Sparing czy cyrk? Porażka Jagiellonii

Piłkarze Jagiellonii przegrali we wtorek 2:3 w sparingu z rumuńskim zespołem FC Botosani. Głównym aktorem tego pojedynku był jednak sędzia.

BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

- Nie wiem, czy to był sparing, czy cyrk. Sędzia robił naprawdę niesamowite rzeczy. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem - stwierdził po spotkaniu napastnik Jagiellonii Fedor Cernych.

Najpierw arbiter zadecydował, że w 23. minucie zespół zajmujący dziewiąte miejsce w lidze rumuńskiej zdobył gola. Sędzia uznał, że Krzysztof Baran złapał piłkę, dośrodkowaną z rzutu wolnego, już za linią bramkową.

- W pierwszej chwili myślałem, że sędzia pokazał spalonego albo odgwizdał jakiś faul czy coś. Nasze awantury nic nie dały, a tylko pogarszały sytuację, bo sami sobie robimy nerwową atmosferę. Wydawało mi się, że złapałem piłkę stojąc na linii bramkowej. Sędzia zadecydował, że stałem już w bramce i uznał gola - opowiada Krzysztof Baran.

Potem arbiter podjął kolejną dziwną decyzję. Podyktował rzut wolny pośredni dla Rumunów w polu karnym Jagiellonii. Jego zdaniem Krzysztof Baran zbyt długo trzymał piłkę w rękach. Natomiast w końcówce pierwszej połowy białostoczanie zdobyli gola z rzutu karnego. Dlaczego została podyktowana "jedenastka" wie chyba jednak tylko sędzia.

- Na pewno sędzia chciał postawić się na pierwszym miejscu i w najprostszych sytuacjach sam sobie utrudniał życie podejmując kontrowersyjne decyzje, z którymi nie zgadzała się ani jedna, a ni druga strona. Błąd poprawiał kolejnym błędem - mówi kapitan białostoczan Rafał Grzyb.

W drugiej połowie w barwach Jagiellonii zagrała już niemal zupełnie inna jedenastka (na boisku został jedynie Alvarinho, który wcześniej zastąpił kontuzjowanego Kamila Pajnowskiego) i dość szybko białostoczanie objęli prowadzenie. Ponownie sędzia podyktował rzut karny.

- Rzuty karne wywołały salwy śmiechu na obu ławkach rezerwowych. Pierwszy karny, to chyba jakieś odepchnięcie. Drugi po tym, jak piłka otarła się o łokieć przeciwnika. Sytuacje, w których żaden normalny arbiter nie wskazał by na wapno, tutaj okazały się dla sędziego oczywiste do pokazania na wapno. Co ciekawe, gdy w polu karnym ewidentnie faulowany był Alvarinho, sędzia nie zdecydował się zagwizdać - stwierdza Krzysztof Baran, a białostoczanie ostatecznie ponieśli we wtorek porażkę 2:3.

- Dużym problemem jest dla nas koncentracja - podsumowuje sparing trener Michał Probierz i dodaje: - Było też jednak sporo plusów chociażby jeśli chodzi o utrzymanie się przy piłce. Gorzej wyglądamy w grze defensywnej, ale nad tym cały czas pracujemy. Oczywiście fanie by było wygrać, ale ta porażka też niczego nie zmienia. Mamy jeszcze trochę czasu i postaramy się wyeliminować nasze słabsze strony. Musimy jeszcze udoskonalić kilka rzeczy.

W sparingu z zespołem z Rumunii nie zagrali już Michał Koźlik, Paweł Olszewski i Łukasz Sekulski. Tych trzech graczy wcześniej opuściło zgrupowanie białostoczan w Turcji. Dwaj pierwsi z powodu kontuzji, Sekulski został natomiast wypożyczony do Korony Kielce.

Białostoczanie do Polski wracają w niedzielę, w sobotę natomiast rozegrają jeszcze jeden sparing (zmierzą się ze Slovanem Bratysława).

Więcej o Jagiellonii na bialystok.sport.pl

Jagiellonia Białystok - FC Botosani 2:3 (1:1)

Strzelcy bramek: Piotr Grzelczak (45. - karny), Taras Romanczuk (53. - karny) - Istvan Fulop (23.), Attila Hadnagy (63. i 74.).

Jagiellonia - I połowa: K. Baran - M. Baran, zawodnik testowany, Wasiluk, Pajnowski (15. Alvarinho) - Łupiński, Falon, Grzyb, Szymonowicz, Straus - Grzelczak. II połowa: Drągowski - Sirok, Tomelin, Tarasovs, Tomasik - Alvarinho, Góralski, Romanczuk, Mackiewicz - Vassiljev - Cernych.

Więcej o: