Wisła Kraków. Krzysztof Drzazga: Tak chyba miało być

- Walki, ambicji i charakteru nie można nam odmówić. Byliśmy naprawdę blisko - mówi po spotkaniu z Zagłębiem Lubin Krzysztof Drzazga, napastnik Wisły Kraków.

Chcesz więcej? Polub Kraków - Sport.pl Mecz z Zagłębiem był dla młodego napastnika pierwszym oficjalnym spotkaniem w Wiśle Kraków, które rozpoczął w podstawowym składzie. W dodatku zagrał z drużyną z regionu, z którego pochodzi. - Mecz miał dla mnie dodatkowy smaczek. Kiedy stałem w tunelu i słyszałem hymn klubu śpiewany przez tysiące kibiców, poczułem zastrzyk energii. Na pewno było trochę stresu, ale nie za dużo - zapewnia.

Przed meczem w składzie było nazwisko Pawła Brożka. Ostatecznie zabrakło go na boisku i Drzazga zajął jego miejsce. O tym, że zagra dowiedział się niedługo przed pierwszym gwizdkiem. - Paweł miał problem z łydką i do końca nie było wiadomo, czy da radę. Dlatego miałem wyjść na rozgrzewkę razem z chłopakami z pierwszego składu - opisuje.

Krakowianie prowadzili i byli blisko awansu do górnej ósemki, ale bramka Michala Papadopulosa sprawiła, że zagrają w grupie spadkowej. - Walki, ambicji i charakteru nie można nam odmówić, bo od pierwszej do 90 minuty walczyliśmy o trzy punkty. Byliśmy naprawdę blisko, sędzia nie uznał nam bramki, po strzale Zdenka Ondraszka obrońca wybił piłkę z linii bramkowej. Tak chyba miało być. Ale zostaje siedem kolejek i walczymy o jak najwyższe miejsce - podkreśla Drzazga.

W sobotę stworzył duet napastników ze Zdenkiem Ondraszkiem. Jak układała się ich współpraca? - Bardzo dobrze. Grając na tym poziomie, potrzebuję kogoś takiego jak Zdenek, bo jest silny, zastawia się, dobrze gra głową i zgrywa piłki - przyznaje Drzazga.

Więcej o: