Magia starej hali. Sukces i koszykarskich wspomnień czar

Krótka piłka. Felieton Wiesław Pawłat

Po latach przerwy znowu głośno się zrobiło w kraju o lubelskim baskecie. Wszystko za sprawą koszykarek Pszczółki AZS UMCS, które nieoczekiwanie, ale jak najbardziej zasłużenie wywalczyły Puchar Polski. W decydującej o zdobyciu tego trofeum potyczce akademiczki pokonały wrocławską Ślęzę. W ogóle był to turniej niespodzianek, bo do finału nie dotarły takie potęgi jak mistrz Polski Wisła Can-Pack Kraków czy aktualny wicelider TBLK Artego Bydgoszcz, ale to też urok sportu.

Na szczególne podkreślenie zasługuje też atmosfera panująca podczas tej imprezy. Myślę, że jednym z tego powodów było też to, że zawody rozegrano w hali MOSiR przy al. Zygmuntowskich, a to magiczne dla koszykówki miejsce. Nie może być zresztą inaczej, skoro jej patronem jest wielki mag basketu - wybitny trener Zdzisław Niedziela, a tablicę pamiątkową ma tam też inny wielce zasłużony dla lubelskiej - i nie tylko - koszykówki zawodnik, działacz, szkoleniowiec, a także wieloletni szef tego obiektu, dr Leszek Maria Rouppert. Ich duch gdzieś tam pewnie pod kopułą się unosi. Poza tym to właśnie tam doszło do wielkiego przełomu w tej dyscyplinie sportu, mianowicie po raz pierwszy w polskiej drużynie, a konkretnie w barwach lubelskiego Startu wystąpił amerykański koszykarz. Był nim czarnoskóry Kent Washington, który nawet zagrał epizod w filmie "Miś". Podczas spotkań z jego udziałem hala pękała w szwach, a zdobycie biletu na mecz czerwono-czarnych graniczyło z cudem. Był to złoty okres dla lubelskich koników, bo na czarnym rynku ceny wejściówek osiągały astronomiczne ceny. Teraz panowie ze Startu już tam nie grają, przenieśli się na Globus, ale Pszczółki występują tam nadal - i, jak się okazało, z wielkim powodzeniem, bo osiągnęły największy sukces w historii lubelskiej koszykówki.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU