Servaas: Jak przegramy w Brześciu, to poważnie porozmawiamy

- Dopiero jeśli przegramy w Brześciu, będziemy mogli poważnie porozmawiać. Myślę jednak, że tak się nie stanie. Nie jestem spanikowany, wręcz przeciwnie, zachowuję spokój - mówi Bertus Servaas, prezes Vive Tauron Kielce, po porażce 27:31 z Orlen Wisłą Płock.

- Wygra ten, komu będzie się bardziej chciało grać - to była jedna z opinii przed rozpoczęciem niedzielnego pojedynku w Orlen Arenie. Bo ten klasyk PGNiG Superligi nie decydował o niczym. Wiadomo było, że wygrana płocczan jedenastoma bramkami jest praktycznie niemożliwa. I w efekcie pewne było, że to kielczanie wygrają rundę zasadniczą i osiągną swój cel - w ewentualnym finale PGNiG Superligi będą mieli przewagę własnego parkietu. Pytanie brzmiało, czy będą w Płocku odpowiednio zmotywowani. Bo przecież chodziło już tylko o prestiż, o kolejne potwierdzenie swojej dominacji. Po przeciwnej stronie barykady mieli rywala, który za trzy dni zagra jeden z najważniejszych meczów w sezonie - w 1/8 finału Ligi Mistrzów zmierzy się z Vardarem i można było przypuszczać, że też nie da z siebie wszystkiego.

Determinacja, zacięcie i agresja zdecydowanie większe były jednak właśnie u wicemistrzów Polski. Niesieni dopingiem kibiców wyglądali na zespół, któremu bardziej chce się wygrać. - Bardzo zależało nam, by sprawić radość naszym kibicom, którzy cały czas nas wspierają. Dla nich wygrana z Kielcami ma duże znaczenie - mówił Manolo Cadenas, trener Orlen Wisły.

Widać było gołym okiem, że mistrzowie Polski są już myślami przy sobotnim meczu na Białorusi. To właśnie wtedy na pomyłki, wpadki i porażki nie ma już bowiem miejsca. Konsekwencja może być dużo poważniejsza niż porażka w Płocku - pożegnanie z marzeniami o kolejnym Final Four Champions League. Kielczanie otwarcie tego nie mówią, ale mecz z Orlen Wisłą był dla nich doskonałym sprawdzeniem pewnych elementów taktycznych pod kątem pojedynku z Mieszkowem Brześć.

Dla kieleckich fanów porażka w Płocku jest jednak prawdziwym złem. Na oficjalnej stronie klubowej mnóstwo jest nieprzychylnych komentarzy odnośnie do zawodników, polityki transferowej. Oberwało się nawet trenerowi Tałantowi Dujszebajewowi. Pytanie tylko, czy ci sami kibice pamiętają, że Mariusz Jurkiewicz czy Paweł Paczkowski dopiero wrócili po kontuzji i trudno od nich wymagać, by w takim meczu byli wiodącymi postaciami drużyny? Obaj potrzebują jeszcze kilku tygodni, by dać odpowiednią jakość. Czy kibice woleliby przegrać w Lidze Mistrzów z Barceloną lub Rhein-Neckar i zająć trzecie lub czwarte miejsce w grupie, a wygrać w Płocku?

Zawodników broni też Bertus Servaas. - Cieszymy się, że Mariusz i Paweł tyle minut spędzili na parkiecie w Płocku. Oni teraz muszą grać jak najwięcej, by nabierać pewności siebie - przyznaje prezes Vive Tauron.

Z kibicami można się zgodzić odnośnie do krytyki postawy kieleckiej obrony, zwłaszcza jej środka. W Płocku słabo spisali się Mateusz Kus i Piotr Chrapkowski. Ten pierwszy zbyt często przegrywał pojedynki jeden na jeden z rywalami. - Nie rozpatruję tej porażki indywidualnie, bo przegrał cały zespół. Jeśli Mateusza ktoś minie, to jest obok kolega, który powinien mu pomóc - podkreśla Servaas.

Przypomnijmy, że kielecki zespół przegrał w Superlidze po raz pierwszy od 24 maja 2014 roku - wówczas w Płocku gospodarze zwyciężyli także 31:27, a 11 goli rzucił dla nich Mariusz Jurkiewicz. Od tamtej pory kielczanie odnieśli w lidze 51 zwycięstw i zremisowali z Pogonią Szczecin...

Sternik Vive zachowuje zatem spokój. - Jeśli szukacie sensacji, to na pewno jej nie znajdziecie. Dopiero jeśli przegramy w Brześciu, będziemy mogli porozmawiać o postawie zespołu. Myślę jednak, że tak się nie stanie. Nie jestem spanikowany, wręcz przeciwnie, zachowuję spokój - dodaje Bertus Servaas.

We wtorek o godz. 18 jego zespół gra w Lubinie z Zagłębiem pierwszy mecz ćwierćfinałowy PGNiG Superligi. Do drużyny dołączą niegrający w Płocku Denis Buntić i Karol Bielecki. Rewanż we wtorek 22 marca w Kielcach.

Więcej o: