Cracovia chce stawić czoła Lidze Mistrzów

6-7 mln zł ma wynieść budżet Comarch Cracovii na przyszły sezon, w którym zadebiutuje w hokejowej Lidze Mistrzów. Działacze liczą, że przyjaznym okiem spojrzy miasto i mecze będą rozgrywane w Tauron Arenie Kraków.

- To wielka sprawa - cieszy się Jakub Tabisz, wiceprezes Cracovii. - Będziemy pierwszym polskim klubem, który zagra w tych prestiżowych rozgrywkach.

Hokejowa Liga Mistrzów nie ma takich tradycji jak piłkarska. Wręcz rodziła się w bólach. Jej protoplastą były rozgrywki pod nazwą Nordic Trophy (w latach 2006-2009), później przekształcone w European Trophy (2010-2013). W sezonie 2008/09 pod egidą Międzynarodowej Federacji Hokeja na Lodzie (IIHF) wystartowała Liga Mistrzów. Zagrało w niej 12 zespołów z siedmiu najlepszych lig. Po jednym sezonie z powodu wycofania się głównego sponsora, a także w związku z konfliktami między klubami i federacją, rozgrywki zlikwidowano.

W 2013 roku IIHF ogłosił reaktywację LM. Założyło ją 26 klubów z sześciu najmocniejszych lig (bez rosyjskiej): austriackiej, fińskiej, czeskiej, szwedzkiej, niemieckiej i szwajcarskiej. Te mają zapewniony start w rozgrywkach (licencja A). Z licencją B występuje 12 zespołów (po dwa z sześciu najsilniejszych lig - zwykle to zwycięzca sezonu zasadniczego i mistrz kraju lub drużyny, które zajęły kolejne miejsca). Licencja C to tzw. 10 dzikich kart przyznawanych przez organizatorów klubom ze słabszych lig (np. duńska, norweska, francuska), a jedna trafia do zwycięzcy Pucharu Kontynentalnego.

Taką szansę dostała właśnie Cracovia. W gronie zespołów z licencją C zastąpiła jedną z angielskich drużyn. W LM wystąpi 48 zespołów podzielonych na 16 grup. Z każdej awansują dwie drużyny. Faza pucharowa zacznie się więc od 1/16 finału.

Przed Cracovią więc nie lada wyzwanie, bo w rozgrywkach występują najlepsze kluby z Europy poza rosyjskimi. A polski hokej to jak na razie zaplecze tego sportu. Reprezentacja walczy o mistrzostwo świata dywizji IA i marzy, by awansować do hokejowej elity. A drużyny miały problemy, by awansować do turnieju finałowego dużo mniej prestiżowego Pucharu Kontynentalnego.

Polski klub dostał szansę gry w LM co najmniej z dwóch powodów. Władze IIHF były pod wrażeniem możliwości Tauron Areny Kraków i atmosfery podczas zeszłorocznych mistrzostw świata dywizji IA. Po drugie, rozmawiały też z Januszem Filipiakiem, prezesem Comarch Cracovii, który zapewnił, że jest w stanie zbudować drużynę odpowiednio silną na LM. Po zdobyciu mistrzostwa Polski prezes krakowskiego klubu potwierdził ambicje. - Musimy wzmocnić zespół, by nie było blamażu, ale i po to, by powalczyć w LM. Zobaczymy, kogo wylosujemy - mówi Filipiak.

To, co łączy hokejową LM z piłkarską, to różnice w klubowych budżetach. Najbogatsze kluby, z którym być może przyjdzie się zmierzyć Comarch Cracovii, mają do dyspozycji około 20 mln euro (np. ZSC Lions Zurych czy HC Davos). Budżet mistrza Polski to nieco ponad 1 mln euro. - Ale to nie znaczy, że stoimy na straconej pozycji. W piłkarskiej LM grają kluby tak bogate jak Real Madryt, ale także te z naszego regionu, jak Żylina czy BATE Borysów, czyli dużo biedniejsze - podkreśla prezes Tabisz.

To oznacza m.in. podniesienie budżetu w okolice 1,5-1,7 mln euro. Ma to pozwolić na poszerzenie kadry i sprowadzenie nowych zawodników. Pocieszeniem dla krakowskiego klubu może być to, że z drużyn, które w ubiegłym roku dostały dziką kartę, dwa wygrały grupę (oba z Norwegii), a trzeci (HC Koszyce) awansował z drugiego miejsca. Pozostałych siedem przepadło, ale to pokazuje, że można coś zdziałać. - Właśnie, dużo zależy od losowania. Z jednej strony fajnie byłoby gościć najmocniejsze drużyny, by kibice zobaczyli hokej na najwyższym poziomie - przyznaje Tabisz. - Z drugiej strony dobrze byłoby wyjść z grupy. Musimy zrobić jak najwięcej, by za rok też było zaproszenie dla polskiej drużyny do LM.

Prezes Tabisz chciałby, by mecze LM zostały rozegrane w Tauron Arenie Kraków. Podkreśla jednak, że koszt wynajęcia przekracza możliwości finansowe Cracovii i liczy na pomoc miasta. Dzień wynajęcia hali, np. na mecz koszykówki, to wydatek około 100 tys. zł. Jednak w przypadku hokeja te koszty rosną, bo obiekt jest zajęty dłużej ze względu na konieczność najpierw zamrożenia, a potem rozmrożenia tafli lodowej. - Cieszymy się z wielkiego sukcesu krakowskiego klubu i oczywiście, że spojrzymy łaskawym okiem - zapewnia Krzysztof Kowal, dyrektor Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie. - Czekamy na szczegóły oferty ze strony Cracovii. Najlepiej byłoby, gdyby terminy meczów zbiegały się z planowanymi ślizgawkami dla mieszkańców. Mrożenie tafli tylko na jeden dzień to rzeczywiście duży wydatek.