakiego koloru? To już zobaczymy po finałowej rozgrywce z Wisłą Kraków lub Ślęzą Wrocław.

A w środowym spotkaniu bydgoskie koszykarki udowodniły, że są w znakomitej. Licząc rundę rewanżową, ćwierćfinał oraz półfinał - doznały porażki tylko w jednym meczu, w Toruniu z Energę. Ale to zdarzyło się w lutym. Od dwóch miesięcy kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa.

W Polkowicach przegrywały tylko raz - na samym początku spotkania, kiedy MKS zakończył skutecznie pierwszą akcję. A potem już cały mecz przebiegał pod kontrolą nasze drużyny, która prowadzenie 5:2 objęła błyskawicznie po trójce Julie McBride, najlepszej zawodniczki pojedynku.

Musiała później zejść z boiska, po uderzeniu w twarz przez Angelikę Stankiewicz. 7:2 dla Artego zrobiło się od razu, bo rzuty wolne w zastępstwie kontuzjowanej McBride, pewnie wykonała Darxia Morris. Na szczęście liderka bydgoskiej drużyny szybko wróciła na parkiet.

Już w pierwszej kwarcie nasz zespół pokazał dobrą defensywę. Polkowice długo miały na koncie tylko dwa punkty. Po 3.5 min trener MKS Wadim Czeczuro musiał poprosić o czas dla swej ekipy. Pomogło, bo za trzy od razu trafiła Skobel, ale odpowiedź Artego była błyskawiczna i identyczna: trójka McBride.

Jeszcze w pierwszej kwarcie rywalki stawiały opór i dwa punkty przewagi wypracowane przez Artego to jednak było za mało, żeby dawało spokój, szczególnie, że na początku drugiej części gry przydarzyły się dwa pudła z dystansu (Międzik i McBride). Przerwała tę złą passę dopiero po niemal 3 minutach Morris. Potem było już znacznie lepiej i w 15 min bydgoszczanki prowadziły 29:21.

Ostatecznie o pewny, zwycięstwie zadecydowała przede wszystkim trzecia kwarta spotkania. Zgodnie z regułą NBA: atak daje wygrane w pojedynczych meczach, trofea zdobywa się obroną. Bydgoszczanki w tej części gry popisały się znakomitą defensywą. Przez 10 minut drużyna z Polkowic zdołała zdobyć tylko 4 pkt. To je całkowicie załamało. Kolejna kwarta była już tylko formalnością.

MKS Polkowice - Artego 46:66

Kwarty: 16:18, 17:21, 4:13, 9:14

MKS: Greene 11, Stankiewicz 9 (2), Skobel 8 (1), Adams 6 (2) Michael 0 oraz Diaz 6, Kaczmarska 4, Majewska 2, , Schmidt 0, Żukowska 0.

Artego: Carter 16, McBride 11 (3), Reid 9 (1), Koc 8, Międzik 7 (1) oraz Morris 15 (3), Pawlak 0, Puss 0, Szybała 0, Faleńczyk 0.