Dawać jakiegoś Golloba do Zawiszy. Niech odpali tę ekipę

W jednym bydgoskim klubie, który znajduje się bardzo blisko dna ligowej rywalizacji na żużlu, tryska optymizm, wszyscy noszą głowy hardo uniesione w górę i śmiało patrzą w przyszłość. Choć, na zdrowy rozum, różowo ona jeszcze nie wygląda - pisze Wojciech Borakiewicz w felietonie ?W poprzek boiska?

W drugim za to, który całkiem niedawno dosięgnął szczytów swej historii - bo triumf na Stadionie Narodowym w finale Pucharu jest dla piłkarzy Zawiszy Everestem futbolowych dziejów klubu - spuszcza się nos na kwintę i raczej przez czarne, a nie różowe okulary spogląda na boisko.

A bywa i tak, że nawet w ogóle się nie patrzy. Właściciel Zawiszy, Radosław Osuch, całą pierwszą połowę drugiej połowy środowego meczu z Legią Warszawa przestał na głównej trybunie stadionu Zawiszy. Na drugą już nawet nie wyszedł.

A szkoda, bo akurat wówczas było na co spojrzeć. Piłkarze bronili dzielnie, już nie tylko wyniku rywalizacji w półfinale Pucharu Polski, ile swej sportowej czci i zaufania wśród kibiców, mocno nadszarpniętych beznadziejną grą w I-ligowych starciach i fatalnymi rezultatami.

Dostało się im nawet trochę braw i okrzyków, choć wcześniej kibice oklaskiwali tylko Igora Lewczuka, kiedy schodził z boiska - przypomniał się nam wszystkim decydujący o pucharze jego rzut karny - niż własnych kopaczy.

Nowa ekipa nie odpaliła. Nie pomógł jej trener Zbigniew Smółka, eksperymentujący ze składem i taktycznymi ustawieniami. Iskry brakuje w Zawiszy tej wiosny najbardziej, bo przecież w teorii siła w tej drużynie jest.

Takiej jak popis Oskara Ajtnera-Golloba w ostatnim meczu z Wandą Kraków. Bratanek Tomasza, syn Jacka, wnuk Władysława Golloba zapalił w Polonii nadspodziewanie wiele żużlowej mocy i jeszcze więcej optymizmu. I liczyło się jeszcze kilka żwawych słów od młodego człowieka.

Poszukać i dawać takiego "Golloba" do Zawiszy. Wątła, choć matematyczna zaledwie nadzieja na awans się jeszcze tli. Tylko iskra jest potrzebna.

PS. I słowo stało się ciałem. Ten felieton ukazał się w piątek na łamach bydgoskiej Gazety Wyborczej. W sobotę między 12 a 13.45 objawił się w Zawiszy "Gollob". Zwie się Szymon Lewicki. Najlepszy snajper bydgoskiej drużyny, któremu niezbyt ufał obecny szkoleniowiec, Zbigniew Smółka, strzelił trzy gole w meczu z Rozwojem Katowice. Odpalił jak Oskar na torze w spotkaniu z Wandą Kraków.

Więcej o: