Jagiellonia. Plus za defensywę. Praca nad skutecznością

Jagiellonia w dwóch meczach z rzędu nie straciła gola. Taka sytuacja w obecnym sezonie to rzadkość. Czy białostoczanie czyste konto zachowają też w niedzielę?

BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

W jesiennych spotkaniach Jagiellonia straciła 34 gole. Bardziej dziurawą defensywę miało tylko ostatnie w tabeli Podbeskidzie Bielsko-Biała. W pierwszym wiosennym meczu w tym elemencie gry poprawy nie było. Białostoczanie przegrali aż 0:4 w Warszawie z Legią. W kolejnych pojedynkach było już zdecydowanie lepiej. Ze Śląskiem Wrocław była tylko jedna stracona bramka i to z rzutu karnego. Z Lechem Poznań i Pogonią Szczecin Bartłomiej Drągowski już nie musiał wyjmować piłki z własnej bramki. Co więcej, bramkarz Jagiellonii w tych pojedynkach nie miał za wiele pracy. Tak w Poznaniu (wygrana 2:0), jak też w środę w meczu na własnym stadionie z Pogonią (0:0) rywale oddali tylko po jednym celnym uderzeniu.

- Nie zmarzłem, byłem ciepło ubrany - żartował po pojedynku z drużyną ze Szczecina Drągowski.

Bramkarz nie miał za wiele pracy, bo białostoczanie byli bardzo dobrze zorganizowani, skoncentrowani i dobrze spisywali się pod względem taktycznym. Skąd taka przemiana w porównaniu z meczem z Legią?

- Nie mi to oceniać. Cały czas pracujemy tak samo, a już w poprzedniej rundzie pokazywaliśmy, że potrafimy grać w obronie i całym zespołem dobrze bronić - mówi Sebastian Madera, a na pewno nie bez znaczenia były zmiany w formacji obronnej. Po meczu w Warszawie ze składu wypadł Gutieri Tomelin. Potem ten sam los spotkał Matiję Siroka (jak na razie swe występy zakończył po pierwszej połowie meczu ze Śląskiem). Co prawda nadal Jagiellonia ma niemal najwięcej straconych goli w lidze (białostoczanie stracili 39, Podbeskidzie 42), ale na plus trzeba zapisać to, że w dwóch pojedynkach z rzędu zachowała czyste konto. Taka sytuacja ma miejsce dopiero drugi raz w obecnym sezonie. Pierwszy taki przypadek był na przełomie listopada i grudnia, gdy podopieczni Michała Probierza wygrali 1:0 z Koroną Kielce, a później 2:0 z Zagłębiem Lubin.

Podtrzymać dobrą grę w defensywie białostoczanie postarają się w niedzielę. Zmierzą się wówczas (godz. 15.30) na wyjeździe z Lechią. Nie będzie to łatwe zadanie do wykonania, bo zespół z Gdańska na własnym stadionie spisuje się bardzo dobrze - cztery wygrane z rzędu (dla odmiany na wyjeździe Lechia poniosła sześć kolejnych porażek).

- Lechia będzie musiała zaatakować, a my lubimy i potrafimy grać z kontry. Więc myślę, że ten mecz teoretycznie będzie dla nas łatwiejszy - przypuszcza Rafał Grzyb.

- Mam nadzieję, że w meczu z nami zakończy się dobra passa Lechii w pojedynkach u siebie - dodaje Fedor Cernych, który wiosną ma problem z wykańczaniem akcji. W spotkaniu z Legią źle rozegrał kontratak, w starciu z Lechem zmarnował sytuację sam na sam, w pojedynku z Pogonią również miał dobrą okazję do zdobycia gola, ale jej nie wykorzystał.

- Mam nadzieję, że w następnych meczach będę strzelać. Teraz nie idzie, ale liczę na to, że wszystko wróci - stwierdza Cernych.

- Na pewno trzeba popracować nad Fedorem Cernychem, bo już po raz któryś miał dobrą sytuację, a jej nie wykorzystał - mówi trener Michał Probierz.

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Więcej o: