Pogoń dała sobie wyrwać zwycięstwo w ostatnich sekundach [ZDJĘCIA]

Pogoń Szczecin zremisowała na własnym boisku z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza 1:1. Jeden punkt pozwolił co prawda wskoczyć na trzecie miejsce, ale rezultat przyjęto ze sporym niedosytem.

Wyniki trwającej kolejki ułożyły się dla Pogoni w sposób wymarzony. Porażki ponieśli bezpośredni sąsiedzi szczecinian w tabeli - Cracovia oraz Piast Gliwice. Potknięcie krakowian otworzyło drużynie Czesława Michniewicz drogę do wskoczenia na trzecie miejsce. Remis pozwolił ten cel zrealizować, ale po końcowym gwizdku korki od szampanów nie strzelały. W niedzielę oczekiwano bowiem zwycięstwa.

Przespany początek

Trener Pogoni w meczu z Termaliką nie mógł skorzystać z pauzującego za kartki Adama Frączczaka oraz niedysponowanego Takafumiego Akahoshiego. W związku z tym, miejsce na rozegraniu zajął Ricardo Nunes, a na skrzydle po raz pierwszy w tej rundzie zameldował się Miłosz Przybecki. Portowcy w pierwszych minutach byli na boisku zupełnie nieobecni. To beniaminek z Niecieczy nadawał ton grze i stwarzał sobie znacznie groźniejsze sytuacje. Jedynym piłkarzem Pogoni, którzy trzymał wysoki poziom, był Jakub Słowik. Golkiper gospodarzy dwukrotnie uratował swoją drużynę od utraty bramki. Najpierw zatrzymał główkującego z najbliższej odległości Wojciecha Kędziorę, a chwilę później obronną ręką wyszedł z sytuacji sam na sam ze Słowakiem, Patrikiem Misakiem.

Pogoń odgryzała się z rzadka (w zasadzie jedna sytuacja Dwaliszwilego, kiedy Gruzin z bliska uderzył nad poprzeczką). Skoro fajerwerków nie było na boisku, to o takowe postarali się kibice Pogoni przygotowując efektowną oprawę z udziałem pirotechniki.

Przybecki się przełamał

- Długimi fragmentami nie radziliśmy sobie z przeciwnikiem. Nawet gdy odbieraliśmy piłkę, to nie potrafiliśmy zrobić z niej użytku - mówił po końcowym gwizdku trener, Czesław Michniewicz.

W przerwie szkoleniowiec Pogoni nieco wstrząsnął swoją drużyną i ta drugą odsłonę zaczęła od oczekiwanego mocnego uderzenia. W 50. minucie na dwójkową akcje zdecydowali się Dwaliszwili i Przybecki. Ten drugi wykończył ją precyzyjnym strzałem w długi róg i dał gospodarzom upragnione prowadzenie.

Podopieczni Michniewicza chcieli pójść za ciosem i poszukać kolejnych bramek, który rozstrzygnęłyby całe spotkanie, ale nadal szło im jak po grudzie. Kibice z miejsc podnieśli się w zasadzie tylko na cztery minuty przed końcem. Wtedy Przybecki dośrodkował idealnie na głowę Murawskiego, ale strzał kapitana Pogoni z najwyższym trudem obronił bramkarz gości. To zemściło się w doliczonym czasie gry. Kędziora z najbliższej odległości wpakował piłkę do bramki i zabrał szczecinianom komplet punktów. Okazja do rehabilitacji nadarzy się jednak bardzo szybko, ponieważ już w środę Pogoń gra na wyjeździe z Jagiellonią.

Copyright © Agora SA