Cracovia. Gorąca linia Kraków - Bangkok

Dzieli ich ponad osiem tysięcy kilometrów w linii prostej i 16 godzin lotu, a łączy internet oraz przyjaźń. - Ze Sretenem Sretenoviciem rozmawiam chyba częściej niż z żoną - śmieje się Miroslav Covilo, pomocnik Cracovii.

Facebook?  | A może Twitter? 

Podobno dzwonią do siebie codziennie. Covilo opowiada, co słychać w Cracovii, a Sretenović - jak przeżył transfer do Tajlandii. W lutym zamienił zimę na upalne lato - przeniósł się do BEC Tero Sasana Bangkok i zostawił najlepszego kolegę. Bo pod Wawelem niemal każdą chwilę spędzali razem.

- Cóż, trzeba tu ściągnąć kolejnego Serba, chociaż trudno będzie znaleźć kogoś takiego jak Sreten - śmieje się Covilo. - Przyjaźń na całe życie? No pewnie! W Krakowie cały dzień spędzaliśmy razem: oglądaliśmy mecze, filmy, były wspólne posiłki...

Od kolegi usłyszał, że przenosiny do Tajlandii mimo wszystko wyszły mu na dobre; że w aklimatyzacji pomogło mu dwóch znajomych, z którymi wcześniej występował w Korei Południowej; że liga jest słabsza od polskiej; że trochę doskwiera wysoka temperatura, przez którą ludzie wychodzą na ulice dopiero o godz. 17, a piłkarze trenują po zachodzie słońca, bo wcześniej trudno wytrzymać; i że ku własnemu zdziwieniu spotkał tam wielu Polaków.

- Bangkok to piękne turystyczne miasto i Sreten mówi, że czuje się prawie jak w Polsce. Ze znalezieniem włoskiej lub serbskiej restauracji nie ma problemu, wszystko jest pod ręką. Zresztą zdecydowana większość klubów pochodzi ze stolicy, więc w zasadzie nie trzeba daleko wyjeżdżać - opowiada Covilo.

W jego życiu dużo się dzieje. Wkrótce na świat przyjdzie jego drugie dziecko, córeczka (Kalina lub Petra, jeszcze nie zdecydował). Jego żona na dziś ma wyznaczony termin porodu. - Ostatnio długo nie trenowałem ze względu na kontuzję i w tej sytuacji nie chcę teraz prosić trenera o zgodę na wyjazd do Bośni, by jej towarzyszyć. Może będzie na to czas po najbliższym meczu z Pogonią - tłumaczy Covilo.

Po zakończeniu sezonu będzie chciał z powrotem sprowadzić rodzinę do Polski.

Ostatnio w końcu wrócił na boisko po miesięcznej przerwie. Ledwo wyleczył uraz kolana i od razu wskoczył do pierwszego składu. Od trenera usłyszał, by dał znać, kiedy tylko poczuje, że pora zejść z boiska. Ale dotrwał do 90. minuty.

- Przeciwko Legii zagrałem na adrenalinie. Myślałem, że z moim organizmem będzie gorzej, ale kiedy zobaczyłem kibiców, usłyszałem ich doping... Jakoś udało się wytrzymać, choć nie wiedziałem, na co mnie stać. Po ostatnim gwizdku byłem bardzo zmęczony - przyznaje. I dodaje, że Legia wygrała niezasłużenie.

Mimo porażki Cracovia została na podium. Jeszcze w ubiegłym sezonie przed kamerą klubowej telewizji Covilo udzielił optymistycznego wywiadu, w którym stwierdził, że za rok jego drużyna być może spróbuje włączyć się do walki o grę w eliminacjach do Ligi Europy. - Wtedy wszyscy się ze mnie śmiali - przypomina Covilo, ale wyszło na jego.

Zobacz wideo
Więcej o: