Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:2. Trener Jan Urban: Musimy być bardziej konkretni z przodu

- Nie mam większych pretensji do piłkarzy, bo dali z siebie dzisiaj wszystko. Nie powinniśmy stracić drugiego gola, bo nie powinno być rzutu karnego. Napotkaliśmy rywala, który potrafi dobrze grać, gdy ma pozytywny wynik - powiedział trener Lecha Poznań Jan Urban po porażce z Jagiellonią Białystok 0:2.

- Mecz z Jagiellonią nie wyglądał tak jakbyśmy się tego spodziewali, bo nie myśleliśmy, że będziemy przegrywać. Wiedzieliśmy, że Jagiellonia gra kontratakiem, że to zespół agresywny i wybiegany. Nie ustrzegliśmy się błędu już na początku spotkania, gdzie Cernych mógł strzelić gola na 0:1. ale później już nie mieliśmy prawa stracić bramki - mówił trener Urban. Szkoleniowiec Lecha uważa, że sędzia Mariusz Złotek popełnił błąd dyktując rzut karny za rzekomy faul Karola Linettego na Łukaszu Burlidze. - Wiem, że wszyscy popełniają błędy, ale dla mnie to w życiu nie był rzut karny. Nawet gdyby tam Karola nie było, to zawodnik i tak, by do piłki nie doszedł. Moim zdaniem to pomyłka sędziego - twierdzi Urban.

Lech jedyny celny strzał w całym meczu oddał jednak dopiero w 90. minucie, gdy po uderzeniu Jevticia piłkę sparował Drągowski. - Wiedzieliśmy, że przy 0:2 będzie nam bardzo trudno, ale ustrzegliśmy się groźnych kontrataków Jagiellonii. Nie mogę powiedzieć, że ktoś zawiódł, czy zagrał poniżej możliwości. Do końca staraliśmy się zdobyć bramkę kontaktowa, ale fakt faktem nie stworzyliśmy sobie klarownych sytuacji - uważa trener i dodaje: - Napotkaliśmy rywala, który potrafi bardzo dobrze grać, gdy ma pozytywny wynik i nie byliśmy w stanie strzelić bramki.

Trener Lecha zdecydował się wystawić w obronie Marcina Kamińskiego i Dariusza Dudkę. Na prawej flance zagrał też Kebba Ceesay. To trzecie różne zestawienie linii defensywny w trzecim kolejnym meczu. Najbardziej zdziwiło jednak odesłanie na trybuny dotychczasowych podstawowych zawodników Paulusa Arajuuriego i Tomasza Kędziory. - Po meczu z Podbeskidziem wielu zawodników było do zmiany, zdecydowałem się akurat na te dwie, bo mamy ośmiu obrońców o zbliżonych umiejętnościach i każdy z nich może zagrać. To, że Kendi i Paulus byli poza kadrą nie wynika jednak z tego, że szukamy winnych i wskazujemy ich palcem, nic podobnego. Po prostu jeśli nie ma kartek i kontuzji to mamy bardzo wyrównaną kadrę i praktycznie w każdym spotkaniu będzie tak, że na trybunach będzie dwóch zawodników o takich nazwiskach, które mogą zaskakiwać - wyjaśnił szkoleniowiec Lecha.

Więcej o:
Copyright © Agora SA