Nafciarze chcą zawalczyć o historyczny awans

- Faworytem był i jest Vardar Skopje, który ma w swoich szeregach znakomitych graczy. Ale jedziemy tam wygrać i awansować do kolejnej rundy - zapowiada przed rewanżem w Skopje (godz. 18, transmisja w Canal+ Sport) trener piłkarzy ręcznych Orlen Wisły Manolo Cadenas.

Jeszcze nigdy w historii płockiego klubu piłkarze ręczni nie grali w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Uda się, jeśli wygrają sobotni mecz. - Biorąc pod uwagę sytuację kadrową, to, że nie będą mogli zagrać Mateusz Piechowski, Bartosz Konitz, Marco Oneto, nasze szanse awansu oceniam na 20-30 proc. - dodaje trener Cadenas. - Ale mamy pewne doświadczenia z meczu w Skopje z poprzedniego sezonu, postaramy się tę wiedzę wykorzystać.

Przypomnijmy, że rok temu los zetknął obie drużyny na tym samym etapie rozgrywek. Wówczas nafciarze jechali na rewanż do Skopje z zaliczką sześciu bramek, po zwycięstwie w pierwszym meczu (32:26). Jak się okazało, było to za mało, by wyeliminować mistrza Macedonii, który na własnym terenie odrobił straty z nawiązką, wygrywając (31:20).

Teraz przed sobotnim pojedynkiem podopieczni trenerów Manolo Cadenasa i Krzysztofa Kisiela jadą do stolicy Macedonii bez żadnej zaliczki. W Płocku był remis (30:30). - Szkoda tego meczu. Mogliśmy pokusić się o zwycięstwo - nie może odżałować szkoleniowiec płockich piłkarzy ręcznych. - W pierwszej połowie byliśmy lepsi od rywala [Orlen Wisła do przerwy prowadziła 16:14 - red.], a gdyby sędziowie trochę lepiej się spisali, ta przewaga po pierwszej połowie mogła być wyższa. Po przerwie przeciwnicy przejęli inicjatywę. I skończyło się na sprawiedliwym remisie.

W tym sezonie Orlen Wisła dobrze sobie radzi w meczach na wyjeździe. Co prawda z siedmiu spotkań wygrała tylko dwa, ale w pozostałych pojedynkach przegrywała po wyrównanej walce, w końcowych minutach, w dodatku z rywalami o wiele mocniejszymi, m.in. Veszprem (25:27), THW Kiel (24:26) czy PSG (24:29).

- Ostatnie mecze z Vardarem czy Vive pokazały, że przed własną publicznością potrafimy zagrać bardzo dobrze - zauważa Manolo Cadenas. - Ale to prawda, w tym sezonie lepiej gramy na wyjazdach. W zasadzie nie znam jednej przyczyny takiego stanu rzeczy. Być może zawodnicy, grając w Płocku, byli trochę zdenerwowani. Być może pewne zmiany w klubie przyczyniały się do tego, że myślami byli gdzie indziej. Pojawiała się dodatkowa trema. Jedno jest pewne: chciałbym podtrzymać passę dobrych występów na wyjeździe. Szczególnie w weekend będzie nam potrzebny bardzo dobry mecz, który możemy zremisować zdobywając więcej bramek niż w Płocku. Albo po prostu wygrać. Chciałbym, aby zespół zagrał tak, jak w poprzednich meczach z Veszprem, PSG czy THW.

A klub z Macedonii już szykuje się do wielkiego świętowania awansu do ósemki najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Spodziewa się, że hala Jane Sandanski (może pomieścić 5,5 tys. widzów) będzie wypełniona do ostatniego miejsca. Przygotowywana jest nawet specjalna strefa kibica, tak, by w razie zwycięstwa jak najwięcej fanów mogło brać udział w radosnym happeningu.

- Wiemy, że będzie gorąca atmosfera na trybunach. Ale taka sama sytuacja jest z kibicami w Płocku na każdym meczu - dodaje prawy rozgrywający Orlen Wisły Angel Montoro. - To oni próbują wywrzeć presję na przeciwniku, być naszym ósmym zawodnikiem. I to samo będzie w Vardarze. To zjawisko, z którym my sportowcy musimy żyć. Czeka nas trudny mecz, któremu są podporządkowane przygotowania. Skupiamy się tylko na nim. Musimy poprawić słabsze elementy w grze, a potem trzeba wyjść na boisko i walczyć o zwycięstwo.

Więcej o: