Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:2. Bez skutecznej obrony dla Lecha w tabeli zostaną tylko ogony

Piłkarze Lecha Poznań przegrali z Jagiellonią Białystok 0:2 i spadli na ósme miejsce w tabeli ekstraklasy. Drugą bramkę rywale zdobyli po kontrowersyjnym rzucie karnym, ale wygrali zasłużenie, bo mistrz Polski był w stanie oddać tylko jeden celny strzał. W Kolejorzu zadebiutował 17-letni Kamil Jóźwiak.

Trzeci w tym roku mecz o punkty i trzecie inne zestawienie linii obrony, na jakie zdecydował się trener Lecha Poznań Jan Urban. Na środku obrony szkoleniowiec mistrza Polski zdecydował się tym razem postawić na Marcina Kamińskiego i Dariusza Dudkę. Macieja Wilusza odesłał na ławkę rezerwowych, a Paulus Arajuuri - podobnie jak Tomasz Kędziora - w ogóle nie znalazł się w kadrze meczowej Kolejorza! Na prawej stronie defensywny szansę dostał Kebba Ceesay. Do składu wrócili też po pauzie za żółte kartki Łukasz Trałka i Karol Linetty.

- Nie możemy zagrać nonszalancko w defensywie, bo Jagiellonia to najlepiej grający zespół w lidze z kontrataku - przestrzegał jeszcze przed meczem trener Urban. Słowa szkoleniowca poznańskiego zespołu mogły się zemścić już w 9. minucie spotkania, gdy Tamas Kadar nie upilnował linii spalonego, a Fedor Cernych znalazł się sam na sam z Jasminem Buriciem. Bramkarz Kolejorza szczęśliwie odbił jednak piłkę po strzale piłkarza Jagiellonii nad poprzeczką.

To Lech częściej utrzymywał się jednak przy piłce. Mistrzowie Polski nie mieli też większych problemów z przedostawaniem się w pole karne rywali. Poważnie zagrozić ich bramce jednak nie potrafili. Próbował szczęścia Dawid Kownacki, jak wtedy gdy Ceesay wrzucił mu piłkę wprost na głowę, ale jedyny zdrowy napastnik Kolejorza nie trafił w bramkę. Później Kownacki strzelał jeszcze dwukrotnie, też głową i też niecelnie.

Kolejorz powinien objąć prowadzenie już jednak po kwadransie gry, gdy Sisi dośrodkował piłkę, a Bartłomiej Drągowski wybił ją prosto pod nogi Szymona Pawłowskiego. Skrzydłowy Lech zamiast skierować piłkę do pustej bramki, w ogóle w nią trafił! Rywale - jak przestrzegał trener Urban - czekali na to co zrobią lechici, a każdą stratę przez nich piłki wykorzystywali do przeprowadzania kontrataków. Tak było w 26. minucie, gdy Burić przeniósł piłkę nad poprzeczką, a rywale otrzymali rzut rożny. Po dośrodkowaniu zrobiło się zamieszanie w polu karnym Lecha, Karol Linetty wbijał nawet piłkę z linii bramkowej(!), ale dopadł do niej Igor Tarasovs i strzałem głową dał Jagiellonii prowadzenie.

Lech dalej prowadził grę, ale jego piłkarze albo uderzali niecelnie albo w głupi sposób tracili piłkę. Nie było takiego zawodnika, który wziąłby na siebie odpowiedzialność. W 39. minucie znów więc zaatakowali goście. Łukasz Burliga i Karol Linetty wpadli bark w bark w pole karne, ale obrońca gości przewrócił się i sędzia odgwizdał rzut karny. Z jedenastu metrów nie pomylił się Piotr Tomasik i Lech przegrywał już 0:2. Na nic zdało się przygniatające posiadanie piłki Lecha (66 proc. - 34 proc.), skoro rywale potrafili oddać sześć celnych strzałów, a lechici... żadnego! Kibice pożegnali więc gwizdami schodzących do szatni piłkarzy.

W przerwie słąbo grającego Kebbę Ceesaya zmienił... 17-letni skrzydłowy Kamil Jóźwiak, dla którego miał być to oficjalny debiut w Lechu Poznań. Trener Urban nie zdecydował się jednak na grę trójką obrońców, po prostu Sisi zajął miejsce Ceesaya na prawej obronie.

Lech od początku drugiej połowy niby rzucił się do ataku, ale po godzinie gry wciąż miał na koncie 0 (słownie zero) celnych strzałów na bramkę Jagiellonii. W 64. minucie trybuny nieco się ożywiły, gdy próbkę możliwości zaprezentował Jóźwiak. Blondwłosy nastolatek rozpędził się na prawej stronie, bez kompleksów ograł Frankowskiego i Tomasika i wpadł w pole karne. Tam już jednak zabrakło mu opanowania i rywale odebrali piłkę.

Gra się Kolejorzowi wciąż nie kleiła, a coraz częściej piłkarze mieli do siebie pretensje, zwłaszcza Pawłowski, po tym jak któryś raz z rzędu nie porozumiał się z Kownackim i gospodarze stracili piłkę. Młody napastnik Lecha w drugiej połowie był kompletnie niewidoczny, czym dawał do myślenia włodarzom klubu, czy aby na pewno wobec kontuzji Nickiego Bille i Marcina Robaka nie trzeba awaryjnie sprowadzić kolejnego snajpera.

Niespełna 20. minut przed końcem trener Urban zagrał vabanque i w miejsce defensywnie grającego Łukasza Trałki wprowadził do gry Darko Jevticia, po czym nakazał zespołowi zmienić ustawienie na grę trójką obrońców. Poznaniacy podeszli jeszcze bliżej bramki rywali, ale z tego wciąż nic nie wynikało. Wejście Jevticia trochę ożywiło jednak ataki Kolejorza. Kwadrans przed końcem meczu Szwajcar posłał świetną piłkę za plecy obrońców do Kownackiego, ale tego ubiegł bramkarz Drągowski. Na kolejną próbę nie było okazji, bo 18-letniego Kownackiego zmienił Gergo Lovrencsics.

Lech praktycznie nie schodził z połowy boiska rywali. Ciężar gry próbowali wziąć na siebie, a to Linetty, a to Pawłowski, za rozgrywanie wziął się nawet Kamiński. Wszystko to na nic, bo mistrz Polski w meczu z Jagiellonią Białystok byli w stanie jedyny celny strzał oddać w 90. minucie, gdy piłkę po uderzeniu z dystansu Jevticia odbił Drągowski.

Martwi nie tylko druga w tym roku porażka Kolejorza, ale przede wszystkim też to, że w trzech meczach po wznowieniu rozgrywek poznaniacy dali sobie wbić aż osiem goli. Po żelaznej defensywie, która pozwoliła Lechowi jesienią wyjść z kryzysu, nie pozostał nawet ślad. A już w środę zespół Jana Urbana czeka wyjazdowy mecz z ostatnim w tabeli Górnikiem Zabrze.

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Agora SA