Piękna passa dziewięciu wygranych Rosy, zakończona przez beniaminka

Takiego rozstrzygnięcia mało kto się spodziewał. Koszykarze Rosy Radom po jedynie fragmentach dobrego spotkania, całkowicie zasłużenie ulegli beniaminkowi BM Slam Stali Ostrów Wielkopolski.

Mecz z beniaminkiem Tauron Basket Ligi radomianie mieli potraktować bardzo poważnie, pomimo, że przed rozpoczęciem spotkania zajmowali drugą lokatę i nie przegrali od dziewięciu pojedynków w ekstraklasie. Ponadto Rosa dysponowała szerszą, a przede wszystkim bardziej ograną i doświadczoną kadrą aniżeli rywale z Ostrowa Wielkopolskiego.

Z kolei podopieczni Zorana Sretenovica kilkakrotnie u siebie udowadniali, że są groźni dla wszystkich i z dziewięciu rozegranych spotkań wygrali sześć. - Czeka nas trudny pojedynek, ale jeśli zagramy konsekwentnie w obronie jak i w ataku to powinno być dobrze - zapowiadał z kolei Wojciech Kamiński, trener radomian.

Wprawdzie w Kaliszu pierwsze punkty spotkania zdobył Bułgar Christo Nikołow, ale w ciągu następnej minuty, celnie trafiali Torey Thomas za trzy i Seid Hajrić i było 5:2, dla Rosy. Przewaga radomian 120 sekund później wzrosła do pięciu punktów a sześć z dziewięciu oczek wicelidera - uzyskał Hajrić. W 7. minucie koszykarze Rosy remisowali 13:13, ale co warte podkreślenia notowali wówczas aż 75-procentową skuteczność rzutów z gry. Tak znakomita passa skończyła się jednak jeszcze przed zakończeniem kwarty otwarcia, a że kolejnych 10 oczek zdobyli beniaminkowie, to wygrywali oni po 10. minutach - 23:16.

Gdy wydawało się, że Rosa od początku kolejnej ćwiartki rozpocznie odrabianie strat, to na słowa uznania zasługiwali miejscowi. Ci nie tylko dość agresywnie grali w defensywie - pozwalając radomianom na zdobycie zaledwie jednego punktu w ciągu czterech minut, ale sami w tym czasie uzyskali ich 10. i zanosiło się na pogrom. Ostatecznie kwarta zakończyła się dwupunktowym zwycięstwem Stali, a po 20. minut najwięcej problemów Rosa miała z Nikołowem, który zdobył w sumie 12 punktów.

W przerwie wiele do powiedzenia swoim zawodnikom miał trener Kamiński, bo ci poza początkiem gry, kiedy prezentowali się z dobrej strony - zupełnie zawodzili. Niestety jego słów do siebie nie wzięli podopieczni, bo po czterech minutach trzeciej kwarty - asystent Mike'a Taylora w kadrze Polski - ponownie musiał korzystać z przerwy. Wówczas po kolejnym już trafieniu Nikołowa ostrowianie wygrywali 50:33, ale reprymenda poskutkowała o tyle, że na ostatnie 10. minut goście z Radomia wychodzili tracąc do beniaminka 11 oczek. O tym, że Rosa to jednak klasowy zespół, można się było przekonać w niespełna 180 sekund kluczowej kwarty. Właśnie tyle czasu wystarczyło radomianom do tego by doprowadzić do remisu po 57! Jak się miało później okazać, Rosa nie poszła za ciosem, a na domiar złego zupełnie zatraciła swoje walory w 37 minucie gry, kiedy to rywale zdobyli siedem oczek i wyszli na prowadzenie. Jako, że nie oddali go do końca, to stało się faktem, że passa Rosy trwająca dziewięć zwycięskich meczów - została przerwana.

BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski - Rosa Radom 69:62

Kwarty: 23:16, 15:13, 17:15, 14:18

Slam Stal: Ochońsko 4, Wangmene 6, Nikołow 19, Sroka 12, Zębski 0, Millage 16, Delaney 4, Niedźwiedzki 0, Suliński 6, Kaczmarzyk 2.

Rosa: Thomas 17, Witka 1, Harris 10, Zajcew 3, Szymkiewicz 7, Sokołowski 6, Adams 2, Bonarek 0, Jeszke 2, Hajrić 14.

Więcej o: