Mateusz Wdowiak godzi piłkę ze studiami, ale na drugi rok nie zda. "Spokojnie, jestem ambitny"

Mateusz Wdowiak przekonuje się, jak trudno jest pogodzić piłkę na najwyższym poziomie z... nauką. Cudownego gola strzelonego Pogoni w Szczecinie nie zamieniłby na zaliczoną sesję.

Kiedy na Uniwersytecie Ekonomicznym zaczynały się egzaminy, Wdowiak był z Cracovią na zgrupowaniu w Hiszpanii. Do niedawna studiował zarządzanie i inżynierię produkcji, ale już dziś wie, że nie uda się zdać na drugi rok.

Niektórzy profesorowie szli mu na rękę, inni ani myśleli, by przymknąć oko na nieobecności. - Kiedyś na pewno jeszcze spróbuję. Może już za rok na jakimś innym kierunku? Teraz chcę skupić się na piłce. Po treningach potrzebuję czasu na inne zajęcia, by rozwijać się piłkarsko i motorycznie. Bo akurat na tym polu mogłoby być ze mną lepiej - tłumaczy.

Ze zdaniem matury nie miał jednak problemów, choć zdarzało się, że w ramach przygotowań prosto po treningach pędził na korepetycje lub zaległe sprawdziany. Uczył się w II Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Jana III Sobieskiego, gdzie zdecydowanie łatwiej spotkać zwycięzcę olimpiady matematycznej niż sportowca.

Piłkarza o podobnym talencie do przedmiotów ścisłych w piłkarskich szatniach zresztą w ogóle byłoby trudno znaleźć. - Czy ktoś u nas w drużynie skończył tego typu studia? Jeśli tak, to dobrze się ukrywa. Na pewno bym sobie poradził, gdybym nie grał w piłkę. W liceum mnie znali, pomagali, a tu tylko u niektórych wykładowców był "lajcik". Od początku mówiłem, że nie będę chodził na ćwiczenia, bo mam treningi, ale nie wszyscy to respektowali - opowiada.

Powtarza, że na razie chce postawić na piłkę. W dodatku ma dobry powód, by myśleć, że idą lepsze czasy. Przeciwko Pogoni w Szczecinie uderzył piłkę lewą nogą, czyli słabszą. Odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. To był jego pierwszy gol w ekstraklasie, zadedykował go rodzicom. Czy oni byli za, by został piłkarzem?

- Tata od początku chciał, mama miała różne pomysły. Trochę nawet się sprzeczaliśmy o studia, ale powtarzałem jej: "Spokojnie, też jestem ambitny". W każdym razie zawsze mnie wspierali i należała im się ta dedykacja - tłumaczy Wdowiak.

Gol i dobry występ ma mu pozwolić się wybić, bo ostatnio mecze oglądał głównie z ławki rezerwowych. W Szczecinie dopiero po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się w podstawowym składzie. Przed rokiem wydawało się, że szybciej wypłynie na szerokie wody, a do niedawna Wdowiaka stawiano w jednym szeregu z Bartoszem Kapustką. Robert Podoliński, poprzedni trener Cracovii, regularnie dawał mu szanse, ale potem notowania pomocnika spadły.

Kapustka jest więc dziś na zgrupowaniu seniorskiej reprezentacji Polski, a Wdowiak po niedzielnym meczu został w Szczecinie. Tam przygotowuje się z kadrą do lat 20 do meczu z Włochami. Spotkanie zostanie rozegrane w środę na stadionie Pogoni, więc piłkarz Cracovii zapowiada, że znów chce tam strzelić gola, i to równie ładnego. W żartach dodaje, że tym razem zrobi to prawą nogą.

- Fajnie, że w niedzielę tak wyszło. W przerwie dostałem nawet reprymendę, bo wcześniej dwa razy miałem okazję do strzału, ale się nie odważyłem. Nie ukrywam, że potem kilka SMS-ów i telefonów z gratulacjami dostałem. No i zdarzyło się parę razy obejrzeć tego gola, bo znajomi podsyłali wideo na Facebooku - kończy Wdowiak.

Więcej o: