BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS
Łukasz Burliga, obrońca Jagiellonii: - Troszeczkę byłem zdziwiony, że zagrałem w takim dużym wymiarze czasowym [Burliga na boisku pojawił się od razu po przerwie - red.]. Dopiero dzień przed spotkaniem ze Śląskiem przyjechałem do Białegostoku. Byłem w innym mikrocyklu treningowym, troszkę byłem podmęczony. Fajnie jednak, że mogłem zagrać i wygraliśmy 2:1.
- Tak, ale wiadomo, że jestem obrońcą, więc przede wszystkim rozliczany jestem z tego, żeby bramek nie tracić. W drugiej połowie nie straciliśmy, więc można powiedzieć, że wszystko na plus. Myślę, że z czasem trochę więcej będę wymagał od siebie, jeśli chodzi o ofensywę. Spokojnie krok po kroku poznaję drużynę i myślę, że jeszcze troszeczkę zgrania potrzebuję.
- Tak, ale kilka razy też się włączyłem do akcji w ofensywie, ale piłka akurat do mnie nie dochodziła. Starałem się skupić na obronie, bo wiadomo, jaki był ciężki moment po Legii [Jagiellonia w pierwszej wiosennej kolejce przegrała 0:4 w Warszawie - red.].
- Na pewno sytuacja trochę komiczna, że w jednej rundzie, i to mecz po meczu, gra się z tą samą drużyną. Jednak takie są przepisy, że można grać w dwóch klubach w jednym sezonie, a że okienko transferowe było otwarte, to zdarzyła się taka sytuacja. To nie miało dla mnie większego znaczenia, może tylko takie, że zawodników Śląska trochę poznałem we wcześniejszym meczu, wiedziałem już, kto jak gra.
- Przede wszystkim starałem się skupiać na treningach, na codziennej pracy. Wisłę już wcześniej poinformowałem, że podpisałem kontrakt z Jagiellonią, który miał być ważny od lipca. Wiedziałem też, że trwają rozmowy, że kluby są bliskie porozumienia. W końcu jednego dnia po południu dostałem telefon, że wieczorem będę musiał jechać do Białegostoku. Przed tygodniem ze środy na czwartek przyjechałem. Przeszedłem badania, a później uczestniczyłem w treningu, na który zresztą ledwo zdążyłem.
- Nie, ja o swoich decyzjach informowałem klub już wcześniej. W styczniu rozmawiałem w klubie, że raczej nie dojdziemy do porozumienia w kwestii nowego kontraktu. Mówiłem, że mam oferty z innych klubów i wybrałem Jagiellonię, bo była najbardziej konkretna. Można powiedzieć, że cieszę się, że jestem już w Białymstoku. Na razie walczymy o ósemkę i zobaczymy, co będzie dalej.
- Wiedziałem od menedżera, że wszyscy w klubie z Białegostoku bardzo zabiegali o moje przyjście. Wiadomo, jeśli ktoś cię bardzo chce, to fajniej przyjść do takiego klubu niż iść gdzieś, gdzie menedżer musi wszystko wywalczyć, o wszystko zabiegać. Jagiellonia zabiegała o mnie, była konkretna i szybko doszliśmy do porozumienia. Ja też chciałem zabezpieczyć jakoś swoją przyszłość, bo nie jestem już najmłodszym zawodnikiem, i podpisałem kontrakt na trzy i pół roku. Myślę, że w Białymstoku jest fajny młody zespół. Ważna była też osoba trenera Probierza. Było dużo pozytywów i myślę, że ta drużyna rozwija się i w przyszłym sezonie będzie lepiej niż w tym. W mojej opinii wszystko tu jest na fali wznoszącej.
- Ja nie miałem z trenerem żadnych zatargów. Byłem młodym zawodnikiem i robiłem swoje. Można powiedzieć, że trener na mnie stawiał, bo gdy tylko byłem zdrowy, to grałem. Akurat jednak miałem też trochę pecha, przez połowę tego okresu, gdy był trener Probierz, nie grałem, bo miałem kontuzję. Z trenerem Probierzem mam dobre relacje, wszyscy staramy się teraz robić wszystko jak najlepiej dla dobra Jagiellonii.
- To było 16 lat, nie licząc dwóch krótkich wypożyczeń do innych klubów. Można powiedzieć, że to był trudny moment psychicznie, bo opuszczałem tylu znajomych, przyjaciół, trenerów. Powiedziałem jednak też w Wiśle, że być może kiedyś wrócę jeszcze do Krakowa. Zobaczymy, jak ta kariera się potoczy. Na pewno cieszy mnie to, że rozstaliśmy się w normalny sposób, nie mam tam zamkniętej drogi. Na razie najważniejsza jest jednak Jagiellonia i zobaczymy, co przyniesie jeszcze obecny sezon.
- Na pewno, dopinguję kolegów, jestem w kontakcie z paroma kolegami z drużyny. Chciałbym żeby Wisła była jak najwyżej. Takiemu klubowi, z takimi tradycjami, infrastrukturą, kibicami nie przystoi być na takim miejscu.
- Na pewno Lech będzie chciał się zrehabilitować za porażkę, ale myślę, że też trochę pewności siebie stracił po meczu z Podbeskidziem. Trener Probierz będzie miał mądry plan taktyczny na to spotkanie i kwestia tego, czy my będziemy go potrafili dobrze wdrożyć w życie. Jesteśmy w stanie zdobyć punkty; kwestia, czy się uda - to jest piłka i ciężko przewidzieć scenariusz.
- Między nami a ostatnią drużyną jest tylko kilka punktów różnicy, a więc niewiele. Każdy mecz trzeba wybiegać, wywalczyć.