Dariusz Dudka z Lecha Poznań: Każdy przyjazd na stadion przypominał mi o tym, że zabiłem człowieka

- Wszyscy sądzili, że się zamknę, ale poradziłem sobie bez psychologa. Nie potrzebowałem go. W lipcu wróciłem do treningów, ale miałem zakaz wyjazdów za granicę. Wystarczyło mi, że byłem w zespole, mogłem skupić się na piłce - opowiada pomocnik Lecha Poznań Dariusz Dudka w wywiadzie dla ?Przeglądu Sportowego?.

W maju 2003 roku Dariusz Dudka, ówczesny 20-letni zawodnik Amiki Wronki, potrącił śmiertelnie na pasach 49-letniego mężczyzna. Obaj byli pod wpływem alkoholu. Pieszy przechodził na czerwonym świetle, dlatego to on został uznany winnym. Dudka wrócił do futbolu i rok później zadebiutował w reprezentacji Polski, ale do dziś z trudem rozmawia o tamtych czasach.

- To była właśnie ta sodówka. Sądziłem, że mogę robić wszystko. Tamten okres był dla mnie trudny, bo rok nie grałem, leczyłem kontuzję kostki. Na trzy miesiące pojechałem do Schalke na rehabilitację. Wróciłem do Polski, wyciągnęli mi śruby, noga wciąż mnie bolała. Musiałem odreagować: imprezy, alkohol. Myślałem: "Jestem młody, co może mi się stać?

Pamięta pan tamten poranek?

- Wszystko pamiętam. Zatrzymałem samochód, pobiegłem do tego człowieka Nawet nie dzwoniłem na policję, po chwili już tam była. Tydzień leżałem w szpitalu, bo miałem szkło w oku. Rozmawiałem z policjantką, powiedziała mi, że wiele osób by uciekło. Reagowałem instynktownie.

Czego bał się pan najbardziej?

- Wszystkiego. Spotkania z rodzicami, reakcji klubu Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Od razu zaczęły się docinki ze strony policjantów, ale lekarz mnie od nich odseparował. Po powrocie do domu tydzień nie wychodziłem z pokoju. Amica walczyła wtedy o mnie do końca, żebym mógł wrócić do piłki, jak tylko czegoś potrzebowałem, mogłem na nią liczyć.

Był pan w stanie skonfrontować się z rodzinną zmarłego, jakoś przeprosić?

- Prawnik mi to odradził. Nie wiadomo, jakby zareagowali. Pomagałem im jednak finansowo.

(...)

Ma pan grubą skórę?

- Bardzo grubą. Potrafię przyjąć na klatę naprawdę wiele. Kolejny przykład: historia na zgrupowaniu kadry Ukrainie, kiedy za picie alkoholu zawieszono mnie, Artura Boruca i Radka Majewskiego. Był to drugi po wypadku moment, kiedy byłem najbardziej wściekły sam na siebie. Bywało, że trenerzy pozwalali na zgrupowaniach posiedzieć, coś wypić. Wtedy też mogliśmy, ale z umiarem. My przekroczyliśmy jednak granicę. Beenhakker pozwalał nam na dużo, a my to wykorzystaliśmy. Nadużyliśmy jego zaufania.

(...)

- Ostatnio przechodziliśmy w Lechu badania. Testosteron mam na takim poziomie jak młodzieniaszek. Dlatego omijają mnie kontuzje, cały czas mogę trenować na wysokich obrotach. Genetyka. Uspokoiłem się, w Poznaniu rzadko wychodzę w miasto, żaden piłkarz Lecha nie jest tu anonimowy. Zresztą mija moda na imprezy, picie. Bardzo dobrze, choć daleki jestem od moralizowania. Swoje w życiu trzeba przeżyć. Albo się utrzyma na powierzchni, albo utonie.

Cała rozmowa z Dariuszem Dudką do przeczytania - tutaj

Zobacz wideo

20 mln euro dla Lewandowskiego? Rekord Bundesligi. Ilu sportowców na kontraktach zarabia więcej?

Więcej o: