Franciszek Smuda gotowy, by zostać kamikadze w Wiśle Kraków

Franciszek Smuda coraz bliżej powrotu na Reymonta. Pracę może zacząć już w poniedziałek. Na przeszkodzie może stanąć konflikt z częścią kibiców.

Szkoleniowiec jeszcze do niedawna miał ważny kontrakt z klubem. Niemal równo rok temu (9 marca) "Zarząd Wisły Kraków SA zwolnił Franciszka Smudę z obowiązku świadczenia usług trenerskich". Nie doszło do rozwiązania umowy i klub dalej wypłacał trenerowi pensję. To znaczy miał wypłacać, bo na początku listopada szkoleniowiec wygrał proces z klubem o zaległe wynagrodzenie (1,15 mln zł). Zapewniał jednak, że pozostał w dobrych kontaktach z Bogusławem Cupiałem, właścicielem Wisły.

Teraz, po zwolnieniu Tadeusza Pawłowskiego, powstał pomysł powrotu Smudy. Wisła zajmuje przedostatnie miejsce w ekstraklasie i potrzebuje szkoleniowca zaprawionego w bojach o utrzymanie, a także dobrze znającego klub.

Smuda wprost nie potwierdza, że się już porozumiał z Wisłą, ale... - Właśnie słyszę, że wy, krakowscy dziennikarze, chcecie, bym wrócił i ratował zespół. Zawsze nam się dobrze współpracowało - zaczyna Smuda po odebraniu telefonu i zastrzega, że jest za granicą. - Nigdy nie powiedziałem, że nie wrócę. Słyszałem, że niektórzy trenerzy odmówili, boją się wziąć odpowiedzialność. Ja nie jestem taki, że idę do klubu tylko wtedy, gdy są złote gruszki na wierzbie. Teraz nie ma ani gruszek, ani nawet liści. Wisła to nie byle jaki klub. Przez myśl mi nie przeszło, by spadł z ligi. Jak ktoś jest takim kamikadze jak ja, to bierze się za takie sytuacje.

Trener Smuda winą za zwolnienie rok temu obarcza Roberta Gaszyńskiego, poprzedniego prezesa Wisły. - Gdyby nie on, to dziś Wisła nie byłaby tak nisko. Wszystkiemu winny jest Gaszyński - stanowczo podkreśla Smuda. - Nie odszedłem w złości czy nienawiści.

Szkoleniowiec zapewnia, że jest w kontakcie zarówno z Cupiałem, jak i ze Zdzisławem Kapką, wiceprezesem klubu. Nie przejmuje się, że część kibiców była i nadal jest przeciwko niemu. - Jak jest sukces, to noszą na rękach. Jak jest źle, to od razu opluwają - mówi. - Jedno jest pewne. Bez Cupiała Wisły nie będzie.

Zobacz wideo
Więcej o: