Puchar Polski nie dla Asseco Resovii. PGE Skra Bełchatów lepsza w półfinale

Asseco Resovia nie zdobędzie w tym sezonie ?dubletu? na krajowym podwórku. W półfinale Pucharu Polski rzeszowianie przegrali z PGE Skrą Bełchatów 1:3 i odpadli z rozgrywek. Mistrzowie Polski dobrze zaprezentowali się tylko w pierwszym secie. W każdej kolejnej partii bełchatowianie byli wyraźnie lepsi.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL

Asseco Resovia na tryumf w Pucharze Polski czeka już 29 lat. Rzeszowianie w XXI wieku zdążyli nawiązać do pięknych sukcesów z lat 70-tych i 80-tych i w ostatnich czterech sezonach aż trzykrotnie sięgali po złote medale mistrzostw Polski, ale Puchar Polski pozostaje dla nich wciąż nieosiągalny. - Chcemy przełamać tę niemoc i do Wrocławia jedziemy po zwycięstwo. W tym roku walczymy o sukces na wszystkich trzech frontach, a Puchar Polski jest przecież jednym z nich - mówił przed turniejem Fabian Drzyzga, rozgrywający Asseco Resovii.

W piątek w hali Orbita rozegrano mecze ćwierćfinałowe. Obyło się w nich bez niespodzianek i wielka czwórka PlusLigi (Asseco Resovia, Lotos Trefl, PGE Skra i Zaksa Kędzierzyn-Koźle) zameldowała się w komplecie w półfinałach. W pierwszym z nich Zaksa nie dała szans gdańszczanom i zagra w niedzielnym finale. O 18 rozpoczęło się drugie starcie pomiędzy Asseco Resovią a PGE Skrą Bełchatów. Kto był faworytem tego spotkania? Trudno powiedzieć. W PlusLidze bełchatowianie wyprzedzają mistrzów Polski o dwa "oczka", ale ich przewaga systematycznie maleje. Podopieczni Andrzeja Kowala po słabym początku sezonu spisują się coraz lepiej i "gonią" drugą Skrę wygrywając mecz za meczem. Bełchatowianie wprost przeciwnie - w ostatnim czasie złapali sporą zadyszkę i w styczniu zdążyli zgubić już kilka punktów. Mariusz Wlazły cały czas gra poniżej oczekiwań, a Michał Winiarski po operacji kręgosłupa wypadł ze składu do końca sezonu. Turniej finałowy Pucharu Polski to jednak tylko trzy mecze, w których liczy się przecież dyspozycja dnia.

Na początek dali sobie po razie

Pechowo półfinałowe starcie rozpoczęła Asseco Resovia. Już przy stanie 3:2 dla bełchatowian, Krzysztof Ignaczak nabił się na kolano Thomasa Jaeschke'go i z kontuzją łuku brwiowego "Igła" musiał opuścić boisko. W jego miejsce pojawił się Damian Wojtaszek, który dopiero dochodzi do siebie po skręceniu kostki końcem stycznia. Popularny "Mały' dobrze wprowadził się do gry, a równie dobrze od początku radzili sobie jego koledzy. Na zagrywce imponował Jaeschke, którego dobra seria w polu serwisowym szybko pozwoliła rzeszowianom objąć bezpieczne prowadzenie (13:7). PGE Skra miała z kolei problemy z własną grą. Kacper Piechocki raz po raz był nękany nieprzyjemną zagrywką, a Mariusz Wlazły znowu nie mógł odnaleźć się w ataku. Rzeszowianie z kolei zbijali piłkę niemal bezbłędnie. Prym wiódł w tym Bartosz Kurek, którego bełchatowianie nie mogli za nic zatrzymać. Próbkę umiejętności atakujący Asseco Resovii dał tuż przed drugą przerwą techniczną, kiedy mimo potrójnego bloku znalazł minimalną lukę i umieścił piłkę po prostej. Rozpędzonych mistrzów Polski bełchatowianie nie byli już w stanie zatrzymać i set zakończył się ich pewnym zwycięstwem do 18. Wydawało się więc, że mistrzowie Polski, których dyspozycja systematycznie rośnie, mogą w sobotę dać prawdziwy pokaz siły.

PGE Skra szybko jednak przebudziła się z początkowego letargu. Bełchatowianie zaczęli przede wszystkim wykorzystywać swoją największą broń, czyli zagrywkę. I tak najpierw Wojtaszka "upolował" Marechal. A za chwilę "wyższy bieg" w polu serwisowym włączył Wlazły. Do połowy drugiej partii długo było jedna "równo", ale wtedy PGE Skra wyraźnie odjechała. Sygnał do ataku dał Facundo Conte, który po jednej ze świetnych obron Marechala, kapitalnie zawinął piłkę w ataku i wyprowadził bełchatowian na czteropunktowe prowadzenie (18:14). Argentyńczyk pozytywnie nakręcał się z akcji na akcję, a jego śladem szli pozostali koledzy. Trener Andrzej Kowal szukał ratunku w rezerwowych. Nieźle do gry wprowadził się nawet Aleksander Śliwka, ale na odrabianie strat w tym secie było już za późno. PGE Skra wygrała drugą partię 25:20 i w całym meczu było już 1:1.

Koncert Nicolasa Marechala

Siatkarze z Bełchatowa jak już się rozpędzili, to nie zamierzali zwalniać. Fantastycznie spisywał się Nicolas Marechal, który świetnie zagrywał, atakował i bronił... nawet klatką piersiową. Asseco Resovia z kolei za nic nie mogła wrócić do gry z pierwszego seta i myliła się na potęgę. Mnożyły się błędy na zagrywce i w ataku, ale przede wszystkim zupełnie "siadło" przyjęcie rzeszowian. Kombinacyjną, urozmaiconą grę z początku meczu zastąpiła więc ta schematyczna i prosta, która na dobrze dysponowaną PGE Skrę nie mogła wystarczyć. Rzeszowianie mieli pojedyncze zrywy, jak ten kiedy po dobrych serwisach Nikołaja Penczewa przewaga bełchatowian stopniała do trzech punktów (18:15), ale to były tylko momenty. Trzeci set zakończył się zdecydowanym zwycięstwem siatkarzy Miguela Angela Falasci do 18.

Bez przyjęcia i bloku wygrać się nie da. Asseco Resovia bez Pucharu Polski

Wyrównaną końcówkę kibice zobaczyli dopiero w czwartej, jak się okazało ostatniej partii. Rzeszowianie bynajmniej grą nie zachwycali, ale do dobrej gry wrócił przynajmniej Kurek, który wziął na siebie ciężar gry w ataku. Rzeszowianie dalej grali bez dokładnego przyjęcia, ale potężne zbicia atakującego Asseco Resovii pozwalały utrzymywać kontakt punktowy z prowadzącymi bełchatowianami. Ci prezentowali się jednak cały czas lepiej. Para przyjmujących Conte-Marechal imponowała w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Trener Andrzej Kowal optymalnej dwójki szukał niemal przez cały mecz. Czwartą partię w parze z Achremem zagrał Penczew, ale wyraźnie brakowało im jakości, którą prezentowali siatkarze PGE Skry. Końcówka była jednak emocjonująca. Najpierw rzeszowianie wyszli z potwornych opresji, bo przy stracie 21:24 potrafili doprowadzić jeszcze do remisu. Ogromna w tym zasługa Kurka, który na sytuacyjnej piłce wystawianej przez całe boisko odważył się uderzyć po prostej. Kurek trafił i doprowadził do wyrównania. Chwilę później dwukrotnie zapunktował jednak Facundo Conte i nie pozostawił rzeszowianom złudzeń. PGE Skra wygrała czwartego seta 26:24, a cały mecz 3:1. Tym samym mistrzom Polski po raz kolejny nie uda się zdobyć Pucharu Polski. Na tryumf w tych rozgrywkach rzeszowscy siatkarze będą musieli poczekać przynajmniej kolejny rok.

PGE Skra w niedzielę zagra w finale z Zaksą Kędzierzyń Koźle. Początek meczu o 14.45.

Sety: 25:18, 20:25, 18:25, 24:26

Asseco Resovia: Kurek, Paszycki, Achrem, Drzyzga, Holmes, Jaeschke oraz Ignaczak (libero), Wojtaszek (libero), Penczew, Śliwka, Dryja, Witczak,

PGE Skra Bełchatów: Lisinac, Wlazły, Kłos, Conte, Uriarte, Marechal oraz Piechocki (libero), Milczarek (libero), Rodriguez, Gromadowski, Janusz

MVP: Facundo Conte

Twórz z nami Rzeszów.Sport.Pl! Dołącz do nas na Facebooku

Więcej o: