Co za debiut Dariusza Wdowczyka. Rekordowa seria porażek przerwana. Termalica - Wisła 2:4

Wisła w Niecieczy strzeliła cztery gole, czyli tyle samo co w pięciu poprzednich meczach. Wygrała pierwszy raz od 11 spotkań! Dzięki temu opuściła strefę spadkową.

Wdowczyk na ławkę trenerską wrócił po 509 dniach. Tyle czekał na kolejną szanse po zwolnieniu z Pogoni Szczecin. Pierwszy trening jako szkoleniowiec Wisły poprowadził w niedzielę, a już w poniedziałek jego drużyna zagrała z Termaliką Bruk-Bet w Niecieczy. Teoretycznie stawianie czoła beniaminkowi nie powinno być niczym trudnym. A jednak to podopieczni trenera Piotra Mandrysza byli faworytem. Nie dość, że nie przegrali od czterech spotkań, to dwa ostatnie wygrali (w tym z liderem ekstraklasy Legią Warszawa).

A w Wiśle od zwolnienia trenera Kazimierz Moskala trwa zawierucha. Krakowianie byli w strefie spadkowej, a ich seria bez zwycięstwa trwała od listopada 2015. Od tego czasu Wdowczyk jest już... czwartym szkoleniowcem drużyny z ul. Reymonta. Na dodatek wśród kandydatów nie był nr 1 na liście, tylko co najwyżej 3. Z klubem porozumiał się w ciągu 24 godzin.

Szkoleniowiec nie zamierzał grać na wywiezienie remisu. Postawił na ofensywny skład, choć to Termalica nie ma problemów ze skutecznością, a napastnik Wojciech Kędziora jest w formie (pięć goli wiosną).

Gospodarze chyba jednak przestraszyli się samej nazwy "Wisła", bo na początku spotkania ustawili się na własnej połowie. Krakowianie bez problemu w jednej akcji wymieniali kilkanaście podań, a niecieczanie nie potrafili im przerwać. Szybko stworzyli sobie kilka okazji i już w szóstej minucie objęli prowadzenie.

Stracony gol obudził Termalikę. Okazało się, że jednak nie jest tak trudno przedostać się pod pole karne Wisły. Piłkarze Piotra Mandrysza wykonywali kilka stałych fragmentów z okolic pola karnego. Bardzo dobre sytuacje zmarnowali Wojciech Kędziora i Martin Juhar. W końcu trener Wdowczyk wyskoczył z ławki rezerwowych wiślaków, by grali wyżej.

Gdy w końcu go posłuchali, zdobyli drugiego gola. Patryk Małecki przejął piłkę, zagrał do Zdenka Ondraszka, a podanie Czecha w sytuacji sam na sam wykorzystał Paweł Brożek. 33-letni napastnik trafił do bramki pierwszy raz od 17. kolejki, ale w międzyczasie leczył kontuzję i stracił niemal cały okres przygotowawczy.

Termalica nie załamała się i dążyła do gola. Wystarczyło, by Boban Jović odpuścił krycie, a po podaniu Kędziory Arkadiusz Głowacki nie zdążył za Bartłomiejem Babiarzem.

To zapowiadało emocje po przerwie, tym bardziej że krakowianie wiosną w drugich połowach mają problemy z kondycją. Cztery z pięciu goli w tym roku stracili właśnie po zmianie stron.

Jeśli nawet tak jest, to Wisła postanowiła jeszcze raz zaatakować. Po błędzie Juhara, Małecki przebiegł kilkadziesiąt metrów i podał tak, że niepilnowany Rafał Wolski tylko dołożył głowę do piłki.

A po chwili gole zaczęły padać jak w hokeju. Z rzutu karnego trafił Dawid Sołdecki (po faulu Głowackiego), a kilkadziesiąt sekund później znów po podaniu Małeckiego Wisła miała dwie bramki przewagi.

Goli mogło być więcej - sędzia nie podyktował rzutu karnego po faulu Denisa Popovicia na Patryku Misaku, choć powinien. Bartłomiej Smuczyński z ok. trzech metrów trafił piłką w słupek. A później jego "wyczyn" skopiował Kędziora.

Więcej o: