Kibole rządzą na meczach Śląska: Bierni działacze klubu i przedstawiciele miasta są bezradni [OPINIA]

Wiara szefów Śląska, że z kibolami można osiągnąć porozumienie, kolejny raz legła w gruzach. Bandyci w piłkarskich szalikach na wrocławskim stadionie robią co chcą i nikt im w tym nie przeszkadza.

Skandaliczne wydarzenia, do których doszło w czasie i po meczu Śląska z Zagłębiem Lubin, są dowodem, że wrocławskim stadionem rządzi kilkuset kiboli-bandytów. Oni robią co chcą i Śląsk wobec nich jest bezradny.

Bandyci królują

Niestety, to nie jest normalna sytuacja, gdy w czasie spotkania stadionowi fanatycy strzelają z wyrzutni racami, które spadają na boisko obok piłkarzy. Bo do wulgarnych bluzgów wykrzykiwanych z kibolskiego sektora wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. Tu nic się nie zmieniło.

Teraz dodatkowo kibole chcą wpływać na decyzje jakie powinni podejmować zarządzający klubem. Po meczu z Zagłębiem wrocławscy szalikowcy dali upust swojej wściekłości, skandując w kierunku swojego trenera: "Szukiełowicz wypierdalaj!". Potem seans nienawiści i brutalności był kontynuowany. Bandyci z sektora za bramką wyszli na boisko i siłą zmusili piłkarzy, aby ściągali koszulki i im je oddawali.

Skandaliczne zachowanie kiboli Śląska [WIDEO]

 

Upokorzeni piłkarze

Akcją kierował jeden z kiboli. Stojąc z mikrofonem, darł się na cały stadion: "Oddawać koszulki, pedały jebane". Obok stali przerażeni piłkarze Śląska. Niektórzy podchodzili do kiboli-bandytów, a ci siłą zdzierali z nich koszulkę i wykrzykiwali, "że nie są godni, aby je nosić". Inni sami je oddawali. Kilku z graczy nie miało na sobie koszulki, więc w panice pobiegli po nią do ławki rezerwowych i szybko wracali.

Sceny były skandaliczne. Jako jednego z pierwszych upokorzono m.in. gracza, którzy we wrocławskim klubie gra od wielu lat i na boisku zostawił litry potu, zdrowie i serce dla tej drużyny. Co z tego. Prymitywny osiłek zdzierał z niego koszulkę i wyzywał. On wie lepiej, kto jest godny nosić strój Śląska.

Milczenie Śląska

Wszystko przy bierności służb porządkowych. Na filmiku z incydentu - którym w internecie przechwalają się bandyci - widać, że niektórzy ze stewardów nie chcieli utrudniać "wymierzania sprawiedliwości" i grzecznie usunęli się. Dopiero po pewnym czasie ochroniarze oddzielili piłkarzy od grupy agresorów.

Co na to Śląsk? Nic. Klub w żaden sposób nie odciął się od działań swoich kiboli, nie potępił ich zachowania wobec piłkarzy i trenera. Bo jeśli nawet zespół zagrał słabo, to nie znaczy, że w ten sposób należy rozliczać szkoleniowca i graczy. Wierzę, że w Śląsku nie obowiązują jeszcze bolszewicko-rewolucyjne standardy sprawiedliwości.

Poza tym warto mieć świadomość, że roszczenia agresywnego tłumu nie skończą się tylko na żądaniu, aby "wypierdalał trener". Za chwilę podobne hasła mogą wykrzykiwać pod adresem przedstawicieli zarządu Śląska czy właścicieli klubu.

Znamienne, że Śląsk odważył się jedynie skrytykować kiboli Zagłębia Lubin. Za to, że wyrwali bramę, zniszczyli ubikacje, palili krzesełka na sektorze. Dlatego wrocławski klub będzie wnioskował, aby w przyszłości nie wpuszczać na stadion fanatyków Zagłębia.

Zgoda. Wywołujących burdy kiboli Zagłębia należy potępić i ukarać. Ale co z tymi z Wrocławia?

Pogrążeni w niemocy

Ulegając kibolom, szefowie Śląska tylko go pogrążają. Wrocławski klub od pewnego czasu ma gigantyczny kłopot z niską frekwencja na swoich meczach. I problem ten będzie się pogłębiał. Przecież nikt normalny nie przyjdzie na stadion, na którym agresywni - często pijani - troglodyci organizują wulgarne seanse nienawiści. Teraz "chuja warte były krety z Lubina", wkrótce skandowane będzie hasło, że "Legia to kurwa".

W kontekście stadionowego ścieku śmiesznie brzmią słowa dyrektora sportowego Śląska Wojciecha Błońskiego, który w niedawnym wywiadzie dla "Wyborczej" mówił: "Marzy mi się, aby kibice wypełnili nasz wielki stadion. Fajnie byłoby, gdyby średnio na nasze mecze chodziło 25 tysięcy widzów. (...) Kluczem jest słowo" piknik ". Marzy mi się, by w całej Polsce piłkarska ekstraklasa funkcjonowała na zasadzie pikniku".

Dyrektor Błoński szybko został sprowadzony na ziemię. Śląsk może przed meczami organizować koncerty piosenkarek, obniżać ceny biletów i różnymi akcjami zachęcać ludzi do przychodzenia na mecze. Ale wszystko to na nic. Podczas spotkań trybuny stadionu nadal będą straszyły pustką. Zostanie na nich tylko grupa kiboli-rasistów, przekonanych, że "Śląsk to oni".

Władze klubu i miasta, które wpompowało w drużynę kilkadziesiąt milionów publicznych pieniędzy, są bezczynne i bezradne. Nie chcą zauważyć gigantycznego problemu, który niszczy klub. Przestali już nawet reagować na ekscesy ewidentnie szkodzące Śląskowi. Bez walki oddali trybuny bandytom i zbierają tego żniwa.

Szkoda Śląska.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.