Pogoń remisuje po raz piętnasty w tym sezonie. Z ostatnim w tabeli Górnikiem

Pogoń Szczecin ciągle nie jest pewna miejsca w pierwszej czwórce po sezonie zasadniczym. W piątek zremisowała na wyjeździe z Górnikiem 1:1.

Portowcy miejsce w "czwórce" (dzięki temu w grupie mistrzowskiej cztery spotkania gra się u siebie), mogli zapewnić sobie zwycięstwem z zamykającym ligową stawkę Górnikiem. Szczecinianie do meczu przystępowali mocno przetrzebieni kadrowo. Zagrać nie mogła podstawowa para stoperów: Jarosław Fojut i Jakub Czerwiński, a także utalentowany skrzydłowy - Marcin Listkowski. Trener Czesław Michniewicz do środka obrony desygnował więc Sebastiana Rudola i Mateusza Matrasa. W wyjściowej jedenastce znalazło się też miejsce dla 18-letniego Jakuba Piotrowskiego. Dla środkowego pomocnika był to debiut w podstawowym składzie. Wcześniej zagrał zaledwie dziewięć minut w jesiennym spotkaniu Pogoni z Legią, przy Łazienkowskiej w Warszawie.

Górnik nie miał nic do stracenia i spotkanie rozpoczął usposobiony ofensywnie. Na szpicy zagrał nieobliczalny Jose Kante, a za jego plecami biegali Sebastian Steblecki, Roman Gergel oraz Łukasz Madej, którzy mieli obsługiwać swojego napastnika celnymi podaniami.

Niezły początek, a potem...

Granatowo-bordowi w swoim stylu całkiem nieźle rozpoczęli spotkanie w Zabrzu. Byli nawet blisko powtórzenia wyczynu z meczu w Lubinie i szybkiego otwarcia wyniku. W roli głównej znowu wystąpił główkujący Rafał Murawski, ale tym razem bramkarz Górnika okazał się lepszy i wybił futbolówkę, która zmierzała w samo okienko bramki. Ta akcja z pewnością rozbudziła apetyty kibiców Pogoni, jednak potem napięcie tylko spadało.

Podopieczni Czesława Michniewicza nie poszli za ciosem i do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić gospodarze. Najpierw kilka sygnałów ostrzegawczych wystosował Kante, natomiast w 36. minucie Górnik po raz pierwszy w tym roku wyszedł na prowadzenie. Pogoń przysnęła po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i piłkę do siatki mocnym uderzeniem wpakował Bartosz Kopacz. Do przerwy minimalnie, ale i zasłużenie prowadzili więc zabrzanie.

Znowu kapitan

Michniewicz wykazał się cierpliwością. Trener szczecinian nie zdecydował się w przerwie na żadną roszadę i jego zawodnicy szybko odwdzięczyli się golem. W 51. minucie niewidoczny do tej pory Łukasz Zwoliński wystawił piłkę jak na tacy Murawskiemu i kapitan gości precyzyjnym strzałem po ziemi doprowadził do wyrównania. To nieco obudziło granatowo-bordowych, którzy zaczęli częściej zaglądać w okolice pola karnego Grzegorza Kasprzika.

Mecz stał się żywszy i obie drużyny postanowiły atakować konkretniej, żeby spróbować przechylić szalę na swoją korzyść. Bardzo dobrą okazję po stronie Pogoni miał Matras, który po zamieszaniu w polu karnym z bliska trafił w bramkarza Górnika, natomiast gospodarze, Kudłę postanowili postraszyć kolejnymi próbami Kante oraz mocnym uderzeniem z dystansu. Ostatecznie spotkanie zakończyło się jednak remisem 1:1. To był już piętnasty podział punktów Pogoni w tym sezonie.

- Ten remis niczego nie załatwia. Musimy szukać punktów w zamykającym sezon zasadniczy meczu z Legią - ocenił Czesław Michniewicz.